NOWY TARG. Wszystko przebiegło według planu: w sobotę ok. godz. 15.40 w perspektywie Alei Tysiąclecia pojawiło się kilku „uciekinierów” z peletonu Tour de Pologne.
Przemknęli tak szybko, że w oczach kibiców została tylko barwna smuga. Chwilę potem – z podobną szybkością – wjechał od strony Czarnego Dunajca cały peleton, następnie – zwartą i dużą grupą – już reszta kolarzy. Po chwili stojący wzdłuż chodników usłyszeli, że zwycięzcą lotnej premii był Brazylijczyk.
Rajdowe emocje trwały zaledwie kilka minut, ale napięcie rosło od godz. 14, kiedy przy Miejskim Ośrodku Kultury zainstalowano nagłośnienie. Miejscowy komentator zachęcał do kibicowania, puszczał muzykę. Zachęcać zresztą nie trzeba było – godzinę później ludzie oblegali już Aleje na odcinku od wiaduktu w ciągu „zakopianki” aż po skrzyżowanie z Krzywą. Atmosfera była niecodzienna. Wielu dzierżyło „łapki”, kolorowe balony, trąbki i inne gazety dla kibiców. Podniecenie udzielało się dzieciom, które wybiegły na jezdnię, wyglądając nadjeżdżających kolarzy. Ale w bezpiecznym czasie musiały się cofnąć na krawężnik.
Czas oczekiwania umilały kibicom spacerujące wzdłuż chodnika zabawne muppety. Z oklejonych reklamami kabrioletów machały ludziom urodziwe hostessy.
Ale im bardziej zbliżał się peleton, tym szybciej śmigały kolejne pojazdy – motory, wozy transmisyjne, samochody organizatorów i obsługi. Niestrudzony komentator objaśniał, kogo wiozą. W pewnym momencie z białego fiata wysiadł Lech Piasecki, witając się przyjaźnie reprezentacją miasta. Peleton poprzedzał wóz Czesława Langa, ale główny organizator rajdu już nie zdążyłby wysiąść…
Na kolarzy czekał jednak w mieście jeszcze ktoś – patronka miasta w niebieskiej sukni i purpurowym płaszczu. Postawnej kobiecej sylwetki trudno było nie zauważyć – nawet w pędzie – ale odmachać kolarze jej nie zdołali…
Tego dnia 194 zawodników musiało pokonać przeszło 160 kilometrów, w tym duże przewyższenia i ostre zjazdy (z pętlą w Bukowinie Tatrzańskiej) zanim – w dokuczliwym deszczu – dotarło do mety pod Wielką Krokwią. Ale na nowotarskim odcinku i kolarze, i kibice cieszyli się pięknym słońcem, rześkim wiatrem, sportowymi emocjami. Gdy przejechała długa kawalkada wozów z rowerami na dachach i samochód z napisem „koniec rajdu” – była już pewność, że nikogo z Tour de Pologne nie ma na trasie. Przez około godzinę rajd blokował główną arterię miasta, ale stojący w korkach kierowcy przyjęli to ze zrozumieniem.