NOWY TARG. Kilkadziesiąt osób przyszło na zorganizowane przez Klub Gazety Polskiej spotkanie z europosłem Januszem Wojciechowskim do sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej. Towarzyszył mu Bogdan Pęk, poseł do sejmu trzech kadencji, poseł Parlamentu Europejskiego, teraz senator z ramienia PiS.
Gość, który teraz zasiada w Parlamencie Europejskim, był prezesem Najwyższej Izby Kontroli i wicemarszałkiem Sejmu IV Kadencji. Posłem na Sejm II kadencji został kandydując z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Do 2009 r. stał na czele rady politycznej Stronnictwa Ludowego „Piast”. W 2010 r. przystąpił do Prawa i Sprawiedliwości.
Piętnastominutowe spóźnienie nie spowodowało żadnego zniecierpliwienia sympatyków Gazety Polskiej, ciekawych wieści z Brukseli i politycznych analiz. Po krótkim wstępie europarlamentarzysta stwierdził, że władze – nie tylko władze sądownicze, które z definicji powinny być niezawisłe, ale i skarbowe są pozbawione rzeczywistej kontroli. Podał przykłady: człowieka który 12 lat siedział w areszcie bez wyroku (jeszcze za rządów Hanny Suchockiej) i niszczenia rodzinnych firm transportowych – ofiar paliwowych mafii – przez urzędy skarbowe. Następnie Janusz Wojciechowski zajął się najbliższymi mu sprawami, tzn. polityką rolną. Informacjami o dopłatach dla rolników z różnych krajów UE sypał jak z rękawa. Wynikało z tego jedno: że polskie rolnictwo jest bezprawnie dyskryminowane, chociaż dopłaty te to praktycznie jedyne pewne unijne pieniądze, które trafiają bezpośrednio do adresatów. Inne sektory gospodarki nie mogą na to liczyć.
Dyskryminacja polega na tym, że, przykładowo, Niemiec, który ma to samo ( w hektarach) gospodarstwo w Niemczech i w Polsce, dostaje różne dopłaty na te hektary. Najgorsze jest to, że sami polscy urzędnicy nie widzą w tym nic nieprawidłowego, podczas gdy Niemcy spuszczają głowy, gdyby wytknąć im taką niesprawiedliwość. Jest bowiem tak, że to Niemcy – na 27 krajów UE – zawsze wygrywają. Ale pomagają im w tym Polacy.
– Jeśli Francuz przekonuje, że to co dobre dla Francji jest dobre dla Europy, to Polak będzie przekonywał, że dobre dla Europy jest to, co dobre dla Niemiec – mówił europoseł.
Sam podczas swojej kadencji przemawiał ok. 300 razy na różnych forach i jest przekonany, że jeśli ostro stawia się sprawę, to można coś osiągnąć.
Uważa, że o ile rozkład gospodarki, zwłaszcza rolnej, jest groźny, o tyle rozkład moralny społeczeństwa jest jeszcze groźniejszy. Aby temu zaradzić – trzeba tylko uczciwych rządów i sposobu dotarcia do zastraszonych obywateli. W samorządach też się bowiem źle dzieje. W instytucjach samorządowych pracuje ok. 2 mln ludzi, zrozumiały jest więc o strach przed utratą pracy. Polemizował natomiast z tezą, że w Polsce panuje przyzwolenie na korupcję, bo któż lubi dawać łapówki…
Uczestnicy spotkania pytali m.in. czy w Polsce istnieje ustawa zakazująca używania symboli komunizmu, ponieważ „w podziemiu Urzędu Miejskiego w Nowym Targu jest głowa Lenina, a Orkan na nią patrzy”; czy nowy minister może coś zrobić dla rolnictwa; co powinni uczynić posłowie PiS, aby sprzeciwić się planowanej unii bankowej; czy jest szansa na wyrwanie się Polski spod kontroli Niemiec; dlaczego PiS nie popiera wyborów jednomandatowych do sejmu?
Europoseł był sceptykiem, jeśli chodzi o możliwości ministra rolnictwa, ponieważ do skuteczności polityki rolnej konieczne byłoby zaangażowanie w nią premiera i prezydenta, a ministrowi pozostawałyby tylko sprawy techniczne – jak to jest np. we Francji.
Podkreślał, że pieniądze Unii to zaledwie 1 procent PKB każdego z krajów członkowskich, ale uprawnienia kontrolne Unii są bardzo duże. Najlepszą pozycję w europejskiej wspólnocie zdobyli sobie Anglicy, którzy są obecni we wszystkich instytucjach Unii, mają nad wszystkim kontrolę, a płacą tylko jedną trzecią składki.
Wspominał też o tragedii smoleńskiej, o „pancernej brzozie”, o którą rozbił się samolot i niezdolności „postkolonialnej” Polski do życia pełnią wolności.
Zdaniem gościa z Europarlamentu polska prawica też popełnia błędy, czego przykładem jest secesja skutkująca powstaniem Solidarnej Polski.
– Dzisiaj PiS jest jedyną realną siłą opozycyjną – przekonywał Janusz Wojciechowski.
Nadmienił, że przygotowuje projekt Ustawy o skargach, ponieważ do tej pory nie rozpatruje się skarg nie podpisanych, tymczasem ludzie boją się konsekwencji podania pewnych faktów.
Bynajmniej nie w różowych barwach widzi europoseł przyszłość sądownictwa, w którym młoda kadra, „jest wychowana na testach, a nie wyuczona wrażliwości i myślenia”. Mimo to „wolałby być sądzony w Polsce niż w USA”.
Opowiada się za wspomaganiem rodzin ubogich, by bieda nie była jedynym argumentem przesądzającym o umieszczeniu dzieci w domu dziecka, gdzie koszty utrzymania są znacznie większe, a rodziców brak.
Jego argumentem przeciwko wyborom „jednomandatowym” do Sejmu była obawa, iż „będzie można kupić mandat, tymczasem poseł musi widzieć Polskę, a nie swój kawałek sukna”.