Podhale w uścisku ze Śląskiem – dla zbożnej idei (aktualizacja i galeria)

koncmaltNOWY TARG. Niedzielny wieczór wypełnił charytatywny i wyjątkowo wdzięczny koncert. Na scenie Miejskiego Ośrodka Kultury zagrała Żeńska Orkiestra Salonowa Katowickiego Holdingu Węglowego S.A. KWK „Staszic”.

Maltańczycy prowadzili przy tej okazji zbiórkę pieniędzy na zakup wyposażenia dla karetki oddziału Maltańskiej Służby Medycznej w Nowym Targu.

Ten koncert był równocześnie tylko jednym z przejawów, tego, co w sferach ruchu regionalnego, dobroczynności i kultury wydarza się i planowane jest pomiędzy Śląskiem a Podhalem.

A że będą się dziać rzeczy ważne – świadczyła obecność na koncercie prezesa Zarządu Głównego Związku Podhalan w Polsce – Andrzeja Skupnia oraz prezesa Związku Górnośląskiego Marka Sobczyka. Prezes Skupień zdradził nam na razie, że jest zamysł wystawienia „Opery góralskiej” w Katowicach.

Z Katowic właśnie przyjechał razem z damską orkiestrą o. Alan Rusek OSM – proboszcz parafii Panewniki, który 31 stycznia gościł koncert Hani Rybki i tenora Andrzeja Lichosyta z Nowego Targu, połowę datków z tego dobroczynnego śpiewania góralskich kolęd przeznaczając dla Zakonu Maltańskiego, na zakup karetki, która trafi do Nowego Targu.

Obiecany Służbie Maltańskiej przez Zakon mercedes sprinter zastąpi starą karetkę, a ta zostanie z Nowego Targu przeniesiona gdzie indziej. Nowa „erka” jest oczywiście pojazdem zupełnie innej klasy. A o garaż dla niej obiecał się postarać burmistrz Grzegorz Watycha, deklarując też otwartość na wszystkie przejawy podhalańsko-śląskiej współpracy i chęć goszczenia Ślązaków np. przy okazji Jarmarku Podhalańskiego.

– Samochód mamy, ale bez sprzętu nie potrafimy ratować… – apelowała do ludzkiej hojności przed koncertem Katarzyna Jaskólska, reprezentująca liczącą już 10 lat, obecną przy wszystkich imprezach masowych w mieście i okolicy Służbę Maltańską w Nowym Targu.

Podstawowym wyposażeniem nowej karetki powinny być oczywiście defibrylator i respirator, ale rozeznania w sprzętowej ofercie maltańczycy jeszcze nie czynili.

Sprawcą ściągnięcia do Nowego Targu Orkiestry Salonowej, jak też innych zbożnych podhalańsko-śląskich przedsięwzięć, jest Mieczysław Kucharski – pochodzący stąd, lecz od 40 lat mieszkający na Śląsku przedsiębiorca branży hotelarskiej i gastronomicznej, współinicjator i współzałożyciel Fundacji im. Adama Worwy, teraz również prezes katowickiego Oddziału Związku Podhalan.

– Są jeszcze duże, nieodkryte obszary współpracy miedzy Śląskiem a Podhalem – mówił.

Nieoceniony jest jego udział i w charytatywnych przedsięwzięciach i w planach śląsko-podhalańskiej współpracy. Do zamiaru wystawienia „Opery Góralskiej” w Katowicach dochodzi myśl zorganizowania jednego Dnia Śląskiego na najbliższym Jarmarku Podhalańskim. Młody, bo od czerwca jednoroczny katowicki Oddział ZP chciałby natomiast przyszłym roku gościć tradycyjną imprezę opłatkową Zarządu Głównego ZP, łącząc to z poświęceniem swojego sztandaru.

Orkiestra Salonowa, który zafundowała nowotarżanom uroczy wieczór z muzyką rozrywkową, liczy sobie 13 lat, czyli jest o 3 starsza od naszej Służby Maltańskiej. Od początku występuje pod dyrekcją Grzegorza Mierzwińskiego, koncertując w Polsce i za granicą, biorąc udział w festiwalach. Przemiłe instrumentalistki w atłasowych i koronkowych kreacjach towarzyszyły różnym solistom, m.in. Zbigniewowi Wodeckiemu. Mają w swoim repertuarze również utwory Golców. Do Nowego Targu przyjechały z solistką – sopranistką Eweliną Sobczyk i trębaczem Rafałem Ziębą. Konferansjerkę dowcipnie poprowadziła Joanna Kania, zdradzając nawet, jakim cudem najgorszy dyrygent może zostać… ministrem kultury.

Koncert musiał się zacząć po śląsku, czyli kultową piosenką „Gdybym ci ja miała…”. W wykonaniu pełnych wdzięku, bezpretensjonalnych instrumentalistek publiczność – niestety, niezbyt liczna z powodu śnieżycy i mrozu – usłyszała bardzo popularne i sentymentalne utwory, m.in. „Na stepach Mandżurii” (wykorzystany w „Białym walcu” przez Andrzeja Rosiewicza), „Petite Fleur”, „Całuję twoją dłoń”, „Ta ostatnia niedziela”, „Miłość ci wszystko wybaczy…”, „Dzwony z mojej wioski”, motyw z filmu „Va banque”, i inne, a na koniec „Marsz Radetzky’ego”.

Z wykonawczyniami, solistką, trębaczem i dyrygentem publiczność, (wśród niej przedstawiciele miejscowych sponsorów charytatywnych akcji, burmistrzowie były i obecny; samorządowcy, reprezentacja Fundacji im. Adama Worwy) – nie chcieli się rozstać. I na pewno nie ostatnim będzie ten pobyt muzycznej formacji z sąsiedniego regionu w stolicy Podhala.

Podczas koncertu na wyposażenie nowej karetki zebrano 3 tys. 300 zł.

Koncert z maltańskim krzyżem

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *