PIŁKA NOŻNA. W niedzielnych meczach ligi okręgowej, kolejne trzy punkty zapisał na swoim koncie lider NKP Podhale Nowy Targ, który pewnie 4:0 pokonał Harta Tęgoborze. Zwycięstwo okupione został jednak poważną kontuzją Pawła Janasika, który z podejrzeniem złamania obojczyka trafił do szpitala. Nie powiodło się z kolei graczom LKS Szaflary, którzy doznali wysokiej porażki w Rytrze, nie strzelając trzeciego z rzędu rzutu karnego.
NKP Podhale Nowy Targ – Hart Tęgoborze 4:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Ślusarek 15, 2:0 Ślusarek 62, 3:0 Anioł 67, 4:0 Antolak 82.
Podhale: Nykaza – Bobek (69 Augustyn), Gąsiorek, Krzystyniak, Anioł – Misiura (69 Czapp), Janasik (31 Antolak), Hałgas, K. Dudek (78 Hajnos) – Świerzbiński, Ślusarek.
Hart: Cienciwa – Szabla, J. Czoch, Bieniek, Olchawa– Liszka, Rosiek (69 Krawczyk), Nowak (84 Janiec) – Hajduga (69 M. Czoch), Bednarek (84 Grzyb), Orzechowski.
Sędziował: Jan Kurek (Limanowa). Żółte kartki: Olchawa. Widzów: 250
Prowadzenie dał Podhalu w 15 min strzałem głową Ślusarek. Ten sam zawodnik wpisał się na listę strzelców w 62 min uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego. W 67 min z kolei celnie główkował Anioł, a w 82 min po prostopadłym podaniu od Świerzbińskiego, Antolak wygrał pojedynek sam na sam z Cienciwą i ustalił wynik spotkania.
– Cieszymy się, z kolejnego zwycięstwa. Drużyna cierpliwie realizowała to co sobie założyliśmy i w efekcie tego z minuty na minutę nasza przewaga była coraz większa. To przełożyło się na gole zdobywane w drugiej połowie. Martwi kontuzja Pawła, choć na szczęście w szpitalu okazało się, że to raczej mocne stłuczenie, a nie złamanie. Czeka go jednak dłuższa przerwa w grze. Jednemu dedykujemy to zwycięstwo, a także Alanowi, synkowi Sebastiana Świerzbińskiego który urodził się kilka dni przed meczem – ocenił trener NKP Podhale, Marek Żołądź.
Poprad Rytro – LKS Szaflary 5:1 (2:0)
Bramka dla Szaflar: Hajnos 67
Czerwona kartka: Strama (63 niesportowe zachowanie)
Szaflary: Cisoń – Hajnos, Strama, Kułach (58 F. Kamiński), Marek (78 Kurańda) – Jarząbek, Szczerba, Joniak, P. Kamiński – Gogolak, Magulski (67 Czajkowski).
– W pierwszej połowie traciliśmy gole kuriozum. Pierwszy po fatalnym indywidualnym błędzie, drugi po samobójczej główce Hajnosa. Kluczowym momentem była jednak 45 minuta, kiedy mieliśmy rzut karny. Zmarnował go jednak Magulski. W drugiej połowie najpierw straciliśmy trzeciego gola, a za moment z boiska za obrazę sędziego wyleciał Maciek Strama. To definitywnie rozstrzygnęło losy tego meczu, choć chwilę potem udało się nam zdobyć bramkę honorową – powiedział Andrzej Łukaszczyk.