PIŁKA NOŻNA. Zaledwie jeden zdobyty punkt, aż 22 stracone gole przy ledwie 8 zdobytych. To bilans pięciu drużyn z naszego regionu w niedzielnych meczach 13 kolejki spotkań ligi okręgowej. Nie przegrała jedynie Jarmuta Szczawnica, która podzieliła się punktami w Zalesiu z Zalesianką, ale biorąc pod uwagę przebieg tego spotkania to i ten wynik należy rozpatrywać w kategorii rozczarowania.
Płomień Limanowa – Orkan Raba Wyżna 3:2 (1:0)
Bramki dla Orkana: R. Możdżeń 60, Filipek 78.
Orkan: D. Możdżeń – K. Rapta (75 Ł. Rapta), Skwarek, R. Możdżeń, Dziechciowski (60 Świder) – Pluta, Ł. Kasiniak, Teper, Skawski, Gromczak – Filipek (85 Bochnak).
Piłkarze Orkana ponieśli kolejną porażkę, ale tym razem tego meczu nie powinni przegrać. Gospodarze bramkę dającą im wygraną zdobyli w doliczonym czasie gry a remis uzyskali w 88 minucie spotkania.
W pierwszej połowie gospodarze zdobyli prowadzenie w 22 minucie gdy przejęli piłkę w środkowej strefie boiska, przeprowadzili błyskawiczny atak zakończony celnym trafieniem z najbliżej odległości. Płomień w pierwszych 45 minutach miała jeszcze dwie dobre okazje do podwyższenia wyniku, ale w obu przypadkach świetnie interweniował młody bramkarz Orkana Dawid Możdżeń.
Na początku drugiej odsłony spotkania, najpierw szansę na doprowadzenie do remisu miał Filipek, ale w sytuacji sam na sam strzelając z 10 metrów trafił wprost w bramkarza. Kolejna okazję miał Gromczak, jednak jego lob zamiast w siatce zatrzymał się na poprzeczce. Wreszcie w 60 minucie Gromczak po akcji prawym skrzydłem zacentrował przed bramkę Olimpii do piłki wyszli bramkarz i Robert Możdżeń. Grający trener Orkana wyskoczył wyżej niż golkiper Olimpii i wpakował piłkę do siatki. W 78 minucie Gromczak ponownie po oskrzydlającej akcji zagrał na 10 metr do znajdującego się w polu karnym gospodarzy Filipka a ten tym razem nie zmarnował okazji.
Gospodarze oczywiście natychmiast rzucili się do odrabiania straty, ale dłuższy czas rabianom udawało się wychodzić obronną ręką z opresji. Niestety w 88 minucie stracili gola. Nie było to może jeszcze nieszczęście jednak w ostatniej akcji zresztą bliźniaczej jak przy wyrównaniu miejscowi zdobyli zwycięska dla siebie bramkę.
– Jesteśmy oczywiście mocno rozczarowani i zasmuceni tym wynikiem. Takich meczów po prostu się nie przegrywa. Nie ma co ukrywać w tej rundzie idzie nam jak po grudzie. Trudno znaleźć główną przyczynę naszych porażek. Gramy fragmentarycznie. Dobre momenty przeplatamy słabszymi fragmentami gry i co gorsze nasi rywale to wykorzystują. Tak było i w tym meczu. Wracamy do domu w minorowych nastrojach, ale oczywiście będziemy walczyli o każdy punkt w pozostałych spotkaniach – powiedział jeden z trenerów Orkana Daniel Traczyk
Sokół Słopnice – KS Zakopane 6:1 (3:0).
Bramka dla Zakopanego: S. Staszel 60.
Zakopane: Dziedzic – Bobak (75 W. Staszel), Bogdanowicz (75 Sawina), Floryn, Stopka, Szajna (46 Pawlikowski), Drabik, K. Stalmach, Gubała (60 S. Staszel) – Król, Nowobilski.
Po 10 minutach gospodarze prowadzili już 2:0. Później zakopiańczycy opanowali jakoś sytuację, ale w końcówce pierwszej połowy dali sobie strzelić kolejnego gola. Po zmianie stron to goście jako pierwsi zdobyli gola. Uzyskał go wprowadzony Stanisław Staszel uderzając piłkę z 25 metrów mocno i precyzyjnie. To było jednak wszystko na co tego dnia stać było drużynę z Zakopanego.
– Nie ma co ukrywać w ten sposób nie da się grać. W każde spotkanie trzeba włożyć maksimum ambicji i fizycznego wysiłku. Na stojąco w tej lidze punktów się nie zdobędzie. Na dodatek w kolejnym meczu wchodzimy w spotkanie już na początku ze straconymi bramkami. Wszystkie przedmeczowe ustalenia biorą w łeb. Czekają nas trudne i męskie rozmowy. W ten sposób ze mną tak grać nie można – podsumował wydarzenia na boisku w Słopnicach szkoleniowiec KS Zakopane Dawid Bartos.
Olimpia Pisarzowa – Orawa Jabłonka 2:1 (2:1)
Bramka dla Orawy: Dworszczak 20 z karnego.
Orawa: Zubrzycki – W. Zahora, T. Zahora, Dworszczak, Smutek – Kasprzak, Stehura, Andrasiak, Brząkała – Męderak, Stasiak
Co prawda zaczęło się obiecujący dla Orawy, która w 20 min objęła prowadzenie po strzale z rzutu karnego Dworszczaka, ale przewaga jaką w pierwszej połowie posiadali gospodarze pozwoliła im jeszcze przed przerwą odrobić straty z nawiązką. Po przerwie to gracze z Jabłonki przejęli inicjatywę, w czym pomogła im czerwona kartka jaką zobaczył jeden z zawodników Olimpii. Niestety swojej dominacji Orawianie nie zdołali przełożyć na gole. Najbliżej ich zdobycia był dwukrotnie Męderak, ale za każdym razem zabrakło mu zimnej krwi pod bramką gospodarzy.
– Szkoda, bo naprawdę zagraliśmy niezłe spotkanie i niewiele zabrakło byśmy wywieźli z Pisarzowej jakieś punkty. Niestety zawiodła skuteczność. Dużo strzelaliśmy z dystansu, ale zazwyczaj niecelnie. Cóż wracamy przegrani, ale z podniesionymi głowami – podsumował trener Orawy, Tomasz Zahora.
Zalesianka Zalesie – Jarmuta Kolex Szczawnica Zdrój 4:4 (2:3)
Bramki dla Jarmuty: Kuziel 15, 22, 67, Talarczyk 33.
Jarmuta: Gołdyn – Jasiurkowski, Diop, Noworolnik, Piszczek (65 Ł. Wercioch) – Mlak, M. Pietrzak, Kuziel, J. Pietrzak – Mrówka, Talarczyk.
Piłkarze Jarmuty Szczawnica mimo iż prowadzili niemal przez całe spotkanie „tylko” zremisowali w Zalesiu z miejscową Zalesianką 4:4. Już w 15 minucie pierwszego z trzech swoich bramek w tym meczu zdobył Daniel Kuziel. Pomocnik Jarmuty sfinalizował akcję Jasiurkowskiego, celnie trafiając do bramki z 7 metrów. Niestety minutę później był już remis. W zamieszaniu pod bramką Jarmuty gospodarzom udało się wepchnąć piłkę do bramki. W 25 minucie gospodarze wykonywali rzut wolny z niebezpiecznego dla gości miejsca. Tymczasem gracze z Miasta Zdrojowego przechwycili piłkę i wyprowadzili kontrę 4 na 2, którą celnym strzałem sfinalizował ponownie Kuziel. Cóż z tego skoro trzy minuty później gospodarze znowu doprowadzili do remisu niemal w podobnych okolicznościach jak za pierwszym razem. W 33 minucie Talarczyk przymierzył z 20 metrów i piłka tuż przy słupku wpadła do siatki. Tym razem gospodarze w tej części gry już nie odpowiedzieli golem. Zrobili to po przerwie w 57 minucie i znowu był remis tym razem 3:3. Gdy w 67 minucie po akcji Jacka Pietrzaka z Kuzielem ten drugi zdobył gola ustanawiając hac tricka wydawało się, że goście odniosą zwycięstwo. Nic z tego w 80 minucie po faulu Diopa sędzia podyktował rzut karny a „jedenastkę” na bramkę zamienił kapitan drużyny Zalesianki. Więcej goli już w tym meczu nie było.
– Emocje w tym spotkaniu i to negatywne rozpoczęły się już w 5 minucie kiedy to zawodnik gospodarzy w starciu z naszym piłkarzem doznał ciężkiej kontuzji. Musieliśmy czekać kilkadziesiąt minut na przyjazd karetki. To spowodowało, że spotkanie kończyło się już w zapadających ciemnościach. Inna sprawa, że gra na tak wąskim i krótkim boisku niewiele ma wspólnego z prawdziwym futbolem. Ten „swoisty” atut gospodarze wykorzystali z nami wpychając nam trzy gole i wywalczając rzut karny. Sądzę, że niejedna drużyna zostawi tu punkty nie ze względu na klasę gospodarzy, ale ze względu na ich specyficzne boisko. Inna sprawa, że czterokrotnie w tym meczu obejmowaliśmy prowadzenie i nie udało się nam go utrzymywać. Po każdym zdobytym przez nas golu dawaliśmy szansę gospodarzom na strzelenie bramki i ostatecznie uzyskaliśmy tylko remis – powiedział jeden z dwóch ki trenerów Jarmuty, Grzegorz Niezgoda.
Sandecja II Nowy Sącz – LKS Szaflary 7:0 (5:0)
Szalfary: Zhuk – Joniak (70 Strama), Hajnos (46 P.Kamiński), Rusnak, Bierówka – K. Gałydn, Kantor, J. Gałdyn, F. Kamiński – Dudzik (85′ Bibro) – Gogolak
Szaflarzanie nie mieli żadnych szans w meczu z rezerwami pierwszoligowej Sandecji, w szeregach której wystąpiło 8 zawodników z pierwszej drużyny. Losy meczu rozstrzygnęły się już w pierwszych 45 minutach.
– Dokładnie tak wygląda zderzenie piłki amatorskiej z profesjonalną gdzie zawodnicy zarabiają na życie graniem w piłkę. Tak wysoka porażka, zresztą już druga z rzędu, boli. Patrząc w przyszłość na pewno zostały nam do rozegrania jeszcze dwa mecze. Potem przyjdzie czas na podejmowanie męskich decyzji – powiedział po meczu trener Szaflar, Tomasz Ligudziński.