PIŁKA NOŻNA. We środę odbyły się mecze 27 kolejki spotkań grupy wschodniej IV ligi. Z czterech podhalańskich drużyny grały trzy, bowiem Watra Białka Tatrzańska dostała punkty za darmo (walkower z Nową Jastrząbką). Powody do radości mieli piłkarze Podhala Nowy Targ i Lubania Maniowy. Oni swoje mecze wygrali, dzięki czemu nowotarżanie umocnili się na fotelu lidera, a maniowianie oddalili się od strefy spadkowej. Z kolei dla zakopiańczyków remis 1:1 z rezerwami Sandecji Nowy Sącz to w ich sytuacji w tabeli bardziej strata dwóch punktów niż zysk jednego.
NKP Podhale Nowy Targ – Poprad Rytro 2:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Poczkajski 24, 1:1 Hałgas 79, 2:1 Świerzbiński 81.
Podhale: Antolak – Anioł, Urbański ŻK, Gąsiorek, Augustyn (46 Czubin) – Misiura (58 Hajnos), Hałgas, Gogola (46 Lichacz), Dudek (63 Krzystyniak) – Świerzbiński, Komorek.
Poprad: Długosz – Szymon Dziedzina ŻK, Kruczek, Janikowski, M. Pawlik – I. Tokarczyk (61 K. Pawlik), Duda, Sebastian Dziedzina, S. Tokarczyk ŻK – K. Dziedzina, Poczkajski.
Sędziował: Seweryn Kozub z Brzeska
Zwycięstwo gospodarzy – choć jak najbardziej zasłużone – rodziło się w olbrzymich bólach. Mecz od samego początku wyglądał podobnie jak większość dotychczasowych spotkań nowotarżan w rundzie wiosennej. W posiadaniu piłki mieli oni dużą, momentami druzgocącą przewagę. Nie specjalnie przekładało się to jednak na sytuacje bramkowe. Pierwszą i od razu wyśmienitą miał w 23 min Maciej Gogola, który po akcji prawą stroną Rafała Komorka, fatalnie spudłował z 11 metrów. To momentalnie się zemściło. Minutę później Poprad wyprowadził szybki i składny kontratak. Piłka trafiła na lewą stronę do Marcina Pawlika, ten dograł ją w pole karne, gdzie przyjął ją Mateusz Poczkajski i uderzył do bramki obok interweniującego Grzegorza Antolaka. Po stracie gola nowotarżanie starali się jeszcze mocniej podkręcić tempo. W 28 min Grzegorz Misiura uderzał, ale minimalnie obok słupka. W 31 min Rafał Hałgas będąc w polu karnym dograł wzdłuż linii bramkowej, ale „zamykający” akcję po drugiej stronie Komorek nie trafił w piłkę.
Druga połowa to już mocno jednostronny pojedynek. Mocno zdeterminowani gospodarze praktycznie nie schodzili z połowy przyjezdnych. Długo jednak bili głową w mur. W 47 min Maciej Lichacz dopadł do piłki w polu karnym, ale trafił w boczną siatkę. W 69 min ponownie Lichacz – po dograniu Komorka – uderzał tym razem głową, ale piłkę na rzut rożny sparował Mateusz Długosz. W 69 min po główce Mateusza Urbańskiego jeden z graczy Popradu zatrzymał piłkę na linii bramkowej. Wreszcie nadeszła 79 min. Hałgas dostał piłkę w okolicach środka boiska i widząc wysuniętego z bramki golkipera gości… wrzucił mu piłkę „za kołnierz”. Podhale poszło za ciosem i minutę później Sebastian Świerzbiński dopadł do futbolówki na 11 metrze i uderzył nie do obrony.
– Nie mam siły się cieszyć, choć są ku temu powody bo zdobyliśmy kolejne trzy punkty. Kosztował mnie ten mecz mnóstwo energii i sił. Może to będzie właśnie to przełomowe spotkanie. Często bywa tak, że sukces rodzi się w bólach. Sami doskonale zdajemy sobie sprawę, że nasza gra nie wygląda tak jak powinna. Teraz jednak już musimy się koncentrować na kolejnym, niedzielnym spotkaniu – przyznał szkoleniowiec Podhala, Marek Żołądź.
KS Zakopane – Sandecja II Nowy Sącz 1:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Niane 4 z karnego, 1:1 Ustupski 79.
KSZ: Różalski – Floryn, Murzyn, Gubała, Bachleda (46 Ustupski) – Stasik (62 Stelmach), Leniewicz, Chrobak ŻK (59 Drabik), Król (64 G. Grela) – Stępień, M. Grela.
Sandecja II: Grzegorzek – Szeliga, Ciężobka, Dyląg, Gargul – Danek (88 Subiel), Kołdziej ŻK, Niane, Piszczek – Brdej (85 Potoniec), Jancarzyk (77 Szarek).
Pierwsze minuty bardzo pechowe w wykonaniu zakopiańczyków. Najpierw Marcin Grela trafił w słupek, potem po przypadkowym zagraniu ręką w polu karnym Macieja Floryna, goście mieli rzut karny wykorzystany przez Niane, a po chwili poprzeczkę ostemplował Michał Stasik. W 23 min ponownie Marcin Grela znalazł się w dogodnej sytuacji, ale tym razem trafił w boczną siatkę. W odpowiedzi Różalski zatrzymał strzał Danka. W 35 min po dośrodkowaniu z rzutu wolnego w pole karne Fabiana Leniewicza, w idealnej pozycji Mateusz Chrobak przeniósł głowa piłkę nad poprzeczką.
W drugiej połowie więcej z gry mieli zakopiańczycy. Kolejne okazję marnował jednak Marcin Grela. Za nieskuteczność ukarać gospodarzy mógł Filip Piszczek, który jednak w sobie tylko wiadomy sposób nie trafił w piłkę metr przed pustą bramką. Wreszcie w 79 min gospodarze przeprowadzili zdecydowanie najpiękniejszą akcję meczu. W jej kluczowym momencie Stępień dograł do Grzegorza Greli, ten bez przyjęcia odegrał piłkę w pole karne do Macieja Ustupskiego, który z bliska dopełnił formalności. Stepień w 89 min mógł zostać bohaterem. Znalazł się sam przed bramkarzem Sandecji, ale nie zdołał oddać skutecznego uderzenia.
Glinik Gorlice – Lubań Maniowy 1:3 (1:2)
Bramki dla Lubania: Kołodziej 25, Jandura 44, S. Kurnyta 55.
Lubań: Świerad – Ostachowski, Firek, Górecki, Gołdyn – Karkula (75 Kucek), Kołodziej, Jandura (60 Golonka), Nowak (75 Czubiak) – Ligas (82 Bukowski), S. Kurnyta.
Lubań zaczął mecz od straty gola w 7 minucie. Wyrównał w 25 min kapitalnym uderzeniem Nikodem Kołodziej. Tuż przed końcem pierwszej połowy maniowianie wyszli na prowadzenie. Z prawej strony Kołodziej zagrał piłkę w pole karne do Sylwestra Kurnyty, ten odegrał ją na 16 metr skąd mocno i precyzyjnie po ziemi uderzył Artur Jandura. Wygraną Lubania przypieczętował w 55 min S. Kurnyta, po asyście Jakuba Nowaka.
– Zaczęliśmy mocno rozkojarzeni. Pierwsze 20 minut można powiedzieć nie było nas na boisku. Tylko na nim statystowaliśmy. Obudził nas gol Kołodzieja. Od tego momentu zaczęliśmy przejmować kontrolę nad meczem, czego efektem były kolejne dwa gole. Cieszy wreszcie wyjazdowe zwycięstwo i to, że znów odskoczyliśmy nieco od strefy spadkowej – przyznał opiekun Lubania, Łukasz Biernacki.