PIŁKA NOŻNA. W sobotnim, derbowym spotkaniu rozgrywek grupy wschodniej IV ligi, piłkarze NKP Podhale Nowy Targ pokonali na swoim boisku KS Zakopane 2:0. Wciąż nie wiedzie się graczom Lubania Maniowy, którzy tym razem przegrali wyjazdowe starcie z Rylovią Rylowa.
NKP Podhale Nowy Targ – KS Zakopane 2:0 (0:0)
1:0 Pietrzak 71, 2:0 R. Antolak 78. Sędziował Łukasz Marek z Krakowa.
Żółte kartki: Leniewicz, Stasik.
Podhale: Truty – Anioł, Krzystyniak, Gąsiorek, Janasik, Gogola, Hałgas (86 Bobak), Lichacz (46 Mroszczak), Misiura (66 R. Antolak), Świerzbiński, K. Dudek (46 Pietrzak).
Zakopane: Paszuda – Floryn, Gubała, Murzyn, Gutt (90+1 Grela), Bachleda, Walczak Wójciak (61 Wesołowski), Drabik, Ustupski (83 Sawina), Leniewicz, Frasunek (68 Stasik).
Pierwsza odsłona spotkania wyrównana. Różnicy w umiejętnościach i w poziomie gry widać nie było. Zakopiańczycy przystąpili do meczu wprawdzie trochę wystraszeni i już 1 minucie mogli stracić gola, ale strzał głową Macieja Lichacza był za słaby. W 10 minucie Maciej Ustupski po indywidualnej akcji strzelił z dość ostrego kąta, ale dobrze ustawiony w bramce Dawid Truty poradził sobie z tym uderzeniem. W 14 minucie Ustupski tym razem z lewej strony zagrał do Roberta Frasunka, który natychmiast wycofał piłkę do ustawionego na 16 metrze Michała Drabika. Ten minimalnie spudłował. W 33 minucie błąd popełnili na spółkę Robert Krzystyniak z Dawidem Truty, w jego skutek Drabik znalazł się sam przed pustą bramką, ale zachował się fatalnie. W końcówce pierwszej połowy przycisnęli gospodarze i stworzyli sobie dwie znakomite okazje do zdobycia goli. Za pierwszym razem Grzegorz Misiura po łatwym ograniu Macieja, ale uderzył tuż obok słupka. A tuż przed przerwą Rafał Hałgas przegrał starcie jeden na jeden z Paszudą.
Losy spotkania rozstrzygnęli rezerwowi gracze Podhala, którzy pojawili się na boisku po przerwie. W 71 min prowadzenie nowotarżanom zapewnił pozyskanym latem z Limanovii, Jacek Pietrzak, dla którego był to pierwszy występ po poważnej kontuzji, jaka przytrafiła mu się wiosną. Gola sprokurował obrońca Zakopanego Adam Gubała, który jak na „tacy” wyłożył Pietrzakowi piłkę, a ten takich okazji zwykł nie marnować. Na 2:0 podwyższył Radosław Antolak, który dobił strzał Roberta Mroszczaka. Goście w końcówce mogli zdobyć bramkę kontaktową, ale swoich szans nie wykorzystali Jakub Gutt i Michał Stasik.
– Konsekwentnie kroczymy w wyznaczonym kierunku, dzisiaj zrobiliśmy kolejny ważny ku temu krok. Muszę przyznać, że rywale w pierwszej połowie postawili nam twarde warunki, byli dobrze zorganizowani w defensywie i trudno nam było skonstruować akcję mogącą przynieść gola. Wejście na boisko piłkarzy z ławki rezerwowej przyniosło jednak jakościową zmianę. To nie pierwszy raz gdy zawodnicy z ławki rozstrzygają o wyniku meczu. To, że w tej chwili zajmują taką pozycję wcale nie świadczy o ich drugorzędnej roli w drużynie, wręcz odwrotnie. Mają swój wielki wkład w wyniki zespołu. O poziomie gry nie chcę się wypowiadać bo gramy na takim boisku, na którym o przeprowadzenie skoordynowanej i płynnej akcji jest niezwykle trudno – ocenił trener NKP, Marek Żołądź.
– Jestem zadowolony z gry i z postawy zawodników. Zagrali ambitnie i zasłużyli przynamniej na jeden punkt w tym meczu. Niestety gol stracony po błędach, które nie powinny przytrafiać się nawet trampkarzom, ustawił to spotkanie. Jego konsekwencją był też drugi gol dla gospodarzy. Wydaje mi się, że zostawiliśmy dobre wrażenie. To co sobie założyliśmy, w miarę możliwości, chłopaki realizowali. Zabrakło szczęścia w kluczowych momentach, przy odbiorze piłki w obrębie linii środkowej. Zabrakło zdecydowania, pewności siebie. Być może wpływ na to miała presja, że gramy z liderem. Trudno i w tej chwili wskazać na te elementy, nad którymi musimy pracować w najbliższym czasie bo objąłem zespół praktycznie z marszu po jednym treningu a decyzję o mojej pracy z drużyną podejmę po najbliższym spotkaniu z zarządem. Moja decyzja w tej chwili po tej determinacji piłkarzy jest na tak – podsumował trener KSZ, Maciej Ejsmond.
Rylovia Rylowa – Wolski Lubań Maniowy 2:0 (1:0)
Lubań: Świerad – Młynarczyk, Darowski( 75 M. Firek), Czubiak, Ostachowski- Górecki, Golonka (80 Kasica) – Karkula, S. Kurnyta, K. Kurnyta (60 D. Firek) – Ciesielka (85 Grzywnowicz).
– Brak już słów. Ciężko powiedzieć cokolwiek po takim spotkaniu. Jestem wściekły na zespół. Na prawdę nie wiem co się musi stać abyśmy zdobyli bramkę. Czwarty mecz, a my nadal nie potrafimy wykorzystać sytuacji, które sobie wypracowujemy dzięki dobrej grze. Gospodarze dwukrotnie zagrażają naszej bramce i obie sytuacje celnie wykańczają. U nas swoje okazje mieli Ciesielka, Golonka, Karkula, Grzywnowicz jednak żadne z nich nie potrafił umieścić piłki w bramce. Nie wiem gdzie jest problem, musimy się z tym przespać, przemyśleć sobie wszystko i wyciągnąć jakieś wnioski – powiedział mocno zdenerwowany szkoleniowiec Lubania, Łukasz Biernacki