PIŁKA NOŻNA. W 29 kolejce spotkań grupy wschodniej IV ligi kolejne powody do radości dali swoim kibicom gracze Lubania Maniowy, którzy w Nowym Sączu pokonali solidnie wzmocnione rezerwy Sandecji 2:1. Za to gorycz bolesnej porażki przyszło po raz kolejny przełknąć piłkarzom z Szaflar, którzy ulegli 0:6 GKS Drwini, mimo że do przerwy wynik był bezbramkowy.
LKS Szaflary – GKS Drwinia 0:6 (0:0)
Bramki: 0:1 Rynduch 54, 0:2 Nwachukwu 58, 0:3 Rynduch 63, 0:4 Stawiarski 74, 0:5 Cygan 78, 0:6 Nwachukwu 88.
Szaflary: Zhuk- Stanczak, Strama, Kantor, Hajnos (74 Szulc) – Gogolak, Bielański, Gałdyn, D. Antolak, Bierówka – Zubek (55 P. Kamiński)
Drwinia: Przybyś – Kudelski ŻK, Zając, Kular Rachwalski (60 Wajda) – Rynduch (79 Piątek), Cygan, W. Jurek, Nwachukwu- Czajkowki (51 Jastrzębski), Stawiarski.
Sędziował: Mariusz Kucia z Krakowa. Widzów: 100
Po pierwszej połowie raczej nikt się nie spodziewał takiego końcowego rozstrzygnięcia. To było w miarę wyrównane 45 minut z sytuacjami po obu stronach.
Po przerwie na boisku już dzielił i rządził tylko jeden zespół. Pierwsze dwie bramki padły po zagraniach z rzutów rożnych i uderzeniach kolejno Rynducha i Nwachukwu. W 69 min Wajda trafił w poprzeczkę, ale skuteczną dobitką popisał się Rynduch. W 72 min do bramki gospodarzy trafił Stawiarski, po akcji i podaniu Jurka. W 78 min świetną indywidualną akcją popisał się z kolei Cygan. Wynik meczu ustalił w 88 min Nwachukwu, rehabilitując się tym samym za zmarnowany minutę wcześniej rzut karny.
– Lepiej nic nie mówić po takim meczu. My już tylko chcemy dograć ten sezon. Potem trzeba będzie podjąć wiele kluczowych decyzji – przyznał mocno podłamany trener Szaflar, Stanisław Budzyk.
Sandecja II Nowy Sącz – Lubań Maniowy 1:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Młynarczyk 31, 0:2 Młynarczyk 51, 1:2 Berezowski 88.
Lubań: Świerad – Migacz, D. Firek, Czubiak, Gołdyn – Karkula, Ziemianek (60 Koptyko), Kurnyta, Nowak (85 Górecki), Młynarczyk (55 Kasica) – M. Firek.
Mecz rozegrano na głównej płycie stadionu klubu z Nowego Sącza. Bohaterem Lubania był wychowanek Sandecji, Mateusz Młynarczyk. To on zdobył obie bramki dla maniowian. W 31 min popisał się kapitalnym uderzeniem z 25 metrów w samo „okienko”, a w 51 min po prostopadłym podaniu Kacpra Ziemianka, wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Sandecji. Gospodarze, którzy w swoich szeregach mieli sześciu graczy z szerokiej kadry pierwszej drużyny, gola honorowego zdobyli w 88 min, po rzucie rożnym i strzale głową Berezowskiego.
– Fajnie się ten mecz oglądało. Kibice których sporo zjawiło się na trybunach podkreślali bardzo dojrzałą grę z obu stron. My przede wszystkim zagraliśmy nie tylko ambitnie, ale przede wszystkim bardzo odpowiedzialnie i zdyscyplinowanie. Kosztował nas ten mecz dużo zdrowia, ale naprawdę chłopaki zasłużyli na pochwały – podsumował trener Lubania, Łukasz Biernacki.