PIŁKA NOŻNA. Wygrana, remis i porażka – to bilans niedzielnych spotkań drużyn z naszego regionu w 10 kolejce spotkań grupy wschodniej IV ligi. Po komplet punktów sięgnęli gracze z Nowego Targu, którzy nie bez problemów pokonali w Rylowej Rylovię 1:0. Remis 1:1 z Polanem Żabno na swoim boisku wywalczyli z kolei piłkarze Watry Białka Tatrzańska. Nie powiodło się za to Lubaniowi Maniowy, który po czterech meczach bez porażki, przegrał u siebie ze Skalnikiem Kamionka Wielka.
Watra Białka Tatrzańska – MLKS Polan Żabno 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Gryboś, 1:1 Kruk 78.
Watra: Rabiasz – Drobnak, Ziętara, Zinyak, Kuszczak – Kuchta, Łojek, Zubek (79 Rabiański), Gacek – Duda, Gryboś ŻK.
Polan: Niziołek – Prażuch ŻK, Maciosek , B. Motyka, Kordel ŻK (73 Wrzosek) – Budzyński ŻK, R. Motyka ŻK, Wrzosek, Tomasiewicz (60 Łoś) – Wójcik ŻK, Kruk (90 Czerkas).
Sędziował: Mariusz Kucia z Krakowa. Widzów:100
Remis ze wskazaniem na gości. W pierwszej połowie mieli oni zdecydowanie więcej okazji bramkowych. Brakowało im jednak skuteczności. Uderzenia B. Motyki i Macioska w efektownym stylu bronił Rabiasz. Ten pierwszy trafił też w słupek, podobnie jak Kruk. Za to gospodarze po jednym z nielicznych w tej części gry wypadów pod bramkę przeciwnika objęli prowadzenie. W 18 min Gryboś swój kilkudziesięciometrowy rajd prawą stroną zakończył precyzyjnym strzałem w dalszy róg bramki Niziołka. Efekty przewagi gości przyszły w 76 min. Po dośrodkowaniu z prawej strony Wrzoska, zamykający akcję po drugiej stronie pola karnego Kruk z 5 metrów uderzył piłkę głową i ta po odbiciu się od słupka wpadła do bramki.
– Szanujemy ten punkt. Zwłaszcza, po tych ostatnich naszych perypetiach, gdzie w ciągu dwóch tygodni zaliczyliśmy zaledwie dwie jednostki treningowe i to z frekwencją, która wynosiła 8-12 ludzi. W dodatku dwóch zawodników grało w tym meczu z kontuzjami, a trzech kolejnych jest po chorobie. Niemniej mały niedosyt pozostał, bo niewiele zabrakło abyśmy to jedno bramkowe zwycięstwo dotrzymali do końca. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że w pierwszej połowie mieliśmy dużo szczęścia. Powiedzmy sobie szczerze, mogliśmy stracić 3-4 bramki. Za to gola straciliśmy w momencie kiedy wydawało się, że mamy to spotkanie pod kontrolą. Tak naprawdę poza tą jedną sytuacją, to w drugiej części rywale nie zagrozili zbytnio naszej bramce – przyznał trener Watry, Janusz Niedźwiedź.
Rylovia Rylowa – NKP Podhale Nowy Targ 0:1 (0:0)
Bramka: 0:1 Pietrzak 80
NKP Podhale: Truty – Anioł (75 Misiura), Krzystyniak, Gąsiorek, Bobak (50 Lichacz), Janasik, Hałgas, Pietrzak (82 Augustyn), Gogola, Świerzbiński, Mroszczak (55 R. Antolak).
O wygranej Podhala zadecydowała akcja z 80 minuty. Po strzale Lichacza, bramkarz gości „wypluł” piłkę przed siebie, dopadł do niej Pietrzak i efektownymi nożycami wpakował ją pod poprzeczkę.
– Kosztował nas ten mecz sporo zdrowia psychicznego. Mimo, że gospodarze ustawili autobus przed swoim polem karnym, to stworzyliśmy mnóstwo sytuacji. Sześć do przerwy, osiem po przerwie. Mecz był jednostronnym widowiskiem, toczył się pod nasze dyktando. Truty nie miał żadnej interwencji. Nawet dośrodkowań nie łapał. Dość długo utrzymywał się jednak wynik bezbramkowy, a on nas nie satysfakcjonował. Na szczęście udało się zdobyć gola i w dobrych humorach wracamy do domu – ocenił trener Podhala, Marek Żołądź.
Wolski Lubań Maniowy – Skalnik Kamionka Wielka 1:2 (1:2)
Bramki: 0:1 Bajdel 24 z karnego, 0:2 Kłępczyk 28, 1:2 Firek 30.
Lubań: Arendarczyk ŻK – Darowski, Czubiak, Firek, Ostachowski – Górecki, Kołodziej, Karkula (80 Kucek), Ciesielka (65 Golonka) – Wardęga (46 K. Kurnyta), S. Kurnyta (70 Sral)
Skalnik: Kantor – Kłębczyk, S. Nowak, Kulpa, Skrzypiec – Hasior ŻK, Żarowski, Chochla (80 P. Nowak), G. Nowak – Bajdel, Borkowski (70 Szczurek).
Sędziował: Łukasz Łabuzek z Częstochowy. Widzów: 200
Mecz rozstrzygnął się w pierwszej połowie, a konkretnie między 24 a 30 min, kiedy padły wszystkie gole. Goście w 24 min objęli prowadzenie po faulu Arendarczyka i rzucie karnym wykorzystanym przez Bajdela. Cztery minuty później było już 0:2. Kłępczyk wykorzystał błąd obrony Lubania i po przejęciu piłki, nie zastanawiając się uderzył mimo ostrego kąta i piłka wylądowała tuż pod poprzeczka bramki Lubania. W 30 min to gospodarze cieszyli się z bramki kontaktowej. Po dośrodkowaniu Wardęgi z rzutu wolnego, w polu karnym Skalnika najprzytomniej zachował się Firek. W drugiej połowie przewagę, momentami bardzo wyraźną mieli maniowianie, ale mimo kilku świetnych sytuacji, gola zdobyć nie zdołali.
– Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać, z tego co wyczyniamy. Po raz kolejny przegrywamy na własne życzenie. Wyszliśmy na mecz. Mamy sytuację na 1:0. Nie wykorzystujemy. To momentalnie się mści. Tracimy dwa niefartowne gole. Łapiemy kontakt. Po przerwie atakujemy non stop. Co z tego, jak znów marnujemy „setkę”. Po raz kolejny potwierdziło, się, że naszą bolączką jest zdobywanie bramek – ocenił trener Lubania, Łukasz Biernacki.