Piłka nożna IV liga. Jesień taka sobie

PIŁKA NOŻNA. To była średnio udana runda jesienna w  rozgrywkach grupy wschodniej IV ligi w wykonaniu drużyn z Podhala. Zapraszamy na krótkie jej podsumowanie.

 Z trzech naszych reprezentantów którzy występują w tym sezonie na tym szczeblu rozgrywek, najwyżej na 5 miejscu w tabeli po rundzie jesiennej plasują się piłkarze Watry Białka Tatrzańska.  26 punktów w 15 meczach, 33 zdobytych goli 28 straconych to wynik co najwyżej solidny w wykonaniu białczan, których aspiracje przed startem sezonu sięgały znacznie wyżej.

Piętą Achillesową podopiecznych trenera Janusza Piątka (zastąpił prze sezonem Łukasza Surmę) były – zresztą nie pierwszy raz – zdecydowanie mecze wyjazdowe. Dopiero w ostatniej kolejce udało się im wygrać na boisku Tarnovii. Wcześniej w delegacji dwa razy remisowali, a cztery razy przegrywali. Za to na swoim stadionie Watra zbudowała prawdziwą twierdzę. Na 8 spotkań wygrała 7. Tylko raz dała się pokonać. Warto odnotować, że białczanie byli zespołem, który zdobył w rundzie najwięcej bramek.

– Ogólnie uważam runda na mały plus. Z jednej strony potencjał jakim dysponujemy powoduje, że to 6 miejsce w tabeli zostawia niedosyt, ale też problemy z jakimi borykaliśmy się w końcówce nakazują to miejsce uszanować. Jeżeli chodzi o mankamenty to przede wszystkim łatwo traciliśmy gole. Cieszy jednak to, że praca jaka pod tym kątem wykonaliśmy na treningach, zaczęła przynosić efekty w ostatnich kolejkach, gdzie tych goli traciliśmy już znacznie mniej. Za to dużą satysfakcję zostawia po sobie fakt, że byliśmy najskuteczniejszym zespołem w lidze. 33 goli zdobytych pokazuje jak bogaty mieliśmy repertuar rozwiązań w ofensywie. Wiosną myślę, że stać nas na to aby wskoczyć na „pudło” – ocenił szkoleniowiec, Watry Janusz Piątek.

11 miejsce, 17 punktów,14 goli zdobytych, 26 straconych. Tak prezentują się statystyki LKS Szaflary. Beniaminek – analizując niektóre mecze – co prawda punktów mógł mieć więcej, ale i tak wydaje się, że na potencjał,  a przede wszystkim bardzo wąski skład, jakim dysponują szaflarzanie to niezły dorobek. Forma podopiecznych Grzegorza Zmudy falowała. Zaczęło się od sensacyjnej wygranej na inaugurację na własnym boisku nad Limanovią. Potem jednak przyszła seria 5 meczów bez zwycięstwa, ale od wygranego wyjazdowego starcia w Maniowach, rozpoczęło się pasmo meczów nie tylko bez porażki, ale i bez straty gola. Łącznie w 5 kolejnych meczach szaflarzanie na 15 możliwych do zdobycia punktów, wywalczyli aż 13 a ich bramkarz Vasyl Zhuk przez 450 minut szczycił się mianem niepokonanego. Seria zakończyła się w starciu na własnym boisku z Glinikiem Gorlice. Zresztą już do końca rundy szaflarzanie przegrywali wszystkie mecze.

– Przed sezonem wariant optymistyczny zakładał 20 punktów. Jest 17 i ten wynik jest zadowalający. Pokazaliśmy różne oblicza tej jesieni. Na pewno na wiosnę będzie jeszcze trudniej o punkty, ale jeśli wzmocnimy rywalizację w drużynie to stać nas na to by się utrzymać. Przy okazji chciałem podziękować zawodnikom i wszystkim związanym z klubem za zaangażowanie i pracę w tej rundzie – podsumował trener Szaflar, Grzegorz Zmuda.

Jedną z najgorszych rund w bogatej historii rozgrywek 4 ligowych mają za sobą gracze Lubania Maniowy. Zespół ten od lat przyzwyczaił nas, że na ogół plasował się w „czubie” tabeli. Tym razem jednak dorobek maniowian to ledwie 16 punktów i 12 miejsce w tabeli. Bilans bramkowy to 15 goli zdobytych i 17 straconych. W czym dopatrywać się takiego stanu rzeczy? Na pewno nie bez znaczenia była rewolucja personalna do jakiej doszło po zakończeniu ubiegłego sezonu. Po 4,5 latach z funkcji trenera Lubania zrezygnował Łukasz Biernacki. Odeszło też kilku kluczowych zawodników jak Jakub Nowak, Dawid Dyląg czy Krzysztof Czubiak. Nowym szkoleniowcem zespołu został Tomasz Ligudziński. Wytrwał on jednak ledwie 8 spotkań. Mimo chęci i starań nie potrafił dotrzeć do zawodników. Jego następcą został Grzegorz Hajnos. I od tego momentu „coś” drgnęło w grze Lubania, czego najlepszym przykładem była efektowna wygrana (5:0) nad Watrą.

– Mogę się wypowiadać tylko za tę część sezonu, w której ja byłem trenerem. Zadowolony jestem z progresu jakie zespół poczynił przez te 8 tygodni naszej wspólnej pracy. Coraz lepsza organizacja gry przełożyła się na wyniki. Zdobyliśmy 10 punktów w 7 meczach. Żałuje że nie udało się zdobyć ich co najmniej o 3 więcej, ale z optymizmem patrzę w przyszłość. Deklaracji co do wyników na wiosnę składać nie będę, ale na pewno mogę obiecać że zarówno ja i zawodnicy będziemy zimą ciężko pracować – ocenił trener Grzegorz Hajnos.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *