PIŁKA NOŻNA. W 24 kolejce spotkań grupy wschodniej IV ligi z podhalańskich drużyn w pełni usatysfakcjonowani mogą być jedynie gracze Lubania Maniowy, którzy po wygranej 1:0 na swoim boisku ze Skalnikiem Kamionka Wielka umocnili się na pozycji lidera. Swoje mecze zremisowała Watra Białka Tatrzańska oraz LKS Szaflary, ale tylko Ci pierwsi mogą być względnie z takiego rozstrzygnięcia zadowoleni, bo na zwycięstwo w meczu z GKD Drwinią nie zasłużyli. Za to okoliczności w jakich szaflarzanie podzielili się punktami z drużyną z Tuchovią na długo zapewne pozostaną w ich pamięci. Nie udał się też debiut w roli szkoleniowca Zakopanego Grzegorzowi Placie. Jego zespół przegrał 1:2 z Tymbarkiem i tak naprawdę ma już raczej tylko matematyczne szansę by uniknąć degradacji.
Watra Białka Tatrzańska – GKS Drwinia 1:1 (1:0)
Bramki: 1:0 Bartos 45 z karnego, 1:1 Rachwalski 87.
Watra: Majerczyk – Kuchta, Łojek, Bartos, Kowalczyk – Zagata, Kosturko, Kalita (88 Rabiański), Petrus (82 G. Bochnak), Stopka (69 Lichacz) – Ł. Remiasz (90 T. Remiasz).
Drwinia: Przybyś – Tomala, Kular (65 Jastrzębski), Rachwalski, Bajda – Kaczmarczyk, Śliwa (59 Kudelski), Czajkowski, Rynduch – Nwachwukwu, Stachurski (74 Madej).
Sędziował: Lucjan Wesołowski z Oświęcimia. Żółte kartki: Bartos, Stopka – Kudelski. Widzów: 150
To było dobre, twarde spotkanie zakończone sprawiedliwym podziałem punktów. Zaczęło się ono od dosyć kontrowersyjnej decyzji sędziego, który mógł, a nawet zdaniem większości obserwatorów tego spotkania, powinien w 7 min odgwizdać rzut karny dla gospodarzy po faulu na Ł. Remiaszu. W 15 min w odstępie kilkudziesięciu sekund dwie okazje dla gości miał Nwachwukwu. Za pierwszym Nigeryjczyk dynamicznie wbiegł w pole karne, mocno uderzył ale trafił wprost w wybiegającego z bramki Majerczyka, a za moment po jego strzale tym razem zza pola karnego, piłka trafiła w boczną siatkę. Z kolei 19 min to Watra miała okazję, ale Stopka będąc na piątym metrze sam przed bramkarzem, źle złożył się do strzału głową po dośrodkowaniu Zagaty i w efekcie minął się z futbolówką. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się wynikiem bezbramkowym, obrońca gości Tomala w własnym polu karnym zahaczył o nogi Kuchty i tym razem arbiter już wątpliwości nie miał. „Jedenastkę” na gola zamienił pewnym uderzeniem w dolny lewy róg bramki Bartos. Druga połowa to już rosnąca z minuty przewaga przyjezdnych, którzy przede wszystkim dłużej utrzymywali się przy piłce. Długo zaporą nie do przebycia był dla nich Majerczyk. Bramkarz Watry szczególnie zaimponował w 76 min ofiarną obroną strzału z rzutu wolnego Nwachwukwu i w 84 min kiedy efektowną paradą sparował na rzut rożny uderzenie Czajkowskiego. Jednak w 87 min goście, którzy rzucili już niema wszystkie siły do ofensywy, dopięli swego. Po zagraniu z prawej strony w pole karne Watry, do piłki najwyżej wyskoczył niepilnowany Rachwalski i trafił tuż pod poprzeczkę.
– Goście potwierdzili, że są bardzo dobrym zespołem, wydaje mi się lepszym niż pozycja którą zajmują w tabeli. Dlatego szanujemy ten punkt, choć gdy traci się gola w samej końcówce to zawsze niedosyt pozostaje – ocenił grający trener Watry, Mirosław Kalita.
Lubań Maniowy – Skalnik Kamionka Wielka 1:0 (1:0)
Bramka: 1:0 Kołodziej 22.
Lubań: Świerad – Młynarczyk, D. Firek, Górecki, Migacz – M. Firek (58 Gołdyn), J. Nowak, Kołodziej, S. Kurnyta, Jandura (86 Ziemianek) – Basisty.
Skalnik: Kantor – Hasior, Kulpa, Dyląg, Skrzypiec – Żarnowski, Kołboń, S. Nowak, Bajdel – Chochla, S. Nowak
Sędziowała: Agnieszka Olesiak z Limanowej. Żółte kartki: Basisty, Gołdyn – Bajdel, S. Nowak. Widzów: 200
Jak najbardziej zasłużone zwycięstwo Lubania, który w przekroju całego spotkania był zespołem zdecydowanie lepszym. Szczególnie w pierwszej połowie ich dominacja nie podlegała dyskusji. W drugiej już mecz bardziej się wyrównał, ale przyjezdni praktycznie nie zagrozili bramce Artura Świerada.
Za to goście to, że stracili tylko jedną bramkę w głównej mierze zawdzięczają swojemu bramkarzowi, który wielokrotnie ratował ich z opresji. Sposób na niego znalazł jedynie w 22 min Kołodziej, mocnym uderzeniem w zamieszaniu jakie powstał po rzucie rożnym w polu karnym gości. Wcześniej pojedynki z golkiperem gości przegrali m.in. Jandura (13 min), Basisity (16 min) oraz Migacz (19 min).
Najlepszą okazję na zwiększenie rozmiarów zwycięstwa gospodarzy miał w 80 min Górecki, który wykonywał rzut karny podyktowany za faul na Kurnycie. Kantor jednak i w takie sytuacji nie dał się pokonać.
– Wreszcie. Jeszcze nigdy wcześniej odkąd pracuję w Lubaniu nie udało mi się nawet zremisować z drużyną z Kamionki Wielkie. Na ogół kończyło się minalnymi porażkami. Dziś wreszcie tę niemoc przełamaliśmy i to najważniejsze – cieszył się po spotkaniu trener Lubania, Łukasz Biernacki
LKS Szaflary – Tuchovia Tuchów 3:3 (0:0)
Bramki: 1:0 D. Antolak 49 z karnego, 2:0 R. Antolak 57, 3:0 Stańczak 70, 3:1 Benek 71, 3:2 Świątek 81, 3:3 Świątek 90 z karnego.
Szaflary: Zuk – Stańczak, Kantor, Strama, Bierówka – R. Antolak (71 Bielański), F. Kamiński (85 Gałdyn) ,D. Antolak, Jarząbek, Gogolak – Dudzik (79 Zubek).
Tuchovia: Benek – Baran, Dziża, Niewola, Rąpała – Różycki, Barwacz, Maurycy, Odroniec, Świątek – Stec.
Sędziował Mateusz Kura z Krakowa. Żółte kartki: Bielański, F. Kamiński, Jarząbek – Dziża, Różycki, Stec. Czerwona: Strama 90. Widzów: 100
Spotkanie miało niesamowity przebieg. Goście od 19 minuty grali w liczebnym osłabieniu, po tym jak kontuzji nabawił się Maurycy, a na ławce rezerwowych nie było zmiennika. Przewagi tej w pierwszej połowie szaflarzanie jeszcze mimo kilku okazji nie potrafili wykorzystać. Za to już jedna z pierwszych akcji po przerwie dała im prowadzenie. Po faulu na Stanczaku, rzut karny wykorzystał D. Antolak. Siedem minut później na 2:0 podwyższył R. Antolak, dopełniając z bliska formalności po dynamicznej akcji skrzydłem Gogolaka. Kiedy w 70 min na 3:0 gola w zamieszaniu w polu karnym gości zdobył Stanczak, wydawał się że mecz już jest rozstrzygnięty. Tymczasem minutę później padł gol kuriozum dla przyjezdnych. To była sytuacja wypisz wymaluj z 2006 roku i meczu reprezentacji Polski z Kolumbią. W rolę Tomasza Kuszczaka wcielił się debiutujący w bramce Szaflar Ukrainiec Zuk, który dał si się zaskoczyć swojemu vis a vis w bramce Tuchovii. Goście poszli za ciosem i w ostatnich 10 minutach doprowadzili do remisu. Oba gole zdobył dla nich Świętek, który za drugim razem trafił z rzutu karnego po faulu Stramy, za który obrońca Szaflar dodatkowo obejrzał czerwoną kartkę.
– Nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. Powiedzieć, że zremsiowaliśmy wygrany mecz, to jak nic nie powiedzieć – przyznał mocno załamany trener Szaflar, Stanisław Budzyk.
KS Zakopane – KS Tymbark 1:2 (0:2)
Bramki: 0:1 Krywoborodenko 28, 0:2 Krywoborodenko 41, 1:2 Król 90. Sędziował: Michał Gurgul z Krakowa. Wodzów 150.
Zakopane: Dziedzic – Gubała, Murzyn, Król, Floryn, Kuz (75 Gaura), Drabik, Leniewicz (71 Bibro), Mikoś, Czubernat (46 Sawina), Kurnyta (71 Pawlik).
Tymbark: Zawada – Łysek, Olejarz, Boczoń, Mrózek, Porębski, Czyrnek, Bułat, Urbański, Kordeczko (62 Tatara), Krywoborodenko.
Sędziował Michał Gurgul z Nowego Sącza Żółte kartki: Floryn.
Po pierwszych 5 minutach lekkiej przewagi gospodarzy, coraz częściej do głosu zaczęli dochodzić goście. W 8 minucie wykonywali rzut rożny. Obrońcy Zakopanego zbyt krótko wybili piłkę do strzału doszedł Boczoń, ale jego uderzenie wylądowało na poprzeczce. Kolejne minuty upłynęły na grze raczej w środkowej strefie boiska. W 28 minucie dalekie podanie z obrony dotarło na lewą flankę do pozostawionego zupełnie bez krycia Krywoborodenki, który po krótkim biegu z piłką uderzył z lewej nogi w bliższy róg i ten strzał Dziedzic do siatki przepuścił. Gospodarze po lekkim szoku zaatakowali i nawet stworzyli sobie dwie niezłe okazje bramkowe, których jednak nie potrafili wykorzystać. To się srodze na nich zemściło bo w 41 minucie goście podwyższyli na 2:0. Po zagraniu piłki w pole karne z rzutu wolnego piłkarze obu drużyn odbijali futbolówkę jak kule bilardowe w końcu trafiła ona do Krywoborodenki, który uderzył może nawet niezbyt mocno ale piłka po rykoszecie kompletnie myląc bramkarza wpadła do bramki zakopiańczyków. Na początku drugiej połowy zaatakowali gospodarze. W 47 minucie znajdującego się w pobliżu bramki gości Leniewicza w ostatniej chwili zablokował obrońca. Chwilę później po zagraniu Leniewicza piłki nie sięgnął znajdujący się w dobrej pozycji Król. W 50 minucie ładny i mocny strzał Mikosia z 25 metrów na róg równie ładną „paradą” sparował Zawada. Po tym krótkotrwałym okresie przewagi gospodarzy gra się wyrównała i toczyła się naprzemiennie od jednego do drugiego pola karnego. Dopiero w końcowych minutach meczu po wrzucie piłki z autu futbolówkę czubkiem buta do siatki Tymbarku wepchnął Król. Po kolejnej akcji gospodarzy sędzia zakończył spotkanie
– Trudno coś konkretnego powiedzieć o tym meczu. Było to typowe spotkanie dwu równych zespołów. Niestety my popełniliśmy dość kardynalne błędy po których goście zdobyli dwa gole i one ustawiły mecz. My też mieliśmy swoje okazje może nie super klarowne ale mogące nam dać bramki, ale nie udało się ich zdobyć. Pewnie bardziej sprawiedliwym wynikiem byłby remis, ale w piłce liczy się to co wpadnie do siatki i tu goście byli o jedno trafienie lepsi – powiedział po meczu trener KS Zakopane Grzegorz Plata.