Piłkarze Wierchów Rabka dopisali kolejne trzy punkty do swojego dorobku w rozgrywkach grupy wschodniej IV ligi. Na boisku w Nowym Targ podopieczni Sebastian Świerzbińskiego w pełni zasłużenie pokonali GKS Drwinię.
Wierchy Rabka – GKS Drwinia 4:2 (2:0)
Bramki: 1:0 Otręba 26, 2:0 Pazurkiewicz 45, 2:1 Stepankov 82 z karnego, 3:1 Maciej Banik 86, 3:2 Tomalak 89, 4:2 Świerzbiński 90.
Wierchy: Zhuk – Misiura (60 Derek), Świerzbiński, Topór, Kościelniak – Zubek, Dudek, Czubin, Otręba (74 Głowa) – Maciek Banik, Pazurkiewicz.
Drwinia: Chillari – Bochenek, Bajda, Tomala, Kulig – Zaleński (74 Gumuła), Stepankov, Pohorily, Ciesielski, Bury (86 Krawczuk) – Andruszko.
Sędziował: Marcin Mróz z Olkusza.
Żółte kartki: Zubek – Andruszko, Bochenek Krawczuk, Bury
Mecz bez udziału publiczności.
Niewiele zabrało by Wierchy już w 6 minucie objęły prowadzenie. Po zagraniu z rzutu wolnego, piłka spadła w polu karnym gości pod nogi Topora, ale ten przestrzelił z 12 metra. W 11 minucie nieznacznie dystansu pomylił się Czubin. W 15 minucie to Drwinia w odstępie kilku sekund dwukrotnie zagroziła bramce Wierchów. Najpierw po zagraniu Stepankowa, piłkę spod nóg szykującego się do oddania strzału Burego wybił w ostatnim momencie Misiura, a po chwili duże problemy Zhukowi sprawił Ciesielski. W 26 minucie wynik meczu otworzył Mateusz Otręba. To był gol STADIONY ŚWIATA. Pomocnik Wierchów z 30 metra trafił w samo „okienko”. Cztery minuty później bliski skopiowania wyczynu swojego kolegi był Dudek. Trafił jednak w poprzeczkę. Dobijał jeszcze Maciej Banik, jednak fatalnie chybił. W 39 minucie od utraty gola gospodarzy uratował Vasyl Zhuk, który na linii bramkowej instynktownie odbił piłkę ręką po strzale głową Wojciecha Tomali. W 39 minucie kolejny raz świetnie zachował się w defensywie Misiura, który tuż przed bramką, zatrzymał uderzenie Burego. Dosłownie w ostatniej akcji pierwszej połowy Wierchy podwyższyły prowadzenie. Z rożnego zacentrował Czubin, a na 5 metrze najwyżej do piłki wyskoczył Pazurkiewicz i głową skierował ją do bramki.
Druga połowa zaczęła się od okazji Otręby, który trafił jednak w środek bramki i Chillari nie miał problemów z obroną. W odpowiedzi przed kolejną szansą stanął najbardziej aktywny w szeregach gości Bury, ale na 8 metrze nie trafił czysto w piłkę. W 76 minucie znów było groźnie przed bramką Wierchów, ale strzał głową Oleksandra Andruszko padł łupem Zhuka. W 82 minucie goście złapali kontakt. Nikodem Derek sfaulował we własnym polu karnym Ciesielskiego, a „jedenastkę” wykorzystał Roman Stepankow. W kolejnej akcji goście mogli wyrównać, gdyby nie świetna interwencja Sebastiana Świerzbińskiego, który odebrał piłkę Andruszce. W 85 minucie po raz drugi w tym spotkaniu gości – po strzale Macieja Banika – od utraty gola uratowała poprzeczką. Minutę później napastnik Wierchów dopiął jednak swojego i płaskim strzałem ze środka pola karnego zdobył dla swojego zespołu gola numer trzy. Przyjezdni nie dali za wygraną i w 89 minucie za sprawą Tomalaka, ponownie złapali kontakt. Ostatnie słowo należało w tym meczu jednak do Wierchów, a konkretnie do Świerzbińskiego, który po rucie rożnym dopadło do piki na 22 metrze i kapitalnym uderzeniem tuż pod poprzeczkę, przypieczętował wygraną swojego zespołu.
– Pierwsza połowa – może za pierwszymi 10 minutami – to pełna nasza dominacja. Udokumentowaliśmy ją tylko dwiema bramkami, bo sytuacji mieliśmy na zdecydowanie więcej. W drugiej połowie wkradło się trochę nerwowości w nasze poczynania. Muszę na spokojnie przeanalizować dlaczego tak się stało. Potrafiliśmy jednak odpowiedzieć na tracone gole i myślę, że wygraliśmy całkiem zasłużenie, bo patrząc z przekroju całego spotkania remis byłby dla nas krzywdzący – ocenił trener Wierchów, Sebastian Świerzbiński.