Piłkarze Lubania Maniowy przekonali się dzisiaj na własnej skórze, że są mecze w których bardzo się chce, ale niewiele w nich wychodzi. I takie było niedzielne starcie z Metalem Tarnów, które maniowianie przegrali 1:2. Ta przegrana spowodowała że Lubań stracił pozycję lidera na rzecz Unii Tarnów, z którą zagra już we środę.
Lubań Maniowy – Metal Tarnów 1:2 (0:2)
Bramki: 0:1 Stolarz 19, 0:2 Wolański 28 – karny, 1:2 Noworolnik 62
Lubań: Świerad – Chochliński (60 Noworolnik), Bałos (70 Jandura), D. Firek, Szeliga, Pluta (55 Zawiślan) – Sidorczuk (78 M. Sikora), Górecki, D. Duda – P. Duda, Mrówka (70 Hagowski).
Metal: Banek – Kogut, Chudyba, Chwistek, Baran – Stolarz (83 J. Magdziarczyk), Rajczyk (85 Kanarek), Ślęzak, T. Magdziarczyk (90 Proszkowski), Myjkowski (70 Wnęk) – Wolański (88 Gromadzki).
Sędziował: Mateusz Pytel (Kraków).
Żółte kartki: Szeliga, D. Duda – Stolarz, Chudyba, Kogut, Rajczyk, J. Magdziarczyk.
Widzów: 80
W pierwszej połowie mecz nie układał się po myśli gospodarzy, którzy nie dość, że sami nie wykorzystali kilku dogodnych sytuacji, to co gorsza w głupi sposób stracili dwie bramki. Najpierw w 19 minucie gola sprokurował Artur Świerad, który zamotał się w dryblingu i dał sobie odebrać piłkę Abertowi Stolarzowi, a ten z bliska dopełnił formalności. Z kolei w 28 minucie przy próbie zablokowania strzału we własnym polu karnym, w rękę trafiony został Michał Szeliga i „jedenastkę” wykorzystał dla Metalu Damian Wolański. W szeregach Lubania najbliżej szczęścia był David Sidorczuk, po którego zagraniu z rzutu wolnego, piłka trafiła w poprzeczkę.
Od początku drugiej połowy Lubań ruszył w szaleńczy pościg za rywalem. Zaczęło się od dwóch, minimalnie chybionych uderzeń Daniela Dudy. Wreszcie w 64 minucie wprowadzony chwilę wcześnie na murawę Daniel Noworolnik sfinalizował świetną, składną akcję maniowian. Wydawało się, że mocno zdetermnowany Lubań pójdzie za ciosem i zdoła odwrócić losy tego spotkania. Świetne zawody w bramce gości rozgrywał jednak Bartłomiej Benek. W 68 minucie wybronił uderzenie Maciej Góreckiego, a w doliczonym czasie gry na lini bramkowej instynktownie odbił piłkę po „główce” Michała Szeligi
– Żałujemy, bo na pewno nie byliśmy dzisiaj gorszym zespołem. Czasem jednak tak jest, że nie przekłada się to na wynik. Oddaliśmy mnóstwo strzałów, ale brakowało w nich odrobiny precyzji. Sami zaś sprezentowaliśmy przeciwnikowi oba gole. Trudno, mam tylko nadzieję, że ta przegrana jeszcze mocniej nas zmotywuje na kolejne spotkania – ocenił trener Lubania, Grzegorz Hajnos.