PIŁKA NOŻNA. W 9 kolejce spotkań rozgrywek małopolski-świętokrzyskiej 3 ligi kolejne trzy punkty do swojego dorobku dopisali gracze Podhala Nowy Targ, którzy na swoim boisku pewnie ograli Spartakusa Daleszyce. Za to fatalnie zaprezentowali się piłkarze Porońca Poronin, którzy polegli w wyjazdowym starciu z Hutnikiem Nowa Huta aż 1:5
NKP Podhale Nowy Targ – Spartakus Daleszyce 2:0 (2:0)
Bramki: 1:0 Urbański 22, 2:0 Fałowski 45.
Podhale: Różalski – Basta ŻK, Urbański ŻK, Gąsiorek, Bobak (74 Drobnak) – Komorek (83 Duda), Jandura, Świerzbiński, Waksmundzki ŻK (64 Czubin) – Fałowski ŻK (72 Lizak), Pająk.
Spartakus: Palka – Bętkowski ŻK (76 Mojecki), Stefański, Gębura ŻK, Kaczmarek – Ostrowski, Skrzypek, Kaleta ŻK, Blicharski – Jeziorski (69 Gil ŻK), Olearczyk (82 Kabaniuk).
Sędziował: Juhas Ciril (Słowacja). Widzów: 200
Zwycięstwo nowotarżan to przede wszystkim zasługa ich świetnej zorganizowanej gry w defensywie. Przez 90 minut goście poza kilkoma stałymi fragmentami gry oraz jednym groźnym strzałem w drugiej połowie Pawła Olearczyka – obronionym przez Mariusza Różalskiego – praktycznie nie zagrozili bramce gospodarzy.
– W tygodniu bardzo dużą wagę przywiązywaliśmy do gry obronnej, mając na uwadze błędy jakie popełnialiśmy w ostatnim meczu z rezerwami Cracovii. Przyniosło to oczekiwane efekty. Udało się nam zneutralizować poczynania przeciwnika. Jedyne o co można się przyczepić to niepotrzebne faule, jakich dopuszczaliśmy się w obrębie własnego pola karnego. Na szczęście obyło się bez konsekwencji – przyznał kapitan Podhala, Sebastian Świerzbiński.
Wygraną nowotarżanom dały dwa gole zdobyte w pierwszej połowie. Najpierw w 22 min mocnym, płaskim strzałem po ziemi bezpośrednio z rzutu wolnego z 25 metrów trafił Mateusz Urbański. Z kolei tuż przed przerwą swojego szóstego gola w sezonie zdobył Fabian Fałowski. Piłkę w środkowej strefie boiska wywalczył – jeden z najlepszych zawodników na boisku – Mirosław Jandura, posłał ją w pole karne do Rafała Waksmundzkiego, ten z kolei zgrał ją na drugi słupek gdzie pozostawiony bez opieki Fałowski – ryzykując zderzenie się ze słupkiem – głową posłał ją do bramki.
W drugiej połowie poza wspomnianą na wstępie sytuacją Olearczyka, bliscy zdobycia kolejnych goli dla gospodarzy byli Waksmundzki (48 min), który z 10 metra uderzył tuż nad poprzeczką, Jarosław Lizak (86 min), po którego strzale z rzutu wolnego piłka trafiła w poprzeczkę, oraz Bartłomiej Pająk (90 min), którego strzał z najbliższej odległości świetną interwencją zatrzymał Tomasz Palka.
– Nie wyszło nam to spotkanie. Dwa stracone gole w kluczowych momentach pierwszej połowy, ustawiły cały mecz. W drugiej połowie próbowaliśmy jeszcze mocniej wzmocnić siłę ataku, poszukać najpierw bramki kontaktowej, a potem wyrównującej, ale na nic to się zdało. Przegraliśmy walkę w strefie środkowej boiska co też miało duży wpływ na to jak ten meczu wyglądał – ocenił trener gości, Andrzej Więcek
– Cieszy, że drużyna potrafi wyciągać wnioski. Po bardzo słabym w naszym wykonaniu jeżeli chodzi o grę w obronie meczu w Krakowie, tym razem byliśmy w tych poczynaniach defensywnych niemal bezbłędni. A w ofensywie staraliśmy się grać konsekwentnie, cierpliwie budować akcje i czekać na swoje okazje. Dwie z nich udało się wykorzystać i to wystarczyło do zwycięstwa. Zdobywamy kolejne ważne trzy punkty. Mam nadzieję, że tym meczem rozpoczniemy serię zwycięstw, bo jak na razie przeżywamy huśtawkę nastrojów – przyznał szkoleniowiec Podhala, Marek Żołądź.
Hutnik Nowa Huta – Poroniec Poronin 5:1 (3:1)
Bramka dla Porońca: Gadzina 27.
Poroniec: Zając – Kępa, Pluta, Piszczek, Kogut – Wolański, Malinowski (68 Łyduch), Nowak, Madejski (86 Dudzik) – Żurawski, Gadzina (65 Bartos).
– Powinniśmy czerwienić ze wstydu po takim występie. To był zdecydowanie najgorszy mecz odkąd jestem szkoleniowcem Porońca – przyznał po meczu Przemysław Cecherz – Byliśmy gorszym zespołem w każdym elemencie gry, począwszy od gry piłką, poprzez wybiegania a na pojedynkach 1 na 1 skończywszy. Zawiedliśmy jako drużyna. Nie ma ani jednego zawodnika który zasłużyłby na choćby odrobinę ciepłych słów. Tyczy się to też i Mateusza Zająca, który w mojej opinii zawalił dwa pierwsze gole – dodał mocno zdenerwowany opiekun Porońca.
Mecz mógł zacząć się od bramki dla zespołu z Poronina, ale doskonałą okazję ku temu zmarnowali do spółki Rafał Gadzina z Januszem Wolańskim. Za to pierwszy celny strzał gospodarzy – konkretnie Michała Guii – dał Hutnikowi już w 3 min prowadzenie. W 20 min wyrównał Rafał Gadzina, ale minutę później drugim trafieniem dla gospodarzy odpowiedział Krzysztof Świątek. W 35 min Poroniec przegrywał już 1:3, a po raz drugiej jego defensywie dał się we znaki Guja. Po przerwie już dominacja gospodarzy była bardzo wyraźna, a jej efektem były dwa kolejne gole.