Pamięć o rzezi wołyńskiej i banderowskie widma

P2490045NOWY TARG. Grupa mieszkańców PAMIĘĆ co roku przypomina o rzezi wołyńskiej. W ubiegłym roku zaprosiła do Nowego Targu dr Joannę Wieliczkę-Szarkową, autorkę książki „Wołyń we krwi 1943” i ściągnęła fotograficzną wystawę. Teraz gościem na spotkaniu zorganizowanym przez Grupę była dr Lucyna Kulińska.

Dr Lucyna Kulińska jest historykiem i – obok państwa Siemaszków – kolejną badaczką dziejów polskich Kresów wschodnich, mocno zaangażowaną w dokumentowanie ludobójczej czystki etnicznej dokonanej tam w 1943 r. Jej zainteresowania badawcze koncentrują się na stosunkach polsko-ukraińskich w XX i XXI wieku. Zawodowo związana z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie, prezesuje też Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego. Została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Na spotkanie z nią do sali MOK-u przyszły też osoby spokrewnione z ofiarami rzezi wołyńskiej, czyli niewyobrażalnego okrucieństwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Lata 1943 – 44 na Kresach wschodnich były czasem podstępnych napaści, otaczania, wycinania w pień i palenia całych polskich osad, mordów z zaskoczenia i po wielogodzinnych torturach. Polska ludność, bez różnicy płci i wieku – mężczyźni, kobiety, dzieci, starcy – byli rozstrzeliwani, zarąbywani siekierami, mordowani z pomocą gospodarskich narzędzi, cięci piłą. Kobietom odcinano piersi, ciężarnym strzelano w brzuch. Ofiary były spędzane do kościołów i szkół, a tam palone żywcem. Schowani przed pożogą do piwnic, dusili się w swądzie spalenizny. Nim sotnie nacjonalistów, podające się wpierw za radzieckich żołnierzy, zarąbały mieszkańców wsi czy osady – często czekały, aż w gospodarze ugotują im obiad.

Zbrodnicze akcje – począwszy od pojedynczych w 1942 roku – nasilały się aż apogeum: krwawej niedzieli 1943 r., kiedy nacjonaliści napadli równocześnie 98 polskich miejscowości.

Liczba ofiar rzezi wołyńskiej, sięga 150 tysięcy, ale bilans wciąż jest otwarty. Wszystko po to, by Ukrainę uczynić etnicznie „czystą jak szklanka wody”. W najokrutniejszy sposób mordowani byli głównie Polacy, ale też Żydzi, Ormianie, Czesi. Okupację niemiecką nacjonaliści ukraińscy uznali za szansę stworzenia niepodległego, czystego etnicznie państwa. Polaków broniły czasem radzieckie oddziały partyzanckie, czasem bronili nawet niemieccy okupanci. Miejsca pochówków połowy ofiar do dziś nie są znane. Za zbiorowe mogiły służyły studnie. Doły w polach potem zasypywano i zaorywano. Analogiczna czystka etniczna została przeprowadzona przez oddziały UPA na terenie Małopolski Wschodniej w pierwszej połowie 1944 roku.

Lucyna Kulińska sama znalazła i udokumentowała kilkanaście takich studziennych grobów, przez upublicznienie zdjęć niechcący przyczyniając się do zlikwidowania śladów zbrodni na Ukrainie.

Ofiary zbiorowych gwałtów i ci, którzy cudem uniknęli śmierci w mękach – często tracili zmysły, stąd duża ilość obłąkanych, opętanych obsesją ucieczki i samobójców w tych rejonach.

Wiedza o rzezi wołyńskiej – wstydliwie przemilczana w czasach PRL-u, nieobecna w wielu podręcznikach – szerzej zaczęła docierać do polskiej świadomości mniej więcej od dziesięciu lat. Masowe mordy, niestety, nadal nie są rozliczone i nazwane ludobójstwem. Strona ukraińska niezmiennie wykazuje tendencję do powiększania rozmiarów swoich strat.

Co gorsze i co groźniejsze – bez przeszkód odżywają na Ukrainie banderowskie resentymenty, wydawane są śpiewniki pieśni banderowskich, w Internecie kursują mapki pokazujące ukraińskie roszczenia, obejmujące 19 dawnych powiatów, aż po Kraków.

Polska tymczasem wciąż czeka na rozliczenie z Ukrainą. Dyskusja rozgorzeje z pewnością po premierze filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego.

– Przywołują legendę mordercy jako swój etos i twierdzą, że mają Ukrainę, bo Lachów wymordowali – mówiła badaczka o ukraińskich nacjonalistach. – Trzeba postawy, która takie zbrodnicze działania potępi; potępi także gloryfikację sprawców zbrodni, którzy mają krew polską na rękach.

Prelegentka, jak każdy gość Grupy PAMIĘĆ, dostała w prezencie góralską chustę, a od Macieja Downar Zapolskiego – syna rotmistrza Zdzisława Nurkiewicza „Nocy”, „Nieczaja”, dowódcy 27. pułku ułanów im. Króla Stefana Batorego – jego czwartą już, prawie 400-stronicową książkę „Kresowy Legion”.

Dr Lucyna Kulińska o rzezi wołyńskiej

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *