„Pamięć czasu” po spisku

ZAMEK DUNAJEC. Na najwyższy poziom wznieśli się artyści Piwnicy pod Baranami, którzy postanowili wyróżnić swoim występem autorkę tomiku wierszy „Pamięć czasu” – Zofluk 12ię Łukasz. Kto jak kto, ale artyści tej rangi wiedzą co robią. Gościnne mury zamku „Dunajec” w Niedzicy po raz kolejny były miejscem godnym na organizację wieczoru, którego poziom i emanujące ciepło było dla wszystkich uczestników odczuwalne.

Tak niedawno artyści z Piwnicy pod Baranami gościli Zofię Łukasz u siebie w Krakowie i tam nie kryli swojego wrażenia ze spotkania z kulturą Spisza i poezją autorki. Nie zabrakło ich i tym razem, wystąpili: Tamara Kalinowska (ach, jak zaśpiewała „Wiejską wariatkę”!), ekspresyjny Piotr Kuba Kubowicz (ostatni, którego do trupy przyjął Piotr Skrzynecki!), Michał Półtorak, który nienasycony grą na skrzypcach zbratał się prawie z muzyką Mrowców i był najlepszym w ostatnich latach sekundem, jakiego na całym Podhalu słyszałem!
Wieczór wręcz koncertowo (czego trochę zabrakło mi podczas spotkania w Krakowie) poprowadzili: Bogdan Micek, dyrektor, zarazem szef impresariatu Piwnicy pod Baranami i Jan Budz, znany regionalista i prezes Związku Polskiego Spisza, talent w prowadzeniu takich spotkań, gdzie wymagany jest takt, humor, a przede wszystkim kultura i erudycja.

Na końcu, na okrasę Zofia Łukasz, bo i tak całość stała się jej udziałem, to dla niej wszyscy przyjechali, wystąpili i słuchali poezji, która w interpretacji Bogdana Micka nabrała rzadko słyszanego wyrazu i charakteru. Muszę dodać, że wydobył z nich te pokłady, które dotąd nie były dla mnie zauważalne.

– Każdy artysta decydujący się na spotkanie z państwem, decyduje się tym samym na ujawnienie intymności swojego życia, jeżeli poważnie traktuje to co robi. Zofia Łukasz należy do takich osób niezmiernie aktywnych, komunikatywnych, pomagających ludziom; oczywiście nie będziemy obnażać tej intymności na tyle, żeby zapodać tutaj dziwne informacje, ale przepytamy ją dokładnie z panem Janem na tę okoliczność – powiedział Bogdan Micek zaraz z samego początku.

Jan Budz w gwarze spiskiej, barwnej i doskonale dopasowującej się tego wieczoru do panującego klimatu, poprowadził dialog z poetką, meandrując po jej życiu, dokonaniach zawodowych i planach, zgłębiając biograficzne zakamarki. Na rzadkim, podkreślam poziomie, którego zabrakło mi podczas pierwszego spotkania.

Na standardowe pytanie o początki pisania Zofia Łukasz odpowiedziała niesztampowo: – Od małego dziecka pisałam wiersze, nie zawsze się to też rodzinie podobało, bo co ty będziesz z tym robiła – słyszałam, z tego nie wyżyjesz. Potem stało się to w jakiś sposób pasją, do której mnie zmobilizował mąż i odkrył ten artyzm we mnie. Powtarzał: ja się zajmę dziećmi, a ty pisz. Jak poznałam go, zaczęłam więcej pisać i on był jedynym moim krytykiem, odbiorcą i słuchaczem. Tak się zaczęła moja przygoda, inne życie – mówiła i obrazowo dodała: To podanie, jak mówią, że można się całe życie tarzać w gnoju i z tego nie wyjść, bo innego zapachu się nie zna, ale też można dostać skrzydeł i fruwać. Myślę, że te skrzydła przyprawił mi mąż, a jak usiadłam na jakąś mieliznę, to mnie otrzepywał, wysuszył i mówił: nie przejmuj się, damy radę, ty pisz.

Zofia Łukasz dużo jemu zawdzięcza, dlatego publicznie, podczas wieczoru podziękowała za to, że jest i jest jej mężem. W kontekście jednej z wypowiedzi powiedziała: – Moim zadaniem jest rodzina wielodzietna, mąż Spiszok, korelacje, które układam. Tak czy inaczej, Pan Bóg mnie rozliczy z tych relacji. Myślę, że trzeba budować te pokłady dobra, które gdzieś głęboko są.

Bogdan Micek na zakończenie wieczoru zreasumował: – Mieczysław Jastrun napisał kiedyś o ludziach tworzących poezję, że to piękna choroba, która jak raz dopadnie człowieka to już go nie puści. W tej chwili jest naprawdę trudny czas dla liryki generalnie, bowiem konsumpcja wychodzi na plan pierwszy. Zawsze wychodzi mieć niż być, ale mam nadzieję, że dzięki takim ludziom jak Zofia Łukasz ta poezja będzie nadal trwać. Mam nadzieję, że popełni jeszcze niejeden tomik poetycki. Dobrze, że pisze, pozostanie ślad przede wszystkim nie tylko dla ludzi, a dla rodziny, męża, dzieci. To znakomity ślad pisany, bowiem Platon kiedyś powiedział, że to wspaniale, że wynaleziono pismo, bo pamięć zanika.

Wiersze Zofii Łukasz mają swojego ducha, klimat, wiele w nich Podhala i Spisza, oddają jej osobowość i wrażliwość.

W wypełnionej po brzegi sali zamkowej, wśród gości obecny był ks. Dariusz Ostrowski, proboszcz parafii św. Marcina w Krempachach. Przygrywała „Rodzinna Kapela Mrowców” z Szaflar, na tyle dobrze przyjęta podczas tego wieczoru – jak już wspomniałem – że sam Michał Półtorak z Piwnicy pod Baranami przygrywał im jako sekund.

Galeria zdjęć.

zdjęcia. Ryszard M. Remiszewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *