NOWY TARG. Armatni wystrzał hucznie rozpoczął XIV Jarmark Podhalański. Uczestniczące grupy barwnym korowodem, z św. Katarzyną i jej orszakiem przemaszerowały z parku na rynek, gdzie ożyła scena. Bo ruch w strefach i przy kramach zaczął się znacznie wcześniej.
Drugi symboliczny moment otwarcia największej z dorocznych nowotarskich imprez to wzniesienie rogu z tabaką – atrybutu mistrza w niuchaniu. Dokonał tego reprezentant gości z Kaszub, bo z drugim końcem Polski Nowy Targ też się brata. Kaszubi przyjechali na jarmark ze swoim rękodziełem, w sile aż siedmiu twórców. Serdeczne związki z sąsiadami „zza miedzy” potwierdzała obecność konsula generalnego Republiki Słowackiej Ivana Škorupy z małżonką.
Jarmarkowy pochód otwierali… ochroniarze i wolontariusze, a za Miejską Orkiestrą Dętą pod batutą kapelmistrza, tamburmajora Marcina Musiaka, szły w nim grupy sportowe, stowarzyszenia, regionalne zespoły z muzyką, VIP-y, goście. Sporą grupą zaznaczył swoja obecność Uniwersytet Trzeciego Wieku. Jak radosny powiew od Wschodu był młodziutki zespół „Ukraińska Wiosna”.
Krótkim słowem otwierali XIV Jarmark konsul Škorupa, przewodniczący Rady Miasta Paweł Liszka i burmistrz Marek Fryźlewicz – ten akurat słowem dłuższym, z „witacką” i cytowaniem kultowego wiersza Zygmunta Lubertowicza „Jarmark w Nowym Targu:
Byliście to już, kumie na jarmarku w mieście?
Ścisk hań gorsy jak w karcmie, ciasno jak w hereście,
Wrzask jaz w usach giełcy, kurz, jaz wierci w nosie,
Syćko tu na cie leci: koń, baba, wóz, prosie…
Sytko sie hań do góry nogami przewraco!
Ka stanies, tam cie śturknom, kozdy cie pomaco!
Jako na Kalwaryi lotajom ze świątkiem,
Tak tu z kiełbasom, zbożem, tabakiem i wrzątkiem…
Równocześnie z występami na scenie zaczęły się w Strefie Skansenu pokazy i warsztaty ginących rzemiosł – kowalstwa i garncarstwa. O ile do pracy w kuźni chętnych wielu nie było, (choć wielu przyglądało się z uznaniem), tak dzieciaki chętnie brały w ręce glinę, by formować na garncarskim kole dzbany, misy, miseczki. Tamże, przy kapliczce św. Jana Kantego, można oglądać archiwalne fotografie z nowotarskich jarmarków, wykonane przez ś.p. architekta Tadeusza Jędryskę i pana Adolfa Szpytmę. Ten materiał to fascynująca podróż w nowotarską przeszłość sprzed kilkudziesięciu lat i okazja do zanurzenia się w jarmarkowych klimatach.
Do harców, gier, konkursów i zabaw w Strefie Rodzinnej dzieciaków nie trzeba było zachęcać. Rucha panował tam od przedpołudnia.
Tuż przy ratuszu pachnie pieczony na rożnie baran, a przyrządzić baranią tuszę tak, by była miękka i smakowita, to nie lada sztuka.
W kramach – dostatek wszelkiego dobra: oryginalna biżuteria, rękodzieło, bibeloty, chodniki, chusty, serwety, hafty, wycinanki, miody, nalewki, pieczywo, ceramika, gadżety najróżniejsze, zdobione pierniki.
Przy konferansjerskich mikrofonach dokazują cudów Hanka i Pietrek, tym razem z Zawoi. Baba jak to baba – „garlato”, „pyskato”, prześmiewcza, zadziorna. A chłop jakby delikatniejszy… Ale lekko nie będą mieli przez trzy dni.
„Mali Hyrni” z dużym wdziękiem pokazali na scenie, jak to dawniej bywało „Po odpuście”. A młodzi Ukraińcy urzekli publiczność urodą występu osnutego na legendarnym „Święcie Kupały”.
Fot. Anna Szopińska