Ostatni kapelusznik

Piotr Jahn - kapelusznik Fot. Anna SzopińskaNOWY TARG. Tego fachu z podręcznika ani z Internetu nie da się nauczyć – Piotr Jahn z Nowgo Targu jest ostatnim kapelusznikiem w mieście i w okolicy. A kapelusznicze rzemiosło w jego rodzinie zapoczątkował pradziad. Kontynuują je ojciec i wuj. Dzięki cyklowi „Środy z rzemiosłem” w nowotarskim ratuszu, w otoczeniu zabytkowych sprzętów, wielu ciekawych rzeczy o ginących zawodach mogą się dowiedzieć najmłodsi.

Mistrz i słuchacze Fot. Anna SzopińskaNa spotkaniePasuje!.. Fot. Anna Szopińska z kapelusznikiem Drewniana główka Fot. Anna Szopińskaprzybyły akurat - Ładnie mi z paskiem?.. Fot. Anna Szopińskadzieci z Trochę za mały... Fot. Anna SzopińskaObidowej i Przyrząd mierniczy wyznacza szerokość ronda Fot. Anna SzopińskaZaskala, które Spiłowana muszelka Fot. Anna Szopińskanieraz już widziałyStarodawne sprzęty Fot. Anna Szopińska dzieła Piórko - najlepiej orle Fot. Anna Szopińskanowotarskiego mistrza Symbol ślebody Fot. Anna Szopińskana głowachW tym fachu wiele się nie zmieniło... Fot. Anna Szopińska swoich krewnych, zespołowiczów, górali „wydajanych” paradnie podczas świąt.

Nie wszystkie tajniki kapeluszniczego warsztatu są do zdradzenia, ale Piotr Jahn umie cierpliwie tłumaczyć, jak kwadrat sukna, przez nałożenie na drewnianą główkę, przez obróbkę z pomocą mokrej lnianej szmaty i gorącego żelazka, formuje się w wypukłość. Potem trzeba innej formy – różnej wielkości „rastli”, by uformować rondo.

Szerokie ronda odpowiednio natłuszczonych góralskich kapeluszy miały pierwotnie chronić głowę i ramiona przed deszczem. Te pierwsze kapelusze, jak tłumaczył mistrz i wiedzą etnografowie, miały też formę najprostszą, bez ozdób. Dopiero później zaczęto je przybierać skórzanym paskiem z naszytymi nań muszelkami. Choć podania głoszą, że góral – ilekroć spłynął Wisłą do Gdańska – mógł sobie przytwierdzić jedną muszelkę do kapelusza, nie były to muszle bałtyckie. Pochodziły z Morza Śródziemnego, a na Podhale zawędrowały dzięki krzyżowaniu się tu szlaków handlowych i były prawdopodobnie ówczesnym środkiem płatniczym.

A że sznur takich muszelek kosztował bardzo drogo i niewielu mogło sobie na taką ozdobę pozwolić – zastępowano muszelki odpowiednio spiłowanymi chrząstkami cielęcymi, które po nawierceniu przyszywane były do paska. Stąd nazwa „kapelusz z kostkami”. Górali z Podhala, Spisza, Orawy różnił natomiast kolor skórki, na którą naszywano muszelki.

Górale podhalańscy przydali kapeluszowi jeszcze jedną ozdobę – pióro. Miało być orle, najczęściej jednak było wyskubywane z ogona bażanta. Otoczone puchem i zatknięte za pasek symbolizowało ono kawalerską „ślebodę”, dlatego żonkoś oddawał je swojej wybrance i już nie miał prawa paradować w tak przybranym kapeluszu.

Kapelusza Piotra Jahna rozchodzą się i po całym Podhalu, i po Słowacji, wywożone są też „Za Wielką Wodę” i gdziekolwiek trafią górale chcący mieć z sobą chociaż ten najbardziej charakterystyczny element stroju, którym można nie tylko chronić głowę, ale też witać się, machać na pożegnanie, darowywać komuś na znak braterstwa. Dlatego też popularne są miniaturki kapeluszy kupowane „na prezent”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *