POWIAT NOWOTARSKI. Dziś odbyło się w nowotarskim starostwie posiedzenie zespołu zarządzania kryzysowego, a po nim – telekonferencja z wojewodą. Wieści nie są dobre. Ok. 400 osób zakażonych od początku pandemii, kilkanaście w stanie ciężkim przebywa w szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.
Starosta Krzysztof Faber mówi też o kolejnych osobach zmarłych – i – co gorsza – w młodym wieku.
– Najbardziej niepokojące jest to, że mamy kilka ognisk, które się rozprzestrzeniają i cały czas wykonywane są badania – przyznaje starosta. – Z dnia na dzień ponad 20 nowych przypadków to – jak na nasz powiat – bardzo dużo. Dlatego podejmujemy wszelkie działania, aby ograniczyć ilość osób, które się zakażają. To zależy w dużej mierze od samodyscypliny społeczeństwa, od ograniczenia kontaktów. Zwracamy się więc poprzez apele w kościołach, poprzez plakaty, poprzez komunikaty głosowe, które ma nadawać straż do społeczeństwa – o przestrzeganie tych wszystkich zasad higienicznych, bo jedynie tak możemy zapobiec dalszemu rozprzestrzenianiu się zakażeń.
Wprowadzone obostrzenia to dla turystycznego regionu utrudnienia bardzo duże – tak w przypadku działalności gospodarczej, jak i codziennego funkcjonowania. Tym ważniejsze jest możliwie szybkie wyjście z czerwonej strefy. Pierwszy dzień zwiększonych obostrzeń nie napawa jednak optymizmem.
– Natomiast gdy to się będzie rozszerzało, rozprzestrzeniało, to do utrudnień dochodzi jeszcze strach, przerażenie ludzi – dodaje starosta.
Przed Podhalańskim Szpitalem w tej dramatycznie i dynamicznie rozwijającej się sytuacji stanęło nowe zadanie: nowotarska placówka przejmuje opiekę nad pacjentami, którzy mają wynik pozytywny, a przebywają w izolacji domowej.
– Szpital Uniwersytecki nie jest już w stanie tego koordynować w związku z bardzo dużą ilością zachorowań w województwie małopolskim – tłumaczy starosta. – W tych wszystkich przypadkach, które nie wymagają hospitalizacji, bardziej wskazane jest, żeby ta opieka, możliwość wykonania wymazu, wydania recepty czy jakiegokolwiek badania była na miejscu, a pacjenci z całego województwa nie musieli jeździć po 100 kilometrów i czekać w kolejkach do jednego szpitala, bo on się po prostu zatkał.
Fot. Anna Szopińska