NOWY TARG. W drugi dzień 18. Jarmarku Podhalańskiego dyskretnie tylko przypomniał pasterskie tradycje Podhala. Bo wiadomo było, że sobotnią atrakcją stanie się Największe Wesele na Podhalu. A pobierali się don Corleone (zwany Pieszczotliwie Donkiem) z góralką Hanką (świeżo po powrocie z Chicago).
Corleone to Robert Rozmus – śpiewający aktor, człowiek teatru, filmu, kabaretu, radia, telewizji; gwiazda musicali, prezenter, showman, na dodatek sportowiec. Hanka, która dosłownie w przeddzień wesela wśród chicagowskiej organizowała próbę bicia rekordu Guinessa w ilości par tańczących poloneza, to oczywiście Anna Głogowska – mistrzyni tańca, uczestniczka i gospodyni Tańca z gwiazdami, prezenterka telewizyjna; gość organizowanego w Nowym Targu Tatry Cup. W bajecznie pięknej ślubnej sukni od Anety Larysy Knap.
Kasztanki z siwymi pyskami dorożką powiozły Młodych spod kościoła św. Katarzyny na rynek. Po drodze para radośnie pozdrawiała przechodniów. No i zaczęło się… Najpierw niewinnie, bo familijną Kawą z mlekiem.
A pod wieczór za stołem siedli Młodzi otoczeni góralskim wianuszkiem „Młodego Podhala”. Jako starosta, Największym Weselem na Podhalu rządził związany z Piwnicą pod Baranami, śpiewający i nieprzegadany – jak Onufry Zagłoba – Rafał Jędrzejczyk, tym razem w krakowskiej sukmanie.
Ja jestem Corleone
Na palcu mam pierścionek…
– śpiewał Pan Młody, co rusz porywając swoją wybrankę w taneczny wir. Właściwie jednak nie do końca wiadomo, kto kogo porywał, bo Panna Młoda nader chętnie puszczała się w tany z kolejnymi gośćmi. Żeby towarzyszyć tej weselnej uciesze, „Młode Podhale” musiało zdecydowanie zmienić konwencję…
Prezenty dla Młodej Pary były różne, ale w większości muzyczne. Jeden przyjechał ze słonecznej Italii – w osobie Francesca Napoli, postury co prawda pana Wołodyjowskiego, ale z jakim głosem… Kolejny to discopolowy „Masters”, a już na krótko przed północą – gorący, ekscytujący, zabójczo przystojny Ivan Komarenko rodem z Irkucka.
Ocepiny urzadziło oczywiście „Młode Podhale”, a Jan Zieliński przyjechał do miasta, żeby zaśpiewać przebój grupy „Bolter” – „Daj mi te noc…”.
Były też prezenty całkiem materialne – np. „Relaksy” od Wojasa w paczce z… Chicago. Żółte dla Panny Młodej, czerwone dla Pana Młodego. Co marka, to marka… I wyjątkowo skuteczne lokowanie produktu. Nawet tańczyć się w tym wygodnym obuwiu dało.
Jeden prezent natomiast był absolutną niespodzianką, bo w programie go nie umieszczono. Oto na scenie pojawiła się jako żywo Maryla Rodowicz, która raz już koncertowała na Jarmarku Podhalańskim. I popłynęły nieśmiertelne przeboje. Ale cóż to?… Niby Maryla wypisz wymaluj, głos niemal identyczny, a w rzeczywistości – łudząco ucharakteryzowany męski sobowtór pieśniarki, Sebastian Olejniczak-Brandt, uczestnik programu „Mam talent”. Artysta zarzekał się ze sceny, że Maryla jest tylko jedna i nie do podrobienia, ale można się było pomylić, gdyby spod falban nie wystawały stopy w zdecydowanie większym niż damski rozmiarze.
Dzień drugi zakończyła dyskoteka rozkręcana przez DJ Wojtka, producenta muzycznego z RMF FM – już do ostatnich sił.
Była wszakże jeszcze jedna weselna niespodzianka prosto ze stolicy. Lecz o niej osobno.
Największe Wesele na Podhalu i sobowtór Marylki
Fot. Anna Szopińska