NOWY TARG. Dwa dni – sobota i niedziela – to finał akcji Szlachetna Paczka. W Nowym Targu przez cały weekend w sztabie (czyli w Domu Parafialnym przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa) panuje nadzwyczajny ruch, paczek z darami jest mnóstwo. Co rusz podjeżdża transport. Do niedzielnego wieczora wszystkie te paczki, sprzęty i meble trafią do 70 potrzebujących rodzin.
Mimo
natłoku darów
zgromadzonych w
pomieszczeniach
użyczonych
przez parafię,
widać dobrą
organizację i tempo. W sobotę przyjechała lwia część paczek, ponieważ większość darczyńców chciała swoje szlachetne zobowiązania wypełnić jak najwcześniej.
Zadania nowotarskiego rejonu w tym roku rozszerzyły się o teren Starego Sącza i Gródka nad Dunajcem. Ponieważ tamtejszy wolontariat nie miał magazynu ani nie znalazł darczyńców, potrzebujące i sprawdzone rodziny przejął stamtąd rejon nowotarski.
Rodziny i osoby potrzebujące pomocy zgłaszały organizacje pomocowe, Caritas, parafie (w Nowym Targu np. zajmująca się taką działalnością siostra Benwenuta), ale też np. pedagodzy szkolni. Wyszukiwali ich i sami wolontariusze.
Ze zgłoszonych w rejonie 77 rodzin po dwukrotnych sprawdzeniach do pomocy zostały zakwalifikowane 53. Łącznie z rodzinami w Gródku i Starym Sączu dało to listę 70-punktową. Powodem, dla którego ileś rodzin nie dostało się na nią, było przeważnie kryterium dochodowe. Ale wolontariusze przeprowadzający sprawdzenia spotykali się też czasem ze zwyczajnym ludzkim lenistwem lub postawami roszczeniowymi. Osobny i coraz większy problem, z jakim zetknęli się w domach to zadłużenie i pętle kredytowe. Dodajmy, że wszystkie ankiety wypełniane w domach były potem weryfikowane na szczeblach rejonu, regionu i ogólnopolskim. Dopiero ogólnopolski sztab zatwierdzał listę.
Ludzie najczęściej potrzebowali żywności, odzieży, opału na zimę, sprzętów domowych, tapczaników, lodówek, kuchenek.
By znaleźć dla nich te rzeczy, od września pracowało mnóstwo ludzi. Nowotarski sztab zna przypadki, gdy o dary dla jednej rodziny starało sie ok. 100 osób. Grupy darczyńców skupiały się przeważnie przy szkołach, ale byli to np. mechanicy nowotarscy, pedagodzy z koleżankami, lekarze i przyjaciele, PZU, różne związki i instytucje.
33 wolontariuszy z rejonu nowotarskiego to grupa już sprawdzona w działaniu, operatywna i szybka. W finale akcji bardzo ważne jest, by nie pomylić numerów paczek, nazwisk i adresów. Wszystko podlega też skrupulatnej sprawozdawczości.
Koordynatorka rejonu, Agnieszka Klocek, złożona zapaleniem płuc, tym razem wspomaga finał telefonicznie. Dzielnie zastępuje ją Monika Tomaszewska, która – uwijając się jak w ukropie – mówi:
– Dziękujemy wszystkim darczyńcom i wszystkim zaangażowanym w pomoc. Także burmistrzowi, strażakom ochotnikom z Frydmana, Waksmunda, Kowańca, policji z Nowego targu, Kołu Związku Dużych Rodzin 3+, siostrze Benwenucie i tym, którzy zatroszczyli się o żołądki wolontariuszy: cukierniom Mozdyniewicz, Duda; firmie Lavard ze Starego Bystrego.
Większość obdarowanych to rodziny z Nowego Targu, ale paczki jadą także do odleglejszych miejscowości, jak Sromowce Niżne, Piekielnik, Frydman, Krempachy. Nim nadejdzie wieczór, trafią już do wszystkich adresatów.
Fot. Anna Szopińska