ROKICINY PODHALAŃSKIE. Połowa mieszkańców wsi ma fatalny dojazd do domu. Droga jest na tyle wąska i niebezpieczna, że dzieci nie mogą same chodzić do szkoły, karetki, czy auto strażackie ledwie się na niej mieszczą, a pielęgniarki odmawiają dojazdu własnym autem do pacjentów… – Boję się, a chciałabym, sama chodzić do szkoły – mówi 8-letnia Dominika.
Po latach oczekiwań miała ruszyć wiosną gruntowna budowa dojazdu. Niestety dwóch mieszkańców się nie zgadza. Pozostali są zdeterminowani, odcięci od świata, zbierają podpisy i protestują.
– Od dwudziestu lat czekaliśmy na budowę tej drogi. Są już plany, zezwolenia wydane przez starostwo oraz wywłaszczenia. Sami oddaliśmy ziemię, aby mieć dojazd do domów, chodnik. Teraz okazuje się, że droga może nie zostać zbudowana, bo dwoje mężczyzn mieszkającym przy początku tej drogi wniosło protest do starostwa o wstrzymanie wydanej decyzji, ten przekazał go wojewodzie.
Mieszkańcy tej części wsi podkreślają, że starali się zaradzić sami. Niestety nie pomogły, ani prośby, ani tłumaczenia, ani nawet interwencja samego księdza proboszcza. – Przecież tak nie można, tutaj mieszka połowa wsi około tysiąca osób – skarżą się mieszkańcy. Są gotowi walczyć o drogę. Teraz zbierają podpisy, mają ich już blisko 400. Nie chcą się poddawać, zbyt długo czekali.
– Byliśmy cierpliwi, gmina miała inne wydatki, teraz wiosną miała ruszyć budowa. Cieszyliśmy się. Nam naprawdę trudno tutaj żyć – mówią. – Dzieci nie możemy samych puścić do szkoły, nie możemy iść na spacer, bo jak jedzie auto, nie mamy gdzie uciekać – mówią. – Jesteśmy tu odcięci od świata.
I rzeczywiście droga jest bardzo wąska, wyboista, miejscami z dużą skarpą. Łatwo o wypadek. Dwa auta mają dużą trudność, aby się wyminąć. Jest to wręcz karkołomne zadanie, tym bardziej, że łatwo stoczyć się można samochodem do potoku. To nie jedyne niedogodności. Nie kursują tu żadne busy, a mieszkańcy muszą iść ponad 2 km do najbliższego przystanku. Jest i inny problem, gdy zimą spadnie śnieg, pług nie może wjechać na drogę, więc mieszkańcy muszą sobie sami radzić.
– Ci panowie początkowo się zgodzili na budowę. Zaprotestowali, gdy decyzja była już prawomocna – tłumaczy Kazimierz Leśny. – Decyzja była prawomocna 12 czerwca ubiegłego roku, a oni zaprotestowali 7 grudnia. W konsekwencji wojewoda ruszył z postępowaniem wstrzymania jeszcze nie rozpoczętej budowy…
W ramach inwestycji, która ma kosztować ok. 8 mln złotych, miało powstać grubo ponad 2 km szerokiej drogi z chodnikami i oświetleniem. Wszystko jest już gotowe, jednak pojawił się też brak zgody dwóch osób. – Nie mamy wyjścia, my walczymy o rozwój naszej miejscowości, o normalne życie. Jeśli teraz nie ruszy ta budowa przepadną pieniądze. Kto nam potem ponownie je da? – pytają.
– Radni uchwali budżet, zabezpieczyli pieniądze na budowę, jak w tym roku tej drogi nie zrobimy, radni nam nie dadzą ponownie funduszy – mówi z kolei sołtys Jadwiga Pyka i podkreśla, że zarówno gmina, jak i starostwo są przychylne inwestycji, protestują dwie osoby. – Tych panów nie interesują mieszkańcy? My nie jesteśmy przeciwko nim, my tylko chcemy tu normalnie żyć i walczymy o drogę.
Niestety pomimo, że mieszkańcy chcieli rozmawiać z panami, którzy są przeciwni budowie, ci nie wyszli do nich z domostw na rozmowę…
Mieszkańców uspokaja jednak wicewójt gminy Raba Wyżna Rafał Grygorowicz. Podkreśla on, że gmina póki co ma nadal ważne pozwolenie na budowę wydane przez starostwo nowotarskie na wniosek wójta. Został też złożony wniosek o dofinansowanie. Jest wysoko oceniony na liście rezerwowej. Potwierdza fakt złożenie przez dwie osoby protestu do starosty o stwierdzenie nieważności wydanej prawomocnej decyzji na budowę, którą ten zgodnie z procedurą przekazał wojewodzie.
– Mieszkańcy są zdeterminowani, istniejąca droga jest niebezpieczna, nie ma chodnika, projektowanie ze względu na trudne warunki trwało kilka lat, złożyliśmy już też wniosek o dofinansowanie i mamy zapewnione własne środki, a na dziś decyzja jest ważna, więc jeszcze w lutym ogłaszamy przetarg na budowę – zapewnia wicewójt Rafał Grygorowicz.