NOWY TARG. Niedzielne spotkanie z posłanką Anną Paluch w sali nowotarskiej Państwowej Szkoły Muzycznej wpisało się w ogólnopolską akcję spotkań liderów Prawa i Sprawiedliwości w powiatach. Nie było takich gromów, które nie posypałyby się podczas tej półtorej godziny na rząd premiera Donalda Tuska i ekipę „kolesiów” z Platformy Obywatelskiej.
Posłance
towarzyszyli
działacze
PiS z
Nowego Targu (Paweł Liszka), Rabki (Stanisław Kiersztyn) i z Krościenka (Jan Komorek).
Cykl spotkań z elektoratem, pod hasłem „Czas na zmiany” służył przedstawieniu stanowiska PiS w sprawie afery podsłuchowej oraz działań „jedynej opozycji” w związku z tym podejmowanych i planowanych. Przedwakacyjny czas, gorące jeszcze emocje wokół tej historii i czekające parlamentarzystów głosowanie nad złożonym przez PiS wnioskiem o konstruktywne votum nieufności dla rządu – niewątpliwie sprzyjały akcji polityków partii Jarosława Kaczyńskiego.
Frekwencja nie była jednak za wysoka – kilkadziesiąt osób na sali, włącznie z czujną kadrą młodych zwolenników większego liberalizmu.
– Im dłużej ta ekipa rządzi, tym większa katastrofa i gorszy stan rzeczy, który inni będą musieli potem naprawiać – przekonywała posłanka. – Jeżeli nie będzie ostrej reakcji społecznej, to oni władzy sami z siebie nie oddadzą. Jeżeli każdy powie: „idę sobie na grilla i nich się dzieje, co chce…”, to niczego nie zmienimy. Ten rząd już uwierzył we własną propagandę, zerwał kontakt z rzeczywistością. Widocznie mają się czego obawiać, skoro tak kurczowo trzymają się władzy. Oni Polski nie lubią, oni Polską pogardzają. Słowa, które padły i zostały nagrane, dotyczyły Polski wschodniej, ale nie łudźcie się państwo, że rząd Donalda Tuska lepiej myśli o tym regionie. Jest to pogarda, lekceważenie, wulgaryzm, chamstwo, zawłaszczanie państwa. Ostatnim segmentem gospodarki, o który teraz toczy się bój, jest przemysł chemiczny.
Grad zarzutów sypiących się na rządząca ekipę był gesty, choć treści nie nowe: dług publiczny urosły do biliona zł przez siedem lat rządów PO; 2,5 miliona młodych wysłanych „do Londynu na zmywak”, degrengolada i korupcja elit, „przyssanie się” do publicznych pieniędzy i obdzielanie nimi „kolesiów”, brak właściwej reakcji np. na „ekspansywną politykę historyczną” Niemiec, niezasilany Fundusz Rezerwy Demograficznej itd.
– Kilkanaście stronic wniosku olimpijskiego kosztowało 18 milionów zł, a to nie były żadne ekspertyzy ani wiedza tajemna – ubarwiała posłanka przykładem opis stanu rzeczy. – Za każdym razem jest to okazja przyssania się do publicznych pieniędzy.
Wskazywała natomiast na pozytywny przykład „braci Węgrów” i wzorce politycznych osobowości sprzed 100 lat: Piłsudskiego, Paderewskiego, Dmowskiego.
Pytana o ewentualnych koalicjantów PiS i szanse na przegłosowanie konstruktywnego votum nieufności dla rządu, posłanka nie zaprzeczała, że PiS jest na opozycyjnym przyczółku w Sejmie na razie odosobniony, ale:
– Czas tej ekipy się skończy i nie chciałabym być wtedy w skórze PSL-u… – mówiła. – Nie wiem, czy wygramy, czy przegramy, ale chcemy, żeby było jasne, kto był za tym, aby niszczący Polskę rząd trwał dalej, a kto żeby odszedł. Trzeba postawić sprawę na ostrzu noża.
Emisariuszy większego liberalizmu i radykalnie większego „zaufania do Polaków” interesowało m.in., skąd PiS weźmie „te miliony miejsc pracy”.
– Milion trzysta tysięcy miejsc pracy powstało za rządów PiS, a poziom inwestycji zagranicznych był wyjątkowy – odpowiadała posłanka.
Jej deklaracja w sprawie afery taśmowej była jednoznaczna:
– Każda z tych dramatis personae swoje za pazurami ma. Jako PiS na pewno to rozliczymy, skierujemy wnioski do prokuratury, do Trybunału Konstytucyjnego i gdzie trzeba.
Fot. Anna Szopińska