14. Ogólnopolskie Biennale Satyry – pod patronatem naszej gazety internetowej PODHALE REGION
NOWY TARG – POLSKA. 14. Ogólnopolskie Biennale Satyry im. Stanisława Jerzego Leca to obraz metamorfozy, jaką przez tych kilkanaście lat przeżył konkurs wymyślony i organizowany przez Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Targu. Ta edycja oznaczała zmagania aż na trzech polach twórczości: w formach literackich, rysunku satyrycznym i w formach teatralnych. Sobotnie wręczenie nagród – przeniesione z MOK-u do ratusza – stało się spotkaniem kameralnym, ale niezapomnianym.
Niezapomnianym
głównie
przez bliskie
spotkanie z
aktorską
osobowością,
talentem
i temperamentem
Rafała
Jędrzejczyka, aktora
Teatru
Starego,
od ponad
20 lat związanego
z „Piwnicą
pod Baranami”. A że organizatorzy Biennale mają nie tylko Pegaza na elewacji swojego przybytku kultury, lecz i swoisty zabytek sztuki realnego socjalizmu – fontannę z baranami przed budynkiem; poza tym produkty owczarskie mają zasłużone są niewątpliwie dla promocji miasta – skojarzyło się to wszystko w hasło tegorocznej edycji: „Baranie granie”.
A temat – KONIEC ŚWIATA – podsunął czas unoszący nas wszystkich zbyt wartkim nurtem. Musiała też mieć w tym swój udział katastroficzna psychoza, która zagęszczą się nawet niezależnie od wyznaczania przez różnych prognostów kolejnych dat tej nieuchronności.
Inspirowane końcem świata satyryczne dzieła oceniało trzech jurorów:
Rafał Stanisław Jędrzejczyk – wspomniana aktorska znakomitość
Maciej Pinkwart – historyk, dziennikarz, publicysta, autor przewodników, książek tomów poezji
Szczepan Sadurski – założyciel Partii Dobrego Humoru, satyryk, rysownik satyryczny, karykaturzysta, dziennikarz.
Słowo wstępne do pokonkursowego tomiku (z każdym razem pokaźniejszej objętości) popełnił Maciej Pikwart, lecz wcale nie żartował, po lekturze nadesłanych prac literackich konstatując: Poziom ogólnie oceniam jako dość niski.
Bez ogródek wypunktował też ich słabości: nieśmieszność, schematyzm, przegadanie, pretensjonalność, banał, brzydki język.
No cóż – nasza epoka nie wydała jeszcze, widać, mistrzów miary Leca czy Sztaudyngera.
Od twórczości aforystycznej (czyżby nas już niewiele potrafiło cieszyć i śmieszyć?…) rzeczywiście ciekawsze wydają się opowiadania, którym nie brakuje konceptu, polotu, zmysłu obserwacji naszego „realu”. Zostały one zamieszczone w pokonkursowym tomiku. Coś z nakładu jeszcze zostało w MOK-u – najlepiej uśmiechnąć się do komisarza konkursu, Stanisława Krzaka.
W efekcie obrad jurorów I nagrodę w turnieju plastycznym zdobył Paweł Nawrot z Dąbrówki Wielkiej, autor zestawu kolorowych rysunków. Jeden wyobraża Boga Ojca na niebieskim tronie, z pilotem w ręku, drugi – gasnące słońce.
I nagroda w turnieju literackim, w kategorii opowiadanie, przypadła Grzegorzowi Januszowi z Warszawy, za przewrotnie humorystyczną wizję czynienia swojej powinności przez czterech jeźdźców Apokalipsy.
I nagrodę w turnieju literackim, w kategorii aforyzm, jurorzy postanowili przyznać Krzysztofowi Kolskiemu z Warszawy, autorowi m.in. takich perełek: Koniec świata – kiedyś miejsce, dzisiaj data. Szczyt tragedii – Apokalipsa w telewizji na żywo.
Wyróżnionymi w turnieju plastycznym są Sławomir Łuczyński z Pabianic, a w turnieju literackim – Wojciech Wojnar z Wrocławia, autor aforyzmów między innymi takich: Transmisja z końca świata też będzie przerywana reklamami. Za nić życia tego świata robi dzisiaj lont.
Część laureatów nawet z rodzinami przyjechała na wręczenie nagród, część otrzyma je pocztą.
A spotkanie w ratuszu przerodziło się – za sprawą Rafała Jędrzejczyka – w teatralną ucztę, połączoną z wystawą plastyczną i małym przyjęciem.
Krakowski aktor przez ponad godzinę zasypywał coraz bardziej rozbawioną publiczność wybornym i anegdotami o swoich przyjaciołach znanych z wielkiego i małego ekranu, ze scen teatralnych i z „Piwnicy”; o sposobach pracy głośnych reżyserów.
Kto nie płaci abonamentu telewizyjnego, wreszcie usłyszał kompetentne uzasadnienie, czemu nie warto tego robić… (note bene sam Rafał Jędrzejczyk w telewizji nie występuje). Nie pozostawił aktor wątpliwości, czym jest Warszawa („przystanek za Krakowem”) i barwne rozwinął opowieść o tym tym, jak onegdaj „Piwnica” pojechała do „Stodoły”. Odżyły we wspomnieniach facecje Piotra Skrzyneckiego, a teraz i Nowy Targ mógł się dowiedzieć, czemu inny świętej pamięci artysta, autor tekstów piosenek i scenariuszy filmowych, Wiesław Dymny, czasem godzinę, czasem półtorej godziny wisiał przytroczony sznurami do sufitu w „Piwnicy”. Otóż czekał na pytanie: – A czemu pan tak wisi? Wtedy ochoczo odpowiadał: – Uosabiam gluta socjalizmu wiszącego nad tym biednym krajem…
Finałem aktorskich popisów pana Rafała były interpretacje piosenek, a wreszcie – nowy hymn Nowego Targu, który przy refrenie: „Ja też do Fryźlewicza chcę…” – wzbudzał już niepohamowane salwy śmiechu.
Fot. Anna Szopińska