SPORTY MOTOROWE. Oskar Kaczmarczyk po raz drugi w swojej karierze wziął udział w morderczym Erzberg Rodeo. To jeden z najbardziej ekstremalnych rajdów w Europie, który co roku przyciąga rzeszę, chcących sprawdzić swoją granicę wytrzymałości, motocyklistów z całego świata. Oficjalnie Oskar w klasyfikacji końcowej zajął dopiero 322 miejsce, ale…
– Złożyłem protest. Zaliczono mi jedynie pięć tzw. „checkpointów”. Pozostałych 11, które zdobyłem nie uwzględniono, twierdząc, że ominąłem 6 „checkponit” co jest nieprawdą. Zresztą doskonale widać to na zapisie video. Najprawdopodobniej zawinił „chip”. Zobaczymy czy mój protest zostanie uwzględniony, ale z tego co się orientowałem są na to małe szanse – wyjaśnia Kaczmarczyk.
Nowotarżanin sam z siebie jest bardzo zadowolony
– W porównaniu z poprzednim rokiem, poprawiłem się o 1 „checkponit”. Przez większość trasy super mi się jechało. Przede wszystkim motocykl miałem świetnie przygotowany i „wyczuty”. Najbardziej męczące były korki, które wybijały mnie z płynnej jazdy. Napotkałem na nie na kilku odcinkach. Zwłaszcza dał mi się we znaki teren leśny. No i oczywiście słynna „Stołówka Carla” (taką nazwą określa się 17, najtrudniejszy „checkpoint” złożony z olbrzymich kamieni – przyp. mz). To był istny hardkor – przyznał nowotarżanin, dla którego był to pierwszy start od 20 marca, kiedy na zawodach w Świętochłowicach doznał złamania nogi – Noga nie dała o sobie zapomnieć. Ból cały czas mi doskwierał. Momentami kiedy musiałem spierać się na lewej nodze, ciężko było wytrzymać z bólu. Trochę czasu jeszcze potrzeba by noga wróciła do pełnej sprawności. W czerwcu czeka mnie kolejna, mam nadzieję ostatnia już operacja, po której mam nadzieję, wszystko wróci do stanu sprzed kontuzji – wierzy Kaczmarczyk, który zanim połozy się na stole operacyjnym, chce wystartować w V rundzie MP w Super Enduro.