NOWY TARG. XLII Salon Poezji w nowotarskim ratuszu był jakoby pożegnaniem – z jego pomysłodawcą, inicjatorem i pośrednikiem w zapraszaniu innych aktorów do czytania, interpretowania, przedstawiania w teatralnej czy śpiewanej formie najpiękniejszych, najwartościowszych, wybranych strof i fragmentów prozy. Bo musi się z miastem rozstać Juliusz Chrząstowski, mocniej teraz związany obowiązkami ze Starym Teatrem w Krakowie.
Animator Studia
Teatralnego MOK,
sprawca 21
niezapomnianych
premier, reżyserski
guru dla grup dorosłej
i młodzieżowej, twórca
fantastycznych Mikołajowych bajek z miejscowymi VIP-ami w obsadzie, organizator dorocznych Spotkań z Melpomeną – przepracował na nowotarskiej scenie 7 lat. Jego aktorska pasja, poświęcenie i temperament były zaraźliwe, pomysłowość w szukaniu scenicznych rozwiązań – niewyczerpana. Tym pociągnął za sobą niemałą rzeszę aktorów amatorów, czyniąc ich współtwórcami spektakli. Dbał przy tym, by równie dobrze bawili się i ci, którzy występują na scenie, i ci w krzesłach na widowni. Dynamizm i humor kolejnych spektakli nie przeszkadzały głębszym myślom i przesłaniom zawartym w fabułach. Intensywności nadawał reżyser widowiskom przez akcje w drugim planie, rzuty z kamery czy projektora na kilka nawet ekranów.
Absolwent krakowskiej PWST, aktor teatrów w Częstochowie, i Łodzi, od 9 lat już wierny Staremu Teatrowi w Krakowie, kilkakrotnie nagradzany za swoje kreacje – żegnał się z miastem i z Salonem w ratuszu słownym żartem, czyli wyborem z kultowej antologii 333 najsławniejszych okazów angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej od Williama Shakespeare’a do Johna Lennona, w mistrzowskim przekładzie Stanisława Barańczaka.
Jeszcze raz – w absurdzie, nonsensie, grach słów – pokazał swoje możliwości interpretacyjne i głosowe, wywołując wśród słuchaczy salwy śmiechu i oklaski uznania. Tłumaczył, jakim czarnym pesymistą jest w gruncie rzeczy nonsensista, robił zabawną minę do pożegnania, ale rozczulenia nie uniknął…
Zwłaszcza gdy został zasypany kwiatami, od burmistrza dostał statuetkę św. Katarzyny w podzięce za kontynuowanie międzywojennych tradycji teatru amatorskiego i ustawiła się do niego kolejka po autografy. Jeszcze bardziej wzruszył go pewien łodzianin, który – wypoczywając w Zakopanem – specjalnie przyjechał na Salon Poezji do nowotarskiego ratusza, żeby zobaczyć i posłuchać „swojego” aktora.
No i jednak nie udało się „Julowi” Chrząstowskiemu całkiem rozstać z miastem. 6 grudnia zaprasza na kolejną Mikołajową bajkę. Kolejne premiery też będą. Już nie tak częste, jak w minionych siedmiu latach, ale są obiecane.