KONFLIKT W PODHALAŃSKIM SZPITALU SPECJALISTYCZNYM. Dyrektor Szpitala, Marek Wierzba, protest dziewięciu lekarzy przeciwko łączeniu oddziałów chorób wewnętrznych i internistyczno-kardiologicznego uznaje za „wyjście przed orkiestrę”. – Absolutnie nie składamy broni – zapowiada natomiast przedstawiciel lekarzy. Konfliktem w nowotarskim Szpitalu – pod kątem bezpieczeństwa pacjentów, bo ten najcięższej wagi argument został podniesiony w proteście lekarzy – zajęła się już Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie, powołując zespół, który ma zająć stanowisko.
Protestujący lekarze dziś otrzymają pisemną odpowiedź dyrektora na swoje wystąpienie. Niekoniecznie jednak spełniona zostanie ich prośba o spotkanie z dyrekcją i rozmowę na sporny temat.
– Przeniesienie oddziału internistycznego w miejsce neurologii i odwrotnie to sprawa przesądzona i będzie realizowana w tym roku – mówi dyrektor Wierzba, który od półtora roku ma także zgodę Rady Społecznej Szpitala i Zarządu Powiatu na łączenie oddziałów internistyczno-kardiologicznego i chorób wewnętrznych.
– Ale to nie Zarząd Powiatu leczy pacjentów – przyznaje szef placówki. – Dlatego pomysł łączenia oddziałów musimy bardzo dokładnie przeanalizować, przewidzieć ewentualne skutki. Muszą to zrobić ludzie, którzy się na tym znają i mają wiedzę głębszą od mojej. Oficjalnej decyzji o połączeniu ani żadnego schematu i kalendarium działań nie ma. Dlatego pismo lekarzy uważam za wyjście przed orkiestrę. Lekarze poruszyli wiele tematów, nie mając uprawnień, żeby się na nie wypowiadać. Nie jest domeną lekarzy, żeby przesądzać, jak ma być zorganizowana praca Szpitala. I nie ma na dziś żadnych powodów, aby siać trwogę pismem, które zakłada jakieś niebezpieczeństwa dla pacjentów. Jest to działanie niegodne i wyciągnę z tego konsekwencje.
Jednocześnie dziwi dyrektora chronologia zdarzeń: że pismo lekarzy datowane na 17 kwietnia otrzymał dzień później i zaraz dowiedział się, że trafiło już ono do Izby Lekarskiej i toczyła się tam dyskusja w tej sprawie. Wie też, że spośród wymienionych adresatów tylko nieliczni otrzymali wystąpienie w tym samym terminie co on, a niektórzy – jeszcze nie.
W kwestii zasadności i ewentualnych niebezpieczeństw związanych z łączeniem oddziałów szef placówki jednak zdanie ma wyrobione.
– Oddział zachowawczy 60-70-łóżkowy nie jest niczym nowym w Małopolsce, bo funkcjonuje takich co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście w województwie – mówi. – To nie liczba łóżek przesądza, jaką pacjent ma opiekę, tylko jakość usługi medycznej. Owszem, może niektórych przerażać wizja zarządzania takim oddziałem. Lekarz, który mógłby takim połączonym oddziałem zarządzać, mimo trzykrotnych moich próśb odmówił przyjęcia ordynatury. Ale jest spora grupa lekarzy, którzy mają takie doświadczenie i w swoim czasie, gdy będzie już decyzja, ten problem zostanie rozwiązany. Sprawa oszczędności przez łączenie jest drugo- a nawet trzecioplanowa. Chcemy przede wszystkim usprawnić zarządzanie, bo na razie funkcjonują dwa oddziały na tym samym kontrakcie, procedury medyczne na nich są podobne, z tą różnicą, że na oddziale wewnętrznym nie ma kardiologów. I nie widzę żadnego powodu, aby to wszystko nie mogło być w jednej komórce organizacyjnej.
Lekarze protestujący przeciwko łączeniu oddziałów powołują się tymczasem na opinie konsultantów wojewódzkiego i krajowego.
Czy dyrekcja weźmie je pod uwagę przed podjęciem decyzji?
– Jeśli chodzi o opinie konsultantów czy Izby Lekarskiej – nie są wiążące, trzeba się natomiast zastanowić, co z nich wynika – mówi szef placówki. – Być może okaże się, że taka koncepcja nie przynosi zamierzonych efektów. Ale teraz jesteśmy na etapie analizowania tej sprawy.
Ordynator oddziału chorób wewnętrznych, dr Dariusz Zarzycki, w związku z zamiarem łączenia oddziałów występował do dyrekcji z osobnym pismem.
– Jest to próba ratowania oddziału chorób wewnętrznych, który – jeśli dojdzie do połączenia – zniknie z historii Szpitala – mówi on o intencji swojego wystąpienia. – Będzie to po prostu likwidacja jednego z oddziałów. Nie do przyjęcia są także warunki – łączony oddział będzie za wielki, żeby mógł dobrze funkcjonować. Przekonuje nas o tym przykład Limanowej.