NOWY TARG – POLSKA. Tego jeszcze w stolicy Podhala nie było. Do pensjonatu pod Długą Polaną na tydzień zjechali lekarze-malarze z całej Polski, w liczbie dokładnie dziewiętnastu. Plon ich pleneru i efekt podhalańskich, nowotarskich inspiracji dla twórczości można teraz oglądać w pomieszczeniach Starej Kotłowni Miejskiego Ośrodka Kultury.
Tak naprawdę artyści ze świata medycyny napawali się widokami i tworzyli tylko przez trzy dni, bo mieli nieprzyjemność trafić na ulewę. Tym bardziej godne podziwu są ich pogoda ducha i samodyscyplina.
A do miasta i do stóp Gorców nie trafiliby inaczej niż za sprawą doktora Macieja Mikulskiego – chirurga znanego z muzyczno-teatralnych przedsięwzięć. Nie jest też plener pod Długą czymś epizodycznym. To kolejne ogniwo w łańcuchu dorocznych plenerów (do tej pory już czternastu), organizowanych w różnych malowniczych miejscach.
– Zasadą jest, że nigdzie dwa razy – mówi doktor Włodzimierz Cerański – przewodniczący komisji ds. Emerytów i Rencistów Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, który jest spiritus movens tych twórczych i towarzyskich poczynań medyków różnych specjalności. – Miejsca plenerów wybieramy tak, by podążać śladami mistrzów: Gierymskiego, Chełmońskiego, Fałata, Malczewskiego i tak dalej… Zaryzykuję twierdzenie, że lekarze uczestniczący w plenerach to wierzchołek góry lodowej artystycznego środowiska w naszym zawodzie. Znam iluś bardzo dobrych malarzy, którzy z jakichś względów nie chcą jeszcze pokazywać swoich prac, ale cieszy ich i relaksuje uprawianie sztuki. Swoim przykładem chcemy kolegów zachęcić do integrowania się, do rozwijania zamiłowań, do spotykania z nowymi inspiracjami, które niesie plener, do wystawiania dzieł. Mamy w swoim gronie ludzi nie tylko z Warszawy, ale z Lublina, Szczecina, Poznania, wielu innych miejscowości. Przybywa utalentowanych młodych kolegów. Przyznam jednak, że Małopolska jest tu jeszcze słabo reprezentowana…
Pracownia malarska w stolicy działa pod egidą Naczelnej Izby Lekarskiej. Dzięki artystyczno-medycznym kontaktom duże wystawy prac lekarskiego środowiska organizowane są w Łodzi.
Nowotarski wernisaż sam w sobie był wydarzeniem. Przyszli, by zagrać i zaśpiewać lekarzom-malarzom „Mali Śwarni” (zdobywcy Srebrnych Kierpcy na tegorocznym zakopiańskim Festiwalu), przyszedł burmistrz Marek Fryźlewicz, by gratulować lekarskiemu środowisku pięknej inicjatywy i zapewniać, że na Podhalu jednak nie zawsze leje… Wymiana lokalnych cymesów w płynnej postaci przez organizatorów i inspiratorów i gospodarzy miała pogłębić i tak już silną integrację.
Gabriel Wolski miał nawet nie cały dzień na zaaranżowanie wystawy w zaadaptowanym przez siebie przyziemiu MOK-u.
W dziełach uczestników pleneru można teraz z przyjemnością rozpoznać elementy rodzimego pejzażu i podhalańskie klimaty – tym bardziej urokliwe, że naznaczone sentymentalnym nieco odbiorem ludzi z innych stron Polski. Prócz malarstwa sztalugowego lekarze-malarze sięgają też po inne techniki: pastele, akryle, piórko. Niektórzy zamieniają blejtram na wygodniejszą płytę pilśniową. Ale najważniejsze w tych plenerowych przedsięwzięciach są radość tworzenia i przyjemność spotkania – w „swoim” gronie, a z nowymi ludźmi, świeżymi impulsami.
Fot. Anna Szopińska