ORAWA. Choć pożar Babiej Góry nie przeszedł ze strony słowackiej na
stronę Polski, jak początkowo myślano, to jednak nadal strażacy są w pogotowiu. Wszędzie jest na tyle sucho, że o kolejny ogień nie jest trudno.
Pożar lasu wybuchł wczoraj po słowackiej stronie Babiej Góry w okolicy Rabczyc. Przesuwał się w kierunku Polski Przywarówki, w okolice Babiogórskiego Parku Narodowego. Zaniepokojony był dyrektor BPN Józef Omylak.
Wczoraj pomimo braku dojazdu do miejsca pożaru polscy strażacy 9 jednostek OSP, a także jedna jednostka JRG udały się na miejsce zagrożone.
– Była informacja, że pożar przeszedł już na stronę polską Babiej Góry. Okazało się jednak po przyjeździe, że jednak pożar jest nadal po słowackiej stronie – wyjaśnia oficer dyżurny Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej z Nowego Targu. Dodaje, że polskie jednostki będąc już na miejscu pomogły słowackim w tankowaniu wody do śmigłowca, który gasił z góry pożar.
Słowacy nadal działają. Planują walczyć z użyciem śmigłowca z żywiołem. O kolejny ogień jest łatwo. – Wszędzie jest bardzo sucho i wystarcza dosłownie jedna iskra – podkreśla oficer dyżurny KP PSP z Nowego Targu..