NOWY TARG. Przedstawiciele spółki Nowotarska – czyli inwestora galerii Color Park planowanej przy granicy Nowego targu z Szaflarami – postanowili zaprezentować miejskim radnym nowe rozwiązanie komunikacyjne, uzgodnione już z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad.
Mając akceptację gestora drogi krajowej, uczynili to na posiedzeniu komisji komunalnej, przedstawiając plan budowy (na własny koszt) dwupasowego ronda-turbinki. Ma ono stanowić bezpieczny i o odpowiednio dużej przepustowości zjazd do przyszłej galerii, równocześnie zjazd na drogi gminne – Nowego Targu i Szaflar. Koszty budowy „turbinki” są jednak znacznie wyższe niż tradycyjnego ronda – z ok. 3 milinów rosną do 6.
Przy okazji tej prezentacji rozgorzała – nie wolna od obaw (zgłaszanych zarówno przez część radnych, jaki i przez burmistrza Grzegorza Watychę) – dyskusja na temat zagwarantowanych porozumieniem z poprzedniej kadencji zobowiązań miasta wobec inwestora galerii i praw obu stron.
Inwestorzy chcieli przypomnieć i uświadomić nowemu samorządowi, że zwłoka w rozpoczęciu inwestycji – spowodowana brakiem zgody poprzedniej Rady Miasta na przejęcie w zarządzanie odcinka „zakopianki” podczas budowy ronda – naraża ich na wymierne i rosnące straty.
Turbinka – przepustowa i bezpieczna
Przyjechali do Nowego Targu kilkuosobową ekipą – z prezesem Zbigniewem Głowackim, projektantami i prawnikiem. Prośbę o możliwość wystąpienia na pojedzeniu komisji komunalnej złożyli w piątek, w poniedziałek przewodniczący Andrzej Rajski dopuścił ich do głosu.
– Koncepcja uzgodniona z Generalną Dyrekcja to efekt prac projektowych, które uwzględniały uwagi, analizy, uzyskane zgody i konsultacje społeczne – zaznaczał prezes Głowacki.
Projektant natomiast rekomendował coraz częściej stosowane na polskich drogach rondo w formie turbiny jako rozwiązanie, które pozwala spełnić wysokie wymogi przepustowości i bezpieczeństwa:
– Jest to rozwiązanie czytelne, zaakceptowane przez zarządcę drogi. Inwestor wykona także zatoki postojowe dla autobusów MZK. Zjazdy zostały zaprojektowane zarówno na terenie miasta, jak i gminy Szaflary. Ze względu na koncepcję i zastosowaną technologię chcieliśmy, żeby w ramach zawartej wcześniej umowy drogowej było to realizowane przez miasto. Ponieważ jednak zdajemy sobie sprawę, że samorząd nie ma doświadczenia w takich inwestycjach, ewentualnie możemy przekazać środki na prowadzenie nadzoru inwestorskiego.
Zobowiązania stron
Tu przypomnijmy, że gdyby miasto – uchwałą Rady – zdecydowało się przejąć od GDDKiA odcinek „zakopianki” w zarządzanie na czas budowy ronda, inwestor (czyli spółka Nowotarska) jeszcze przed rozpoczęciem prac ma zdeponować odpowiednią kwotę na wskazanym koncie, tytułem zabezpieczenia i gwarancji, że samorząd nie zostanie bez środków na tę inwestycję.
Przypomnijmy również, że 23 kwietnia ubr. została zawarta umowa „drogowa” między inwestorem a miastem. Jej zawarcie leżało w kompetencjach burmistrza. Natomiast w czerwcu ubr. miało dojść do zawarcia porozumienia w sprawie przejęcia odcinka „zakopianki”. Obawy Rady przesądziły o tym, że jednak nie zostało ono podpisane.
Czemu nie Generalna Dyrekcja?
Do tych obaw wrócił radny Paweł Liszka, oświadczając:
– Urząd Miasta nie jest logistycznie przygotowany, żeby taką inwestycję na drodze krajowej prowadzić. My przypuszczaliśmy, że powinna się jej podjąć Generalna Dyrekcja. Poza tym nie znaliśmy treści umowy. Teraz są nowi radni, którzy jeszcze mniej od nas wiedzą o tej sprawie.
– Rozmowy z Generalną Dyrekcją wciąż trwają, ale dzielenie inwestycji na część gminną i krajową nie ma sensu – wyjaśniał prawnik spółki Nowotarska. – Trudno, żeby Generalna Dyrekcja była zainteresowana budową drogi gminnej.
Bez spec-ustawy – ani rusz…
Jeszcze jeden ważny aspekt tej sprawy podniósł burmistrz Grzegorz Watycha:
– Problem w tym, że – chcąc budować rondo – trzeba wejść ze spec-ustawą drogową. Innego dobrego rozwiązania nie mamy. Inwestycja wiąże się z wejściem na tereny prywatne, a takie rozwiązanie może narazić miasto na procesy. Poza tym spec-ustawa też nie załatwia sprawy w dwa miesiące. To znacznie dłuższa procedura.
W tym momencie dyskusji prezes Głowacki uznał za stosowane przypomnieć, czemu w ogóle inwestorska spółka pojawiła się w mieście:
– To uchwalony przez państwa plan pozwalał na takie zagospodarowanie tych terenów – przypomniał radnym. – Uchwalając plan zwróciliście uwagę na bezpieczeństwo na „zakopiance”. Znalazł się w planie zapis, że połączenie drogowe trzeba przebudować. Realizując plan, wykonujemy więc zadanie ciążące na władzach miasta. My, jako inwestor, mamy możliwość partycypowania w budowie drogi gminnej tylko przez spec-ustawę. Oczywiście najchętniej nie inwestowalibyśmy 6 milionów, poprzestając na takim rozwiązaniu, jakie jest. Ale jesteśmy też zainteresowani, żeby nasza inwestycja nie była zlokalizowana tam, gdzie jest najwięcej stłuczek i wypadków. Dajemy więc miastu szansę, aby za prywatne środki zrealizowało plan. Teraz chodzi o to, żeby realizacja drogi gminnej i krajowej mogła przebiegać w tym samym czasie.
Tylko jeden przeciwny
Wskazywał też prezes na efekt konsultacji z właścicielami przylegających do inwestycji terenów: znaczna ich część jest zainteresowana bezpiecznym skomunikowaniem drogi gminnej z krajową i spółka dysponuje ich oświadczeniami na piśmie. Jeden z posiadaczy gruntów nie godzi się natomiast na planowane rozwiązania.
– Inwestycję blokuje tylko jeden sprzeciw – potwierdzał Wojciech Watycha – zastępca naczelnika wydziału gospodarki nieruchomościami i planowania przestrzennego w Urzędzie Miasta. – Właściciel gruntu złożył skargę na plan miejscowy, Rada tę skargę odrzuciła, więc skierował sprawę do sądu. Sąd również skargę odrzucił. Teraz los prawy zależy od ewentualnej kasacji.
Kto zapłaci odszkodowania
– Rzeczywiście trzeba się liczyć, że któraś z osób nie zgodzi się z wartością odszkodowania i po procesie może ona zostać zwiększona – przyznał prezes Głowacki. – Jesteśmy również przygotowani, żeby miasto nie ponosiło kosztów odszkodowań.
– Mamy umowę, która wiąże inwestora z miastem i przesądza, że wykonanie musi się odbyć w drodze spec-ustawy – zaznaczał prawnik spółki. – W umowie jest zapisane, że uchwała o przejęciu odcinka drogi krajowej na czas inwestycji zostanie podjęta. Dlatego prace projektowe idą. I nie są one tanie…
– Ta umowa rodzi zobowiązania po naszej stronie – przyznał przewodniczący Rady, Janusz Tarnowski. – Dobrze, że nowe rozwiązanie zostało zaprezentowane, bo były obawy o zatkanie „zakopianki”, o skutki porozumienia między inwestorem a miastem, także o stosunek do gminy Szaflary. Teraz burmistrz musi przeanalizować, czy zapisy są dla nas bezpieczne.
Również przewodniczący komisji, Andrzej Rajski, podkreślał, że spotkanie z radnymi służyło na razie tylko przedstawieniu koncepcji, a reszta zobowiązań wynikających z umowy wymaga zastanowienia.
Inwestorowi się spieszy
Inwestorska spółka jednak nie ma wiele czasu – tym bardziej że sezon budowlany zbliża się szybko.
Prezes Głowacki chciał natomiast zwrócić uwagę na interes inwestora, którego już sporo kosztował etap przygotowawczy:
– Generalna Dyrekcja zleciła spółce przeprowadzenie badań ruchu w najbardziej niekorzystnym okresie roku, czyli w ostatni weekend sierpnia. Nowe rozwiązanie komunikacyjne takie natężenie ruchu uwzględnia. Dlatego budowa ronda podrożała o 3 miliony. Na całą inwestycję właściciele zablokowali kilkadziesiąt milionów zł. Te środki leżą, a my nie możemy już przeciągać sprawy, bo czekaliśmy półtora roku i ponosimy straty, które na dziś przekraczają 3 miliony zł. Do tego dochodzi 6 milionów na budowę ronda, co daje w sumie prawie 10 milionów.
Burmistrzowi i radnym nie pozostawało nic innego, jak przyjąć do wiadomości te argumenty.
Fot. Anna Szopińska