TATRY. To była pracowita sobota dla ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Niestety turyści po raz kolejny zignorowali ostrzeżenia toprowców o złych warunkach panujących w Tatrach. Mogło dojść do prawdziwej masakry.
Ratownicy TOPR musieli interweniować trzykrotnie. Aż dziw, ale na szczęście nie doszło do tragedii. Jednak po raz kolejny turyści popisali się bezmyślnością i ignorancją w stosunku do warunków panujących w Tatrach.
– Przed południem ratownicy musieli interweniować na Krzyżnym – relacjonuje wydarzenia dnia Bartłomiej Stoch – Michna , ratownik dyżurny TOPR. – Po pomoc zadzwonił turysta, który bez sprzętu nie potrafił zejść na dól. Pomagało mu w tym dwóch ratowników.
Niedługo potem doszło do kolejnej interwencji, tym razem z użyciem śmigłowca. Turyści powiadomili bowiem ratowników, że widziano jak e rejonie Świnicy ze szlaku spadł człowiek.
– Okazało się to prawdą – mówi dyżurny. – Potrzeba była interwencja śmigłowca. Ratownicy desantowali się na miejsce wypadku w bardzo trudnych warunkach, wiał silny wiatr. Okazało się, że turysta ma złamaną nogę i rękę. Został przetransportowany do szpitala.
Po godzinie 15 doszło do kolejnego wypadku. Na Zmarzłą Przełęcz udała się ośmioosobowa grupa turystów. Nie wszyscy byli odpowiednio wyposażeni do zimowego wyjścia w wysokie góry. Jeden z turystów spadł ze szlaku. Na ratunek wystartował śmigłowiec TOPR.
– Niestety warunki w Tatrach były bardzo ciężkie, śmigłowiec więc jedynie zostawił ratowników na miejscu wypadku – mówi Stoch – Michna. – Zaraz potem musiał wracać na lądowisko. Na szczęście osoba, która spadła, przeżyła jednak doznała ciężkich obrażeń m.in. miednicy. Była też wychłodzona.
Jak dodaje dyżurny, sprowadzanie turystów ze szlaku trwało do późnych godzin nocnych.
Ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego po raz kolejny apelują do turystów, by dobrze przygotować się do górskich wypraw. W Tatrach panują zimowe warunki. Szlaki są oblodzone, w dodatku wieje silny wiatr. O wypadek nietrudno, dlatego lepiej planować wyjścia w doliny lub przynajmniej tylko do schronisk.