ZAKOPANE. Tylko pięciu portrecistów i pięciu karykaturzystów może legalnie pracować na Krupówkach. Władze stolicy Tatr nie wydały więcej zgód na prace artystów ze względów bezpieczeństwa. Nie wszystkim się to podoba.
Zdenerwowania nie ukrywa Maciej Wojak, radny Zakopanego, przewodniczący Komisji Kultury. Nie rozumie, dlaczego niegdyś na Krupówkach malować mogło kilkunastu artystów, dziś te miejsca są limitowane.
– Artyści są na tej ulicy obecni od 23 lat – mówi. – Tworzą klimat Zakopanego. Ich praca jest bardzo ważna dla kultury. Dzięki ich obecności ludzie mogą się osobiście spotkać z twórcami sztuki.
Jak zaznacza, miasto nie ma prawa limitować miejsc dla artystów na jednej z najbardziej rozpoznawalnej ulic kraju.
Tymczasem władze Zakopanego zapewniają, że decyzja o wyznaczeniu pięciu miejsc dla portrecistów i pięciu dla karykaturzystów, podyktowane są względami bezpieczeństwa. Krupówki bowiem, wbrew obiegowej opinii, nie są deptakiem, ale drogą publiczną, nad którą zarząd sprawuje burmistrz miasta.
– Od lat walczymy o ład na Krupówkach – mówi Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. – Dużo nam się udało, niestety nadal dostajemy informacje od mieszkańców, że ulice tę trzeba porządkować. Muszę też umożliwić na niej ruch, przede wszystkim pieszy. Tymczasem dostaję ponad 70 wniosków o zajęcie pasa drogowego przez artystów różnej profesji. Aż tylu miejsc nie ma.
Oznacza to, że turyści nie zrobią sobie zdjęcia ani z mimem, ani nie posłuchają muzycznych grajków. Ci bowiem pozwolenia na pracę na Krupówkach nie dostaną.
– Wybraliśmy portrecistów i karykaturzystów dlatego, że ich praca nawiązuje do przedwojennej, kulturalnej tradycji Zakopanego – wyjaśnia Solik.