NOWY TARG. Mediacje, jak się okazuje, to nieco abstrakcyjny termin na Podhalu. Mimo, iż przez tydzień dyżury pełnili prokuratorzy, sędziwie, kuratorzy sądowi, a nawet mediator zawodowy, chętnych do skorzystania z ich wiedzy można policzyć na palcach jednej ręki…
– Nikt nie zgłosił się u nas z konkretnym zapotrzebowaniem – wyjaśniał prokurator Zbigniew Gabryś, zastępca Prokuratora Rejonowego w Nowym Targu. Także w sądzie było niewiele osób podczas dyżuru mediatora zawodowego. Pojawiły się zaledwie dwie osoby, jednak ich sprawy były innego, niż mediacje kalibru…
Dlaczego, mimo, iż przez tydzień czekano na osoby chcące skorzystać z porad, tak mało ich przyszło do sądu i prokuratury?
Zdaniem prokuratora Zbigniewa Gabrysia, jest tak z prostego powodu. Mediacje dotyczą konkretnych sytuacji, gdy dana osoba, osoby chcą polubownie i bez sądu załatwić spory, także natury rodzinnej. Niestety nie wszyscy rozumieją o co chodzi w mediacji…
– To tymczasem zagadnienie o charakterze abstrakcyjnym. Zastanawiamy się „co by było, gdyby coś…”. Mediacje są potrzebne więc w określonej sytuacji. Są bowiem osoby, które wolą uniknąć sądu, dogadać się… – Mogą to zrobić podczas mediacji, a mediator ma dopilnować, aby żadna ze stron nie została pokrzywdzona – wyjaśnia prokurator. Np. dana kobieta, chce aby jej mąż zaprzestał hazardu, zamiast iść do sądu daje swoje warunki, przedstawiane są podczas mediacji. Ktoś doświadcza przemocy w rodzinie, podczas mediacji może np. zarządać wyprowadzenia się tej osoby z domu… Ktoś komuś nawet przypadkiem ściął drzewo w jego lesie, zamiast od razu sprawę kierować do sądu, można podczas mediacji ustalić warunki zadośćuczynienia wyrządzonej szkody.
Prokurator podkreśla, że mediacje jest to o tyle dobrą formą, że jej wynik akceptują organy sprawiedliwości przy wyrokowaniu. – Sąd może wówczas warunkowo umorzyć postępowanie – mówi prokurator.