PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z urodzonym w Zakopanem, a wychowanym w Lipnicy Małej 20 letnim Dominikiem Kościelniakiem, który udanymi występami najpierw w grupach młodzieżowych Wisły Kraków, a dziś w pierwszoligowej drużynie Chrobry Głogów powoli „puka do bram” polskiej ekstraklasy.
W rodzinnej Lipnicy Małej esteś już ponoć rzadkim gościem...
– No niestety. Rzadko bywam ostatnimi czasy w domu. Piłka pochłonęła mnie całego. To jej wszystko podporządkowałem. Wierzę, że to poświęcenie w przyszłości zaprocentuje i w jakimś stopniu pozwoli mi wynagrodzić te wszystkie lata spędzone poza domem. Już w wieku 13 lat przeniosłem się do Krakowa. Prze 3 lata chodziłem do jednego z Gimnazjum w Nowej Hucie. Następne 3 lata spędziłem na Bronowicach w tamtejszej Szkole Mistrzostwa Sportowego.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z piłką?
– Jak chyba każdy młody chłopak z początku uganiałem się za piłką na podwórku. Potem trafiłem do Orawy Jabłonka do trener Jazowskiego. I tak się zaczęło. Spodobało mi się. Szybko zrozumiałem, że piłka to to co chcę w życiu robić. Podczas szkolnych zawodów dotarliśmy aż do finału na szczeblu województwa małopolskiego. Wtedy pojawiła się też propozycja z Sandecji Nowy Sącz. Ja jednak wybrałem inny kierunek.
Była nim krakowska Wisła…
– Zdobyłem numer telefonu do trenera trampkarzy młodszych Marka Gója. Zadzwoniłem, porozmawialiśmy i dostałem zaproszenie na testy. Początki były szalenie ciężkie. Mocno odstawałem od chłopaków, którzy w Wiśle byli już dłuższy czas. Trochę czasu minęło zanim zdobyłem zaufanie trenera i innych zawodników. W pierwszym roku rzadko dostawałem szansę gry. Jak już wchodziłem na boisko to na ogół na kilka ostatnich minut. Z czasem zaczęło się to zmieniać. Jak już wywalczyłem sobie miejsce w podstawowym składzie to go nie oddałem.
W 2014 Wisła – w której odgrywałeś kluczową rolę – sięgnęła po tytuł Mistrza Polski Juniorów. W meczu finałowym pokonaliście 10:0 Cracovię, co bardzo głośnych echem odbiło się w całym kraju…
– Finał z Cracovią to było dla każdego z nas olbrzymie wydarzenie. Wiadomo, derby. Poza tym wiedzieliśmy, że z trybun obserwować nas będą m.in. trenerzy ze sztabu pierwszego zespołu. Nie trzeba było nas jakoś specjalnie motywować. To był dwumecz. Pierwsze spotkanie był bardzo wyrównane. Wygraliśmy wtedy 2-1 (Kościelniak zdobył jedną z bramek – przyp. mz), ale czuliśmy duży niedosyt. Przed drugim meczem ciśnienie jeszcze urosło. Stanęliśmy na wysokości zadania. Sam do dzisiaj nie wiem jak zdobyliśmy tych 10 bramek. Wszystko nam wychodziło, nikt w tym dniu nie mógł nas zatrzymać. Po pierwszej połowie prowadziliśmy 4:0, ale to nas nie zadowalało. Z trybun słyszeliśmy śpiew naszych kibiców: „cztery to za mało, by Cracovię zabolało”. W drugiej połowie dołożyliśmy więc 6 kolejnych. Wynik poszedł w świat.
Ten mecz miał być trampoliną do dalszej kariery w Wiśle. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna…
– No niestety, nie wszystko poszło w tym kierunku o jakim każdy z nas sobie marzył. Z początku wszystko dobrze się układało. Byłem nawet na zgrupowaniu z pierwszym zespołem. Głęboko wierzyłem że dostanę szansę debiutu. Niestety Franciszek Smuda, który wówczas był trenerem Wisły, jakoś nie był zwolennikiem stawiania na młodych zawodników. Szybko zrozumiałem, że aby nie stać w miejscu muszę rozglądać się za nowym klubem.
Wybrałeś Chrobrego Głogów…
– Po raz pierwszy Chrobry skontaktował się ze mną po pierwszym spotkaniu finałowym CLJ z Cracovią. Zadzwonił trener Mamrot i powiedział, że jest mną zainteresowany. Długo się nie zastanawiałem. W końcu lepiej grać na zapleczu ekstraklasy niż w trzecioligowych rezerwach. Najpierw trafiłem do Głogowa na zasadzie półrocznego wypożyczenia. Potem przedłużono je o kolejne pół roku, aż wreszcie definitywnie stałem się zawodnikiem tego klubu. Dziś na pewno nie żałuje, choć na pewno mały żal w sercu pozostał, bo od zawsze marzyłem by to w Wiśle, w której tak naprawdę się wychowałem, zadebiutować w ekstraklasie.
Z minionej rundy jesiennej jesteś zadowolony? Zagrałeś w 18 meczach, z których 6 rozpoczynałeś w podstawowym składzie. Spędziłeś na boisku 1319 minut. Gola nie zdobyłeś, ale zaliczyłeś dwie asysty…
– Trochę doskwierały mi urazy mięśniowe. Generalnie nie była to dla mnie zła runda, choć same statystyki nie powalają, a to jest kluczowa sprawa zwłaszcza na pozycji pomocnika. Ciężko pracuję nad tym aby to poprawić. Mam nadzieję, że wiosną będą tego efekty. Marzy mi się ekstraklasa, a może nawet coś więcej. Czas pokaże czy uda mi się to zrealizować.
Zainteresowanie Twoją osobą wyrazili też m.in. trenerzy młodzieżowych reprezentacji. W październiku znalazłeś się w gronie powołanych na konsultację kadry u-21…
– Tak, ale tylko na liście rezerwowej i ostatecznie w konsultacjach nie wziąłem udziału. Było to jednak na pewno dla mnie spore wyróżnienie i sygnał, że ktoś bacznie mnie obserwuje.
Rozmawiał Maciej Zubek