NOWY TARG. Magia osoby działa – czytelnia Miejskiej Biblioteki wypełniła się publicznością – głównie damską, gdy zawitali w jej progi Danuta Grechuta i Jakub Baran z książką o życiu kultowego muzyka, wokalisty, ale też poety i malarza.
„Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty” taki jest tytuł grubej pozycji, bogato ilustrowanej zdjęciami z domowego archiwum. A wybór miejsca na promocję książki nie był przypadkowy – wszak to na scenie nowotarskiego MOK-u artysta występował wielokrotnie i był gorąco oklaskiwany, z Nowego Targu pochodzą przyjaciele jego studenckich i późniejszych lat, z którymi zakładał kabaret i grupę muzyczną „Anawa” – Jan Kanty, Ziemowit i Michał Pawluśkiewiczowie.
Bo cała muzyczna kariera Marka Grechuty miała swoje początki w międzyuczelnianym kabarecie z trzonem w osobach studentów wydziału architektury Politechniki Krakowskiej. O tych romantycznych latach barwnie potrafił opowiadać również Jan Kanty Pawluśkiewicz. Ale w dobie wielkiej płyty i szarych bloków zawód architekta nie dawał możliwości rozwinięcia skrzydeł. Młodych i kreatywnych pociągnął więc kabaret, ewoluujący ku grupie muzycznej. Ta grupa, wierna Krakowowi i jego klimatom, przeszła do legendy. Jako nastolatkowie dołączyli do niej Zbigniew Wodecki i „prześliczna wiolonczelistka”, potem żona Michała Pawluśkiewicza.
– Żyłam sobie w cieniu męża i było mi cieplutko… – zwierzała się na autorskim spotkaniu pani Danuta. – Ale przyjaciele i dziennikarze nie dawali mi spokoju, zwłaszcza w kolejne rocznice śmierci Marka.
Jakub Baran – dziennikarz radiowy – zjawił się w domu państwa Grechutów w pierwszą rocznicę śmierci i był tym, który „zadawał niestandardowe pytania”. Dziś jest współautorem książki o artyście, o miłości, o jego życiu prywatnym. Pełnej ciekawostek i anegdot. Nie była w stanie napisać jej sama pani Danuta, śmierć męża wciąż przeżywając jako zbyt wielką traumę.
Z kart książki można poznać również i cienie scenicznej popularności, dowiedzieć się, że długie lata życia wziętego muzyka „przebiegały w ciągłych kryzysach” i wątpliwościach; że Danuta i Marek Grechutowie doświadczali mnóstwa absurdów polskiej realności.
Miłośnicy urokliwych piosenek nie wiedzieli przecież, że dopiero sąd, w 2000 r., musiał rozstrzygnąć, że Marek Grechuta jest muzykiem, bo ZUS nie chciał mu przyznać emerytury w wieku 60 lat, twierdząc, że jest literatem…
– Wszyscy zapamiętali go jako romantycznego, delikatnego uwodziciela mówiącego piękne słowa do kobiet swoich marzeń – zaobserwowała żona. – A w życiu – lubił „wkręcać” i wpuszczać” ludzi. Czasem musiałam na ulicy znosić jego wygłupy. Rozpoznany przez kogoś, potrafił np. udawać kulawego. Albo że jest robotnikiem i grzebie przy murze…
W kożuchu kupionym na Syberii, uszytym z futer wszystkich tamtejszych zwierząt, muzyk zrobił sobie tylko zdjęcie, ale chodzić w nim już nie zdołał, bo taki był ciężki.
Około 150 skomponowanych piosenek, ok. 2,5 tysiąca występów, mnóstwo dalekich podróży – i do USA, i na Syberię. Taki jest bilans dokonań Marka Grechuty – jednej z najciekawszych, najbardziej oryginalnych osobowości polskiej sceny muzycznej, artysty rzeczywiście renesansowego w swoich wielu uzdolnieniach. Jednak najtrafniej opisał jego postać i sztukę inny poeta, zarazem przyjaciel, Leszek Aleksander Moczulski: „Marek to tajemnica, tęsknota i subtelność”.