NOWY TARG. – Dawno malarstwo nie zachwycało mnie tak bardzo!.. – wyznała głośno jedna z bywalczyń Galerii BWA „Jatki” po otwarciu wystawy „Portrety”. Sprawczyni tych znakomitych olejnych obrazów, Barbara Piszczór, jest malarką po krakowskiej Akademii. Wyszła z pracowni takich sław jak prof. Stanisław Rodziński i prof. Jacek Waltoś. Po czym wróciła do rodzinnego Suchego, żeby tworzyć, zarażać uczniów rozmiłowaniem w sztukach plastycznych i nasączać płótna swoimi uczuciami, utrwalać na nim świat bliski, najbliższy, serdeczny.
Dlatego
wernisaż w
Galerii „Jatki”
był wyjątkowo
tłumny,
nowotarsko
-zakopiański.
Tym, co wyróżnia
płótna Barbary
Piszczór,
są przede
wszystkim
rozmach,
kolorystyczna
śmiałość, mocne
pociągnięcia
pędzla widoczne
w śladach
gęstej farby
Walory jej obrazów to również świetna, ale bardzo naturalna kompozycja i uderzająca trafność rysunku. Artystka nie boi się ostrości widzenia ani szczerej, instynktownej ekspresji. U niej pejzaż czy portret zdumiewają przejrzystością. W pejzażach osiąga to przez wyrazistość barw, a wizerunki są tak prawdziwe, że widz dostaje od razu portret psychologiczny przedstawianej postaci. Dzięki temu jakby mógł zajrzeć jej w duszę.
Portrety z pozoru niedokończone to równie znakomite dzieła – podkreślające, co jest w nich najważniejsze i pierwszoplanowe. Bo artystka z Suchego – chociaż wychodzi spod jej reki i pędzla ogrom prac – maluje wciąż to samo, czyli „rzeczy fundamentalne”: tajemnicę istnienia, przemijania, miłości, samotności, tęsknoty, uosobioną w jej najbliższych, krewnych, przyjaciołach, sąsiadach, widokach z okna, z podwórka; w znajomych domach. Obraz zawsze opatruje szczerym, niewyszukanym tytułem, np. Ja i Józek.
Równie fundamentalne zadaje pytania: skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy.
W tym malowaniu znajduje swoją wolność – bo może tworzyć własny świat według własnych upodobań – dotyka niepoznawalnego, nadaje kształt przeczuciom i wyobrażeniom. Obrazami wyraża siebie, określa swoją kondycję.
– Powiedzcie znajomym, że mamy tu wspaniałą wystawę! – zachęcała Ania Dziubas, szefowa Galerii.
Portrety Barbary Piszczór rzeczywiście urzekają i poruszają. To nie jest bowiem sztuka wydumana, ale do głębi prawdziwa.