Magiczny taniec światła, kształtów i kolorów

Ojciec i córka Fot. Anna SzopińskaNOWY TARG. Trudno powiedzieć, co podczas tego pokazu hipnotyzowało bardziej – elektro-akustyczne dźwięki porównywalne z naszym wyobrażeniem o kosmicznej muzyce sfer czy trójwymiarowy obraz wielobarwnych, tańczących kształtów na ekranie bardzo specyficznym, bo w formie prostopadłościanu utkanego z półprzejrzystych nitek.

Bohaterka wieczoru - Marysia Fot. Anna SzopińskaGdyby wJurka Olbrychtowicza opowieść sprzed 30 lat Fot. Anna Szopińska galeryjnym Oczarowana publiczność Fot. Anna Szopińskawnętrzu nagle Pokaz i koncert w nowojorskim Planetarium (ze slajdu)zapalićRzeźby świetlne Fot. Anna Szopińska światło – prysnąłby Fot. Anna Szopińskaczar, ale dopóki Fot. Anna Szopińskasłychać byłoFot. Anna Szopińska muzykę, w Fot. Anna Szopińskarytm którejFot. Anna Szopińska przenikałyFot. Anna Szopińska się, nasycały Fot. Anna Szopińskabarwą i bledły Fot. Anna Szopińskaprzestrzenne figury, falujące płaszczyzny, świetliste deszcze – magia trwała.

Po dorocznej wystawie Prezentacje Nowotarskie, po urodzinowym koncercie „Oczko do Przyjaciół” w Szkole Muzycznej ostatnim już punktem świętowania 21. rocznicy powstania Galerii „Jatki” było spotkanie z cyklu „Mam Wam coś do powiedzenia”. Tym razem Jerzy Olbrychtowicz z córką Marysią (studentką II roku krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych) postanowili zaprezentować spektakl „Rzeźby świetlne”.

Miało to czarowne widowisko i sentymentalny rys, bo projekt „Rzeźby świetlne” Jurek Olbrychtowicz – współtwórca Galerii „Jatki” i wierny uczestnik dorocznych wystaw miejscowego środowiska – realizował już w latach 1982 – 84, w USA. W plenerze i nowojorskim Hayden Planetarium, wspólnie z żoną Teresą, uzyskując dzięki temu pomysłowi stypendium ministra kultury i sztuki. Nowotarski artysta eksperymentował tak, gdy techniki 3D i hologramy nie były jeszcze powszechnie znane ani wykorzystywane w sztuce.

– To była dla mnie przygoda życia… – mówił.

Jurkowi Olbrychtowiczowi przypada więc ten pionierski laur w zastosowaniu wielofalowego obrazu interferencyjnego dla uzyskania trójwymiarowych efektów. Za oceanem służył mu do tego projektor i wielki słup – prostopadłościan o kwadratowej podstawie. Taki sam ekran – złożony z półprzejrzystych nici przeciągniętych gęsto między otworkami w dwóch kwadratach z pleksi, dostosowany do gabarytów pomieszczenia – przygotował i teraz, też z pomocą żony. A córka Marysia specjalizuje się właśnie w plastycznych animacjach komputerowych. Oboje prezentowali „jatkowej” publiczności dwie kompozycje: „Pieśń chwały” i „Santoria”.

W USA Jurek Olbrychtowicz współpracował z brazylijską kompozytorką Jocy de Oliviera, łącząc różne elementy sztuk wizualnych z muzyką elektro-akustyczną. Te same dźwięki brzmiały podczas zadziwiającej projekcji w galeryjnym wnętrzu.

Odczarowały natomiast widzów slajdy z wyścigu bojerów, bo oboje – ojciec i córka – to zapaleńcy sportów wodnych, zwłaszcza żeglarstwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *