Ludzie podhalańskiej piłki. Autorytet wśród sędziów

IMG 2043

PIŁKA NOŻNA. Zna go każdy kto „siedzi” w podhalańskiej piłce. Jak nie zetknął się z nim na boisku, to na pewno w biurze Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej. Kto jest tym razem naszym bohaterem? To Bogusław Górnik. Postać niezwykle ceniona i szanowana w środowisku.

Urodził się w 1965 roku w Białce Tatrzańskiej, ale jego rodzinny dom mieści się w Czarnej Górze. Tam właśnie mieszkał do 23 roku życia, kiedy to przeprowadził się do Bukowiny Tatrzańskiej, w której żyje do dzisiaj.

Jego dzieciństwo przypadło w złotym okresie polskiej piłki reprezentacyjnej. Miał 7 lat gdy „Orły Górskiego” sięgnęły w po złoty medal Igrzysk Olimpijskich w Monachium, a dwa lata później wywalczyły 3 miejsce na Mistrzostwach Świata w Niemczech Zachodnich.

– Wiadomo, wtedy każdy młody chłopak na podwórku wcielał się w postać Grześka Lato, Kazimierza Deyny czy Andrzeja Szarmacha. Nie inaczej było ze mną. Od wczesnego ranka do późnego wieczora uganialiśmy się za piłką. A potem wszyscy siadaliśmy przed telewizor i z zapartych tchem oglądaliśmy mecze z udziałem naszej reprezentacji.

gornik

Swoją przygodę z piłką ligową rozpoczął późno, bo w wieku 15 lat. Został zawodnikiem nieistniejącego już dzisiaj LSZ Rzepiska, które nie miało nawet boiska i korzystało z tego w Jurgowie. Potem przeniósł się do Granitu Czarna Góra, a następnie do Zbójnika Bukowina Tatrzańska, gdzie przez jakiś czas pełnił nawet rolę grającego prezesa.

– Zbójnik to był taka wizytówka gminy. Trafiali tam najlepsi zawodnicy z okolicznych miejscowości. Taką ikoną tego klubu był wtedy Stasiu Goryl „Sołtys”, który potem przeniósł się do Porońca Poronin.

W 1985 roku otrzymał powołanie do wojska. Zaczął w Szkole Podoficerskiej Kłodzku, a następnie służył w Brygadzie WOP w Nowym Sącz. Z piłką miał jednak cały czas kontakt.

– Reprezentowałem najpierw Start Nysę Kłodzką a potem Dunajca Nowy Sącz. Szczególnie w Nowym Sączu piłkarze mieli „fory” u kpt. Górszczyka, który był wielkim miłośnikiem futbolu i przymykał oko na nasze wyjazdy na mecze.

W 1987 roku po odbyciu służby wojskowej zaliczył jeszcze kilka występów w Zbójniku, po czym zimą przeniósł się do SN PTT 1907 Zakopane, które wówczas było wizytówką podhalańskiej piłki.  Jak sam mówi to był jego najlepszy czas w zawodniczej karierze, uwieczniony zdobyciem Pucharu Podhala.

Puchar Polski 1994 wręczanie

– Finał był w Nowym Targu. Graliśmy z Jordanem Jordanów. Jak się nie mylę, wygraliśmy 3:2. Tak się złożyło że pełniłem wtedy role kapitana. Pamiątkowy Puchar odebrałem z rąk ówczesnego prezesa PPPN Jacka Sikory i prezesa Kolegium Sędziów Kazia Włosińskiego. Wtedy jeszcze nie przypuszczałem, że w przyszłości nasze drogi się skrzyżują.

Po rozpadzie sekcji piłkarskiej w SN PTT 1907 Zakopane, Górnik przeniósł się do Watry Białka Tatrzańska. Trafił do mocnej drużyny z zawodnikami pokroju Jacka Kaima i Marka Podsiadło. Już wtedy rolę zawodnika dzielił z rolą sędziego. Parę lat potem był już tylko sędzią.

– Namówił mnie do tego Kazimierz Włosiński, z którym pracowałem w Cepelii. Mówił, że 31 lat to już pora bym jako zawodnik ustąpił miejsca młodszym, a poświęcił się pracy sędziego. Posłuchałem go. Jako zawodnik grałem jeszcze chwilę w ligach zakładowych w Nowym Targu czy Zakopanem, a potem już tyko przy okazji turniejów sędziowskich.

gornikzak

Błyskawicznie piął się po kolejnych szczebelkach. Pierwszym poważnym egzaminem były dla niego trzecioligowe derby Rzeszowa między Resovią, a Stalą rozgrywane przy wypełnionych po brzegach trybunach.

– Jackowi Sikorze coś wypadło i nie mógł jechać na ten mecz. Kaziu Antolak wziął właśnie mnie. On był jako główny, a ja razem z Jackiem Włosińskim byliśmy na linii. Mecz toczył się w napiętej atmosferze. Pełno policji dookoła. Obyło się na szczęście bez incydentów. A sam mecz zakończył się remisem 1:1

Łącznie przez 15 lat sędziował w 1567 spotkaniach na różnych szczeblach. Nie sposób wszystkich zapamiętać, ale kilka z nich szczególnie zapadło mu w pamięć.

– Raz było mi dane sędziować finał Pucharu Polski na szczeblu okręgu. Glinik Gorlice grał z Sandecją Nowy Sącz. 3 razy przerywałem to spotkanie ze względu na zamieszki między kibicami. Koniec końców udało się je jakoś dokończyć. Jakiś czas potem sędziowałem już ligowe spotkanie w Gorlicach. W drodze powrotnej zauważyliśmy że śledzą nas trzy samochody. To byli kibice, nie do końca wiem skąd. Zadzwoniłem na policję. Powiedziałem jaka sytuacja. Pokierowali nas gdzie mamy jechać. Dwa auta z kibicami zorientowały się o co chodzi i w porę zawróciły, trzecie wpadło w zasadzkę. Obok Glinika, także Zawada Nowy Sącz to był wyjątkowo dla mnie niewdzięczny zespół do sędziowania. Przestrzegano mnie przed tym klubem, ale na pierwszy mecz pojechałem na pewniaka. Szybko jednak się przekonałem, że to nie były słowa rzucane na wiatr. W trakcie meczu jeden z zawodników podszedł do mnie i powiedział, że nie wyjedziemy stąd, że nas połamią. Oczywiście opisałem to w protokole. Chciałem zadzwonić na policję, ale ówczesny prezes Zawady Antoni Ogórek zapewniał mnie, że do żadnych ekscesów nie dojdzie. Wsiadł nawet z nami do samochodu. Ledwo przejechaliśmy przez bramę a w naszą stronę poleciały kamienie. Jeden rozbił tylną szybę. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Parę miesięcy później Zawada grała ligowe spotkanie w Białce Tatrzańskiej. Miałem być tylko widzem, ale sędziowie nie dojechali i wyznaczono mnie do prowadzenia tego spotkania. Trenerzy i zawodnicy Zawady powiedzieli że w takiej sytuacji nie wyjdą na boisko. I nie wyszli. W myśl regulaminu należało ukarać ich walkowerem. Stało się inaczej. Mecz za jakiś czas powtórzono.
Ostatnim oficjalnym spotkaniem jaki sędziował był Finał Puchar Podhala między Lubaniem Maniowy, a Wierchami Rabka rozegrany 11 lipca 2010 roku na boisku w Ostrowsku.

– Tak naprawdę mógłbym sędziować do dzisiaj. Skończyłem bo był wtedy deficyt sędziów delegatów-obserwatorów. Ktoś musiał podjąć się tej roli, a chętnych nie było. Żałować nie żałuję. Te 15 lat w roli czynnego sędziego będę zawsze miło wspominał. To była fajna przygoda. Poza tymi pojedynczymi przypadkami na ogół wszędzie gdzie jechałem traktowano mnie z szacunkiem. Spotykałem się z dowodami sympatii i tak jest do dzisiaj. Zdarza się, że jeszcze wybiegnę na boisko z gwizdkiem, ale to bardzo okazyjnie, podczas jakiś uroczystości czy towarzyskich meczów.
Górnik 1

W 2008 roku stanął na czele Kolegium Sędziów Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej. Szefował mu – z sukcesami – przez kolejne dwie kadencje.

– Nie chciałbym żeby to wyglądało jak przechwałki, ale to był bardzo „owocny” czas. Nigdy wcześniej i nigdy później nasi sędziowie w takiej ilości nie wywalczyli awansów. Ale to nie wzięło się z przypadku. Przede wszystkim było z kogo wybierać. Jak tylko któryś zawodnik kończył karierę, jechałem i próbowałem zachęcić do kursu sędziowskiego. Reakcje były różne, ale w tamtych czasach mieliśmy po 20 kursantów, dzisiaj ledwie można 5 nazbierać. Bardzo dużą satysfakcję mam też z tego powodu, że zainicjowałem Halowy Turniej Sędziów im. Ryszarda Leśniaka, Kazimierza Włosińskiego i Pawła Bachula. To było w czasach gdy prezesem Podokręgu był Dariusz Mazur. On wtedy bardzo poparł tę moją inicjatywę. W tym roku mieliśmy już jego 15 edycję. Z roku na rok bijemy kolejne rekordy frekwencji. Doszło już nawet do tego, że musimy odmawiać niektórym zespołom z powodu braku miejsc.

W 2016 roku zrezygnował z roli przewodniczącego KS PPPN, co w środowisku wywołało duże zaskoczenie.

– Zaczęły się domysły, że może coś złego z moim zdrowiem. Nic jednak z tych rzeczy. Po prostu Jan Kowalczyk, prezes Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej, którego ja już wtedy byłem członkiem, złożył mi propozycję przewodniczącego Wydziału Gier, po tym jak z tej funkcji zrezygnował pan Franek Siuta. Zgodziłem się. To spore wyróżnienie i duża nobilitacja. Ciężko było odmówić.

Przez 6 lat zasiadał również w zarządzie Kolegium Sędziów w Krakowie.

Dzisiaj Górnik jest nie tylko przewodniczącym WG, ale też wiceprezesem Podhalańskiego Podokręgu Piłki Nożnej.

Maciej Zubek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *