ŁOPUSZNA. W ukochanej wsi ks. Tischnera znów zapachniało góralskim jadłem. Tego roku jednak najstarszy i najbardziej znany konkurs potraw regionalnych w Polsce nie przyciągnął aż tylu turystów. O ile bowiem imprezie „pod chmurką” z reguły towarzyszyła upalna pogoda, tak w niedzielne popołudnie rzęsisty deszcz kapał do misek.
Po kilkadziesiąt wcześniej wymyślnie nazywanych i z pietyzmem przygotowywanych specjałów przywiozło do Łopusznej szesnaście kół gospodyń wiejskich z całej rozległej nowotarskiej gminy. 40-osobową grupą, z Zaważnej Poruby w sercu liptowskiej kotliny, przyjechali ponadto słowaccy przyjaciele łopusznian, ze swoim starostą, tańcem, śpiewem, muzyką; w regionalnych strojach.
– Podhale – piękna kraina i żyją tu dobrzy ludzie – kłaniał się gospodarzom starosta z Liptowa.
Pod daszkami stoisk na placu przy Gminnym Ośrodku Kultury zastawiły stoły gospodynie z Ostrowska, Nowej Białej, Dębna, Długopola, Ludźmierza, Krauszowa, Krempach, Rogoźnika, Obidowej, Pyzówki, Harklowej, Gronkowa, Dursztyna, Szlembarku. Łopuszniańskich gaździn braknąć nie mogło, a swoje stoisko miały też gospodynie z Liptowa, w charakterystycznych białych czepcach ozdobionych koronką.
– Cieszmy się, że żyjemy w spokojnym kraju, że jesteśmy zdrowi i przy apetycie – pocieszała w rozdeszczone popołudnie Józefa Kuchta, gospodyni imprezy, szefowa GOK-u.
Oficjalnie otwarł 44. edycję wójt Jan Smarduch, w towarzystwie łopuszniańskiego sołtysa Kazimierza Dzigi, nie szczędząc słów uznania dla starań gospodyń. Ks. proboszcz Kazimierz Foltyn jadło poświęcił, gości pobłogosławił. Na dobry początek zaplanowanej aż do nocy imprezy potężną grupą wystąpili „Młodzi Śwarni”.
Do kosztowania takiej mnogości specjałów kolejny raz powołane były dwie trzyosobowe komisje, z udziałem podhalańskich degustatorów, ale też przedstawicieli Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Nowym Sączu. Z miskami i kubkami ruszyć do stoisk goście imprezy mogli dopiero po przejściu komisji.
Nawet dwa składy nie zdołałyby jednak spróbować wszystkich pyszności, które uwarzyły i przywiozły gaździny. Dlatego degustatorzy skupiali się na jadle tradycyjnym, przygotowanym według starodawnych receptur, ze swojskich produktów – tego, co wyhodowane w zagrodzie; tego, co urosło w polu, w lesie, w ogródku. A były to potrawy z „gruli”, marchwi, kapusty, grochu, bobu, szczawiu, maszczone swojskim masłem lub skwarkami, albo gotowane na serwatce; sery krowie i owcze, czyli to wszystko, co wiek temu z górą stanowiło podstawę wyżywienia górali. Do tego jednak dochodzą obecne góralskich stołach kiedyś tylko od święta różne rodzaje miąs: upieczone i zmyślnie przybrane kury i gęsi, golonki, żeberka, udźce, szynki, boczki, kiełbasy, kabanosy, kiszki. Drewniane korytka z mięsiwem i wędliną zajmują już teraz sporą część stołów. A do tego – najróżniejsze pierogi, grzybki na wiele sposobów, ciasta drożdżowe, ucierane, z owocami buchty i przekładańce.
A że góralska kuchnia rozwija się jak każda inna – nie brakło rozmaitości krokietów, naleśników, zawijańców, kolorowych jarzynowych półmisków, faszerowanych, opiekanych ziemniaków, nadziewanych papryk.
Osobna sztuka to aranżacja stołów, bo cała ta mnogość jadła wystawiana była w glinianych, polewanych misach, garnkach i dzbanach, na drewnianych żerdkach, kołkach, korytkach. Stoły zaścielane były haftowanymi obrusami albo kolorową, kwiecistą materią. Gaździny wieszały firaneczki i makatki z kuchennymi sentencjami. A wszędzie – pełno dzbanów z kwieciem, gałązkami, wonnym zielem. Lepszemu trawieniu służyły herbatki z ziół i owoców, fantastyczne nalewki w ozdobnych flaszach. Tak gaździny zasługiwały sobie na godziwe, jak zawsze, nagrody.
Oprócz tego, że wystąpili goście z Liptowa; że swoje programy przygotowały koła gospodyń – publiczność długo w noc zabawiały zespół „Lost in Dust” z Bytomia, kabaret „Koń Polski”, kapela „Hajlandery” i „Sprytni” z Krempach.
44. Konkurs Potraw Regionalnych
Fot. Anna Szopińska