PODHALE. Mimo wyjątkowo wczesnego tego roku terminu świąt, do Włoch udało się wyeksportować o 2 tysiące jagniąt więcej niż w roku ubiegłym. Liczba 12,5 tysiąca oznacza więcej niż jedną piątą pogłowia podhalańskich stad. Poświątecznego eksportu – w przeciwieństwie do minionych lat – tym razem już nie będzie.
Skupy na
Podhalu
prowadzone
były tylko w
dwóch spełniających warunki bazach. Jedną ma Regionalny Związek Hodowców Owiec i Kóz, drugą – Spółdzielnia „Gazdowie” w Leśnicy. Choć Wielkanoc przypadła jeszcze w marcu, jagnięta zdążyły osiągnąć preferowaną przez włoskich smakoszy wagę. Jest to przedział 9 – 14 kg, w którym mieściło się najwięcej sztuk eksportowego przychówku. W tym przedziale za kilogram żywca cena była taka sama, jak w ubiegłym roku – 10 zł i 6 gr. W przedziale średnim – 15 – 18 kg – hodowcy osiągali cenę 9 zł 5 gr, a za jagnięta największe – w przedziale 19 – 25 kg – 8 zł i 5 gr. To również stawki identyczne z ubiegłorocznymi i utrzymują się na tym samym poziomie od kilku lat.
Dyrektor biura Regionalnego związku, Jan Janczy, dysponuje podsumowaniem skupu, a wynika z niego, że z Podhala wyjechały 182 tony jagniąt. Łatwo oszacować, że w kieszeniach hodowców z Podhala zostało po przedświątecznym eksporcie ok. 1 miliona 900 tys. zł. Ale musieli się oni też postarać, żeby w przyspieszonym terminie jagnięta osiągnęły pożądana wagę.
– Zawiadamialiśmy baców odpowiednio wcześniej, kiedy rozpocząć stanówki – mówi dyrektor Janczy. – Patrząc na sztuki przywożone do skupu, trudno było uwierzyć, że tyle ważą, ale jednak – mięso było „ubite”, co świadczy, że jagnięta były mleczne, takie, na jakie we Włoszech popyt jest największy. Poza tym pasza ubiegłego roku była dobra i jest jej pod dostatkiem.
Większa liczba jagniąt wskazuje, że owczarska koniunktura jednak się poprawia. Na pewno spowodował to system dopłat, w wysokości aktualnie 25 euro do owcy-matki. Nie bez wpływu jest też popyt na oscypki i sery oscypkopodobne. Sytuację trudno porównywać do „złotych lat” siedemdziesiątych, ale gdy w ’86 roku na Podhalu przeważały hodowle małe, tak w tej chwili niektórzy hodowcy mają już stada liczące nawet 400 sztuk, a stada z więcej niż 100 owcami to ok. jednej piątej owczych gospodarstw. Są też oczywiście drobni hodowcy – 10, 15, 20 sztukami w stadku.
Mimo, że w owczarstwie coś drgnęło i pojawiły się symptomy ożywienia, dla hodowców osiągane ceny żywca wciąż są za niskie i opłacalność żadna, podczas gdy dla nabywców jagnięciny – ceny wciąż za wysokie. Ponieważ Włochy też dotknęła recesja – smakosze z południa poprzestają na pieczonym jagnięciu w święta. Dlatego nie będzie skupów poświątecznych. Ponadto północną część Włoch zdominowała jagnięcina z Rumunii, gdzie hodowanych jest aż 13 milionów owiec. Istnieje obawa, że ta potężna konkurencja w jakiejś perspektywie czasowej może całkowicie wyeliminować eksport z Polski. Na razie podhalańskie jagnięta znajdują nabywców na włoskim rynku ze względu na swoje walory smakowe.
Żeby rozmawiać o żywotnych dla owczarstwa sprawach – do nowego ministra rolnictwa, Krzysztofa Jurgiela, wybiera się delegacja Regionalnego Związku. Tematem rozmów na pewno będzie wciąż bezskuteczne oczekiwane na dopuszczenie uboju gospodarczego, choć zmianę obiecywał poprzedni minister. Reprezentanci Związku chcą też poruszyć sprawę absurdalnych przepisów stworzonych przez poprzedni rząd. Otrzymanie dotacji uzależniają one od utrzymania owiec do 20 listopada. Tymczasem stanówki odbywają się zwykle w sierpniu. Listopad to czas, kiedy owce są już dość wysoko kotne.
Fot. Anna Szopińska