GMINA CZARNY DUNAJEC. Promocja książki dr hab. Anny Mlekodaj pt. „Kuchnia Wygaszona. Listy Nienapisane. Władysław Burtan, Czarny Dunajec – Kozielsk ” zgromadziła licznie mieszkańców czarnodunajeckiej gminy. Opowieść, która powstała na podstawie starego zeszytu z przepisami i notatek odnalezionych w grobach zamordowanych przez NKWD oficerów dotyczyła bowiem mieszkańca Czarnego Dunajca ppor. Władysława Burtana. W wydarzeniu udział wzięła rodzina zamordowanego oficera.
A wszystko zaczęło się od spotkania na herbatce trzech pań: dr hab. Anny Mlekodaj, poetki Wandy Szado – Kudasikowej i Marii Łaś, siostrzenicy Władysława Butrana. – Marysia podała nam ciasto, bardzo nam smakowało, zachwycałyśmy się nim – wspominała Wanda Szado – Kudasikowa podczas promocji. – Wtedy Marysia pokazała nam stary zeszyt z przepisami, napisany pismem kaligraficznym i powiedziała, że ma własną rodzinną książkę kucharską, odkrytą na strychu. Są to przepisy spisane przez jej wujka ppor. Władysława Burtana. Pani Wanda dodała, że już wtedy podczas tego spotkania narodził się pomysł na książkę o miłości, o ojczyźnie i o kuchni…
Tematem na tyle zachwyciła się dr hab. Anna Mlekodaj, że zdecydowała się na zgłębienie losów ppor. Władysława Burtana. Z kolei Marcin Kudasik wraz z zespołem „Świarni” przygotował chwytający za serce spektakl przygotowany na podstawie książki autorstwa pani dr hab. Anny Mlekodaj. – Historia, którą oglądaliśmy łączy Polaków – mówiła tuż po wczorajszym spektaklu dr hab. Anna Mlekodaj. Podkreśliła, że historia dzieje się na polach bitew, ale i w opuszczonych kuchniach, tak jak w przypadku jej książki. – Historia jest tu i dziś. Jak mówił Witkacy 90 procent ludzkiego poznania dokonuje się przez emocje, a tylko 10 procent przez wiedzę.
Kim był młody w 1940 roku zaledwie 30 –letni ppor. Władysław Burtan? Pięknie wspomnieniami o nim podzieliła się jego siostrzenica Maria Łaś, która co prawda na świat przyszła dokładnie w rok po tragicznej śmierci 13 kwietnia 1940 roku w Katyniu wuja, jednak znała go doskonale z opowieści swej mamy, która przez lata poszukiwała brata, wierząc, że żyje… Niestety ppor. Władysław Burtan podzielił los tysięcy polskich oficerów. Powołany do czynnej służby w 1939 roku., 17 września trafił do radzieckiej niewoli. Od października do kwietnia 1940 r. przebywał w Kozielsku.” W marcu 1940 roku miał 30 lat i… miesiąc później las katyński pochłonął w siebie zieleń jego młodego życia”.
– Chociaż nie znałam osobiście wuja, był mi bardzo bliski poprzez opowieści mojej mamy i siostry Kazi. Wiedziałam, że był bardzo przystojny, że bardzo lubił tańczyć. Po skończeniu gimnazjum w Nowym Targu im. Seweryna Goszczyńskiego został urzędnikiem skarbowym, najpierw w Nowym Sączu, potem w Krakowie – mówiła pani Maria. Wspominała, że gdy w sierpniu 1939 roku spotkał się z jej mamą i ciocią, co utrwalono na zdjęciu, miał jeszcze promienny uśmiech. W osiem miesięcy potem podzielił los zamordowanych 10 tysięcy oficerów przetrzymywanych w Kozielsku. – Przyszedł od niego tylko jeden list w listopadzie 1939 roku. Pisał krótko, że zdrowie u niego nie najgorsze i apetyt też… Wujek napisał, aby listy z domu i od narzeczonej wysyłać do niego w jednej kopercie oraz nie posyłać żadnych paczek. To był jedyny list, jaki otrzymała rodzina…
Pani Maria wspominała, że przez lata brata poszukiwała jej mama. Bezskutecznie. – W 1950 roku do mojego wujka Staszka, brata Władka na jarmarku w Nowym Targu podszedł mężczyzna. Władek to ty żyjesz? Powiedział. Nie jak jestem Staszek odpowiedział wujek. Mężczyzna odszedł i po chwili wrócił. Powiedział, że jeśli jest tak podobny do Władka, to muszą być rodziną. Wujek potwierdził. Wtedy mężczyzna mu opowiedział, ze był z wujkiem Władkiem w Kozielsku. Wyjaśnił, że osoby z Podhala trzymały się razem. W kilka osób uciekli z obozu. Prosili Władka by szedł z nimi. Ten nie chciał, bo miał chorą w potyczce nogę. Więc wujek Władek został tam już na zawsze… Moja mama do końca życia liczyła, że się z nim jeszcze spotka… Pani Maria ze łzami w oczach dodała, że może wujkowi, gdy był w tym katyńskim lesie, przed śmiercią zamajaczył mu las czarnodunajecki…
O powstaniu książki mówiła sama dr hab. Anna Mlekodaj. Wyjaśniała, że pomocą posłużyła jej Katyńska Księga Śmiertelna z ponad 900 stronami pisanymi drobną czcionką. Zbadała też liczne dokumenty katyńskie. Dowiedziała się kim był ppor. Władysław Burtan… – Chodził tu, po Czarnym Dunajcu. Był wychowany w duchu patriotycznym 20-lecia międzywojennego. Ale on miał plany, chciał żyć. Miał piękną narzeczoną Weronikę, która nigdy nie wyszła już za mąż, pozostając mu wierna. Był urzędnikiem skarbowym, nie chciał być oficerem, żołnierzem… Mówiła, że jego znaleziony na strychu zeszyt z przepisami był pięknie kaligrafowany, specjalnym urzędniczym, nie rozmazującym się atramentem.. Są w nim same wykwintne przepisy. Młody Władysław bowiem doszedł swą pracą w wyższe sfery. Bywał na przyjęciach rautach. Chciał się ożenić z Weroniką. – Nie był powołany do roli Herosa. Chciał żyć, ale musiał wywiązać się z obowiązku.
Organizatorami wydarzenia był wójt gminy Czarny Dunajec oraz Centrum Kultury i Promocji Gminy Czarny Dunajec.
książki zaprezentowany zostanie program słowno – muzyczny w wykonaniu zespołu „Śwarni” z Nowego Targu.