NOWY TARG. Kapłana, filozofa, kapelana Związku Podhalan wspominało grono jego przyjaciół z całego Podhala, także pokaźna grupa z bliskiej jego sercu Łopusznej i kontynuator dzieła – brat Kazimierz. Zaduszki Tischnerowskie w Izbie Regionalnej MOK-u stały się jednocześnie promocją najnowszego dzieła redaktora Wojciecha Bonowicza – „Ks. Józef Tischner – krótki przewodnik po życiu. Nieznane teksty”.
Spotkanie w Izbie, w listopadowych klimatach, zaczęło się modlitwą za tych z góralskiej gromady, którzy już przenieśli się na niebieskie niwy. A prowadził ją przyjaciel ks. Tischnera i też kapelan Związku Podhalan, ks. Władysław Zązel.
Wojciech Bonowicz, redaktor ZNAK-u, biografista ks. Tischnera, dokumentator jego dziedzictwa, archiwista w krakowskim Instytucie Myśli Józefa Tischnera, na posiadach w Nowym Targu miał poczucie, że tu wiele osób bohatera jego książek znało dłużej niż on. A tworząc „Krótki przewodnik” przyjął sobie za cel zgromadzenie tekstów jeszcze nie publikowanych, (I nadanie książce tak przystępnej formy by mógł po te treści sięgać każdy – również człowiek rozpoczynający swoją przygodę z mądrością autora „Historii filozofii po góralsku”).
Najnowszy „Przewodnik po życiu”, które jest dramatem pełnym tajemnic, może nie daje gotowych odpowiedzi na nurtujące nas pytania, ale podprowadza do sedna człowieczeństwa, pomaga odnaleźć spokój, wewnętrzną wolność i szczęście.
.– Ta książka nie będzie wami poniewierała – zapewniał Wojciech Bonowicz. – Nie ma w niej wyrzutów, bo Tischner wyrzutów ludziom nie robił. Chodziło mu o to, żeby ludzi ciągnąć w górę, a jak widzą ideał, to – taka przynajmniej była jego nadzieja – grzechy sami znajdą, słabości sami określą.
We wspomnieniach ks. Tischner – wielki a jednocześnie bliski – stawał pośrodku gromady swoich góralskich przyjaciół jak żywy. O swoich z nim związkach sięgających nawet dzieciństwa i lat okupacji; przyjaźniach, zażyłości, wzruszających epizodach mówili ks. Władysław Zązel, Józef Różański, Józef Staszel.
We wspomnieniach Marka Fryźlewicza odżyły i lata, kiedy krakowskie mieszkanie ks. Tischnera przy ul. św. Marka było miejscem spotkań studentów z Podhala i rozmów o tym, jak się przysłużyć rodzinnej ziemi.
Kapłańska misja i filozoficzna myśl ks. Tischnera były ewenementem, ale w podjęciu jego społecznego dzieła główna rola przypadła młodszemu o 15 lata bratu – Kazimierzowi, dziś prezesowi Stowarzyszenia „Drogami Tischnera” i „krzesnemuojcowi” Rodziny Szkół Tischnerowskich. On z kolei sięgnął do trudnego czasu na kilka dni przed śmiercią ks. Tischnera i przekazania mu góralskiego stroju z misją kontynuowania dzieła. Wspominał i niełatwe momenty, kiedy jego ciężko już chory, nie mówiący brat dostawał anonimy i był przedmiotem ataków z powodu odwagi mówienia tego, co myśli. Za chodzenie własnymi drogami, wysokim chodnikiem, niezależne myślenie – płaci się też wysoką cenę. Płacił ją więc i ks. Józef, nie skarżąc się na swój los.
Lecz jak się po latach okazuje, słowa powtarzane przez ks. Tischnera – mają moc przesłań i tkwią w sumieniach bardzo głęboko.
Choć to z reguły nowotarżanie przyjeżdżają do Łopusznej, tym razem, na Zaduszki, duża grupa łopusznian, pod wodzą Józefa Kuchta przyjechała do miasta. Także i po to, by przypomnieć ostatnie spotkanie z parafianami drewnianego kościółka, gdy był już po operacji krtani i nie mógł już nic powiedzieć.
Zaduszki Tischnerowskie w nowotarskim Oddziale ZP
Fot. Anna Szopińska