NOWY TARG. W mnogości konkursowych prac jego fotograficzne dzieła trochę giną (choć wielokrotnie zdobywały wysokie nagrody w prestiżowych konkursach). Ale pokazane na autorskiej wystawie – zapierają dech urodą. Są mistrzowskie i niesamowite. Bajkowe, choć jak najbardziej realne. Takim artystą i perfekcjonistą jest Krzysztof Mierzejewski – młody nowotarski fotografik o romantycznej duszy. Jego zdjęcia zajmują teraz ściany holi w Miejskim Ośrodku Kultury.
Gdyby
nie był
romantykiem
(choć de
facto jest
inżynierem,
absolwentem
krakowskiej
AGH) – nie
oddawałby
się swojej pasji z takim poświęceniem, przejęciem, dążeniem do doskonałości. Nie czekałby tak wytrwale na jakaś niecodzienną koniunkcję przejrzystości powietrza, kąta padania promieni słonecznych; tęczę, mgłę, chmurę, szadź, gładź wodnej tafli, ruch planet.
Do tego przyzna się dopiero zapytany, bo – z wrodzoną skromnością – woli, żeby za niego mówiły prace. I rzeczywiście opowiadają o cudzie przyrody. Za tą opowieścią kryją się też już nieprawdopodobne techniczne możliwości utrwalania krajobrazów, miejsc, klimatów, zjawisk, których człowiek jest świadkiem tylko przez przypadek i jakiś szczęśliwy moment. Dla Krzysztofa Mierzejewskiego krajobraz to przede wszystkim góry – polskie i słowackie Tatry, ale też Holandia, Szwajcaria, Nowa Zelandia. Potrafi też jednak pokazać, ile liryki jest w… drodze nad brzegiem Dunajca.
Kilkadziesiąt dużych fotografii to jego trofea z podróży w różne zakątki świata, a zaledwie cząstka potężnego materiału.
Komputer? Tak, jest używany przy obróbce, ale:
– Podstawa to dobre zdjęcie – mówi Krzysztof Mierzejewski. – Bez dobrego zdjęcia nie zdziałałbym nic. Skąd biorę taką przejrzystość powietrza? Godzinami śledzę meteogramy i po prostu czekam na odpowiedni moment.
Dodajmy jeszcze, że potrafi np. dziesięć razy w jechać w jedno miejsce na Spiszu, żeby wreszcie doczekać się odpowiedniego widoku. Fotografia, na której widać jakby rój różnobarwnych spadających meteorów to efekt nałożenia na siebie kilkudziesięciu klisz rejestrujących ruch plant w jakiejś sekwencji czasowej.
Autor tych fantastycznych zdjęć był kilkakrotnie nagradzany w Międzynarodowym Konkursie Fotograficznym im. Jana Sunderlanda „Krajobraz Górski”, także w konkursach współorganizowanych przez FIAP. Jego zdjęcia honorowano na czołowych fotograficznych portalach.
Obszar jego artystycznych poszukiwań to na razie wyłącznie przyroda. Jakby w obawie, że obecność człowieka może te fantastyczne cuda spłoszyć. Jakby z palcem na ustach, żeby nie mącić ciszy i nie naruszyć majestatu.
A ilu przyjaciół zyskuje sobie tą pokorą i subtelnością – pokazał wernisaż pełen sympatyków jego fotograficznej sztuki.