DROGA DO MORSKIEGO OKA. Są już znane i przeanalizowane wyniki badań, jakie przeprowadzono 13 sierpnia na koniach ciągnących fasiągi z turystami na drodze Palenica Białczańska – Włosienica. „…wydaje się, że sytuacja pracujących na drodze do Morskiego Oka koni nie jest aż tak zła, jak obawiają się Organizacje Ochrony Zwierząt, ani tak dobra, jak chcieliby przewoźnicy” – czytamy w raporcie sporządzonym przez lek. wet. Pawła Golonkę. Prócz niego badania prowadzili dr Marek Tischner i dr Maciej Jackowski – hippolog. Pomagały im dwie studentki medycyny weterynaryjnej.
Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami już ma zastrzeżenia co do reprezentatywności badanej grupy 98 zwierząt, mimo, że 37 przebadanych koni pracuje na trasie do Morskiego Oka trzeci sezon. Badaniu miały być poddane 102 konie, jednak dwa zaprzęgi odjechały przed rozpoczęciem badań sprawdzających stan zdrowia i kondycję sił pociągowych.
Dr Paweł Golonka po przeanalizowaniu wyników odkrył, że wszystkie konie po okresie spoczynku miały za wysoką ilość oddechów. W raporcie napisał: „Wyniki u badanych koni są podobne, jak u koni zaprzęgowych po maratonie, przy czym zwierzęta na drodze do Morskiego Oka pracują ciężko większą ilość czasu niż konie sportowe. Może to w perspektywie wielomiesięcznej prowadzić do wspomnianej rozstrzeni mięśnia sercowego u pewnej liczby osobników” – zwraca uwagę Beata Czerska, pani prezes TTonZ.
I cytuje dalszą część raportu: „W czasie wysiłku ciśnienie w tętnicy płucnej wzrasta znacznie, gdyż nawet do 13 kPa. Spowodowane jest to faktem, że dwutlenek węgla (CO2)jest dużo łatwiej rozpuszczalny we krwi niż tlen (O2). Dla zachowania aerobowych warunków pracy konieczne jest zatem, w trakcie wysiłku, zwiększenie przepływu krwi przez płuca oraz zwiększenie czasu kontaktu. Długotrwałe podwyższenie ciśnienia w tętnicy płucnej może prowadzić do rozwoju patologii, tzw. „serca płucnego” skutkującego powiększeniem prawej komory serca, następnie jej rozstrzenią i zwyrodnieniem, po przekroczeniu granicy kompensacji. To zaś manifestuje się klinicznie niezdolnością do pracy, szybkim męczeniem się konia, a w pojedynczych przypadkach może prowadzić nawet do nagłego padnięcia podczas wysiłku. U koni badanych ilość oddechów była bardzo różna i wynosiła od 24 do 100 oddechów/ min. Po 10 minutowym odpoczynku ilość oddechów spadała, ale zdecydowanie przekraczała normy spoczynkowe (8 – 12 oddechów/ min). W przypadku jednego konia wymienionego podczas omawiania tętna ilość oddechów wynosiła 90/min. i koń ten sprawiał wrażenie bardzo zmęczonego. U czterech koni ilość oddechów zdecydowanie wzrosła po odpoczynku, co wskazuje, że część pracy odbyły w warunkach anaerobowych, destrukcyjnych dla mięśni podczas długotrwałego wysiłku. Poziom kinazy kreatyninowej (CK). U dwóch koni poziom CK znacznie przekroczył normę (615 IU oraz 1050 IU). Stan taki, o ile chroniczny, może wskazywać na ryzyko ciężkiego uszkodzenia mięśni szkieletowych i mięśnia sercowego, prowadząc do rozwoju mięśniochwatu.
Ilość zatem stwierdzonych wyraźnych nieprawidłowości wynosi 14, co daje w stosunku do przebadanych 98 koni – 14,3 procent”.
– I to zaledwie po dwóch miesiącach od badań dopuszczających zwierzęta do pracy – wtenczas wszystkie konie były zdrowe! Po lekturze raportu dr Pawła Golonki jestesmy przekonani, ze powodem „rozleniwienia się” Cygona mogła być tylko wyniszczająca praca – dodaje pani prezes, polecając lekturę całego raportu pod adresem:
http://tpn.pl/filebrowser/Wyniki%20bada%20Morskie%20Oko%20-%20lek.%20wet%20P.%20Golonka.pdf
Działania organizacji prozwierzęcych ukierunkowane na odciążenie koni z trasy do Morskiego Oka intensyfikują się od 2009 r., czyli od śmierci Jordka. Przeprowadzone potem badania koni nie wypadły dobrze i miały skutkować zmniejszeniem obciążeń do 9 osób na wozie. Przyczyny utrzymania obciążeń towarzystwa upatrują w ekspertyzie autorstwa hippologa z Rzeszowa – dr inż. Macieja Jackowskiego, która była podstawą zapisów w regulaminie przewozów przyjętym przez TPN. Obrońcy zwierząt podnoszą, że popełniony przez niego błąd we wzorach teoretycznych jest powielony w ekspertyzie z 2009 i 2012 roku.
Autorem kontrekspertyzy jest dr inż. Władysław Pewca z Łódzkiego Instytutu Energetyki, który – wskazując ów „kardynalny błąd” – udowadnia, że dopuszczona teraz liczba turystów na fasiągu (14 osób plus jeden wozak) jest zbyt duża i prowadzi do przeciążenia koni, a obarczona błędem ekspertyza dopuszcza przewożenie nawet 22 osób.
Rozmowy między „animalsami” a TPN-em skończyły się ustaleniem, że usługi eksperta, czyli dr Pawła Golonki, który przywiózł niezbędną aparaturę i odczynniki, opłacą organizacje pro zwierzęce Dr Jackowski i dr wet. Marek Tischner prowadzili natomiast badania z ramienia TPN. Organizacjom prozwierzęcym zależało, by badana grupa była reprezentatywna dla całej populacji koni ciągnących fasiągi i żeby wyniki były miarodajne, a w efekcie doprowadziły do zmniejszenia obciążeń. Chodziło przy okazji o sprawdzenie, czy dane w końskich paszportach odpowiadają rzeczywistości.
Gdy jest już gotowy raport – teraz ruch po stronie twórców regulaminu przewozów, czyli Tatrzańskiego Parku Narodowego.