Knajpa portowa i… ocean uczuć (z galerią zdjęć)

saroNOWY TARG. Grupa dorosłych aktorów-amatorów ze Studia Teatralnego MOK zadebiutowała pod reżyserską wodzą Marcina Kalisza – aktora Teatru Starego w Krakowie. Premiera zamiast we wrześniu odbyła się w teraz, ale efekt kilkumiesięcznej pracy kilkunastoosobowego zespołu to klasyczny, godzinny spektakl teatralny. Zagrany najbardziej profesjonalnie jak to możliwe.

Tekst – dramat z 1938 r., amerykańskiego pisarza ormiańskiego pochodzenia Williama Saroyana – zaproponował sam reżyser, przekonując do niego aktorów. We współpracy z Marcinem Kaliszem stworzyli oni dopracowane, godzinne widowisko z klimatyczną scenografią i dyskretną warstwą muzyczną.

– Po raz pierwszy premiera nie była zarazem próbą generalną… – zaznacza Stanisław Krzak, opiekun Studia Teatralnego, równocześnie aktor w sztuce, której tekst łączy społeczną wrażliwość z bogactwem psychologicznych typów, szczyptą humoru nie do końca czarnego i pewną dozą optymizmu.

Miejscem akcji jest portowa knajpa znającej życie i ludzi Nicky (Ewa Kokot) przy Pacific Street w San Francisco. To tu splatają się niby przypadkiem ludzkie losy, ujawniają się skrywane tęsknoty i niespełnienia. A niektórym zdarzają się cudowne odmiany.

Czas kondensuje się do jednego dnia, w którym wszyscy pojawiający się przy barze i siedzący przy stolikach w papierosowym dymie czegoś oczekują: jakiegoś przełomu, szansy, cudu. Gdzieś w pobliskim porcie trwają strajkowe zamieszki, a tutaj dochodzi do głosu przeznaczenie. Tytuł sztuki Saroyana to „Zabawa jak nigdy”, lecz inne jego tłumaczenie „Dziś albo nigdy” lepiej chyba oddaje pragnienie zmiany, czyli leitmotiv dramatu.

Melancholijna obserwatorka Annabell (Krystyna Mikulska) powoli sączy koniak, przyglądając się ludziom i niepodzianym zdarzeniom jak grecka Parka.

Najpierw jest sennie – stary traper Kitt Carlson (Stanisław Apostoł) śpi na stoliku, bredzi jak w malignie, by potem ujawnić temperament nilowego krokodyla, rzucać krzesłami i porwać w szalone tango stateczną madame (Zofia Sokołowska), która uparła się, by ze swoim towarzyszem  opuścić elegancki hotel i poczuć prawdziwe życie w portowej knajpie.

Przy barze famme fatale (Ewa Fudfalewicz) pali papierosy, nie wierząc w miłość. John (Andrzej Zieliński), który nie wiadomo jak doszedł do fortuny pozwalającej mu na nieróbstwo – wierzy natomiast w opowieści Kitty (Katarzyna Podkanowicz), kiedyś artystki rewiowej dziś prostytutki za dwa dolary.

Gazeciarzowi (Andrzej Milewski) marzy się wokalna kariera, dlatego męczy bywalców knajpy swoim wykonaniem szant.

Zdesperowany bałamut Dudley (Maciej Mikulski), gra na pianinie i nie może się zdecydować, która z jego miłości jest prawdziwą, dopóki nie pomyli numeru telefonu, ściągając nieopatrznie do baru Lorenę (Barbara Skiba). Rozkochana w głosie przez telefon kobieta wprawia go jednak w popłoch swoim przybyciem i pragnieniem pomocy. Abnegat uświadamia sobie, że miłość jego życia to jednak Elsie (Jolanta Czubernat). Tym razem już nie myli numeru, ale sprowadzonej do knajpy w porcie Elsie trudno uwierzyć, że proza życia znów nie zniszczy ich uczucia i warto spróbować razem jeszcze raz. Gorące wyznania wkrótce zmiękczają jej serce.

Potężny doker Maccarthy (Mariusz Jelonek) całe życie śni o drobnej kobietce (właśnie takiej jak policjantka Cristin – Jolanta Apostoł – która właśnie próbowała zaprowadzić porządek w porcie) i o wielkości ducha „kurdupli”, którzy zostają wodzami, odkrywcami, tworzą historię. Drzemie w nim niespełniony pisarz. Ale jest więźniem swoim genów i rodzinnej tradycji ożenków z „kłótliwą górą mięsa”.

Bogatej i trochę znudzonej żonie adwokata – Mary (Małgorzta Wagner) – z pozoru nie brakuje niczego. Wszakże jakiś niedosyt ściąga ją do portowej knajpy, żeby się napić. To przed nią jeszcze bardziej bogaty John otwiera duszę trawioną poczuciem pustki, ogromu nudy i myślami jak z Księgi Koheleta.

– Im dużej się czeka, tym mniej jest tego, na co się czeka – mówi filozoficznie.

Wszakże i on – wzruszony ślepą miłością naiwnego Toma (Stanisław Krzak) do Kitty – daruje im pieniądze pozwalające wyjechać i rozpocząć inne życie. Tak – deus ex machina – otwiera przed nimi szansę na szczęście.

Ta para – łącznie z Dudley’em i Elsie – jest znakiem cudownych odmian losu i dobrych nadziei. Rodzących się mimo wydarzeń, które wstrząsają światem.

Jakoś mimowolnie, przy śledzeniu fabuły Saroyanowej tragifarsy – napływają strofy i refren piosenki Alicji Majewskiej:

…Więc przestań cedzić złe słowa
I patrzeć wzrokiem ponurym
Dla Ciebie życie to knajpa portowa
Dla mnie ocean, ocean, ocean, ocean, ocean, ocean na którym…

Odkryjemy miłość nieznaną
Przegonimy wiatr wesoły, co po fali gna
Oznaczymy kraj zakochanych – długość ta, szerokość ta…

W portowej knajpie przy Pacific Street byłoby nawet sielsko, gdyby nie uporczywe i coraz bardziej agresywne wizyty policjanta Blicka (Krzysztof Łapsa) – szpicla z obyczajówki. Autor dramatu co prawda w końcu go uśmierca, ale Marcin Kalisz nie był tak okrutny.

Saroyan pisał swoją sztukę w 1938 r., po latach wielkiego kryzysu. Była jednym ze świadectw jego optymizmu, który przegrał dopiero w konfrontacji z doświadczeniem II wojny.

Ponieważ nowotarska grupa teatralna długo i rzetelnie pracowała nad spektaklem, tym razem nie chce skończyć na premierze. Sztuka, jak zapowiadają aktorzy, będzie grana jeszcze kilkakrotnie.

Fot. Anna Szopińska

Galeria zdjeć – tutaj:

Premierowy spektakl w MOK-u

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *