Karpaty w 56 dni. Wyczynowcy wrócili z tarczą i… jeszcze nie mówią ostatniego słowa

Od lewej - Wojciech Stolarczyk, Krzysztof Mroszczak Fot. Anna SzopińskaNOWY TARG. Do miasta startu przyjechali w sobotę dwaj z trójki bohaterów niebywałego przedsięwzięcia, czyli „Karpackiego Wyzwania”. Przypomnijmy: Krzysztof Mroszczak z Nowego Targu, Wojciech Stolarczyk z Bańskiej Niżnej i Szymon Pietrowski z Aleksandrowa Łódzkiego 7 lipca starowali z nowotarskiego rynku. W 56 dni, czyli najszybciej w historii udało się im pokonać prawie 2.200 kilometrów łuku Karpat, marszobiegiem po górskich szlakach.

karpatwy0Postanowili karpatwy1jeszcze karpatwy2zamknąć karpatwy3karpacki łuk, karpatwy4spływając z karpatwy5nurtem karpatwy6Dunaju karpatwy7920 kilometrówkarpatwy8 kajakiem, do miejsca startu III etapu. karpatwy9

karpatwy72

 karpatwy12

4 września, karpatwy13po karpatwy14wbiegnięciukarpatwy15 na Rysy, karpatwy16stawili karpatwy17się na karpatwy18mecie w karpatwy19Zakopanem.

Ichkarpatwy20 trasakarpatwy21 wiodła karpatwy22przez osiem karpatwy23państw: karpatwy24Polskę, karpatwy25Słowację, karpatwy26Czechy, karpatwy27Węgry, karpatwy28Chorwację, karpatwy29Serbię, karpatwy30Rumunię, karpatwy31Ukrainę. karpatwy32Swoją karpatwy33trasę karpatwy34podzielili karpatwy35na trzy karpatwy36etapy.
I etap – karpatwy37prowadził z karpatwy38Nowegokarpatwy39 Targu karpatwy40do Bratysławy, karpatwy41górami
II etap – z karpatwy42Bratysławy do karpatwy43Orsovej w karpatwy44Rumuniikarpatwy45 i przepłynęlikarpatwy46 go karpatwy47Dunajem
III etap – z karpatwy48Orsovej karpatwy49do Zakopanego karpatwy50znowuż karpatwy51przebiegli karpatwy52górami, karpatwy53kończąc trasę karpatwy54na karpatwy55Rysach.

Szczupłe karpatwy56sylwetki trzech karpatwy57młodych karpatwy58ludzi karpatwy59nawet karpatwy60nie dają karpatwy61wyobrażenia, karpatwy62jaki treningowykarpatwy63 wysiłek karpatwy64musieli karpatwy65wcześniej karpatwy66podjąć, żeby karpatwy67móc karpatwy68zmierzyć karpatwy69się z „Karpackim karpatwy70Wyzwaniem”. karpatwy71Wiedzieli, że kilka miesięcy wytrzymałościowych przygotowań nie wystarczy, by mu sprostać.
Wszyscy są sportowcami, lekkoatletami, maratończykami, triathlonowcami. Krzysztof to także narciarz, wspinacz, goprowiec, a Szymon – akrobata. Z górami przyszły zawód na pewno zwiąże Krzysztofa, który studiuje geologię na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Wojciech, bańszczanin, na studia medyczne wybrał się do Łodzi. Trzeci ekstremista – Szymon ukończył Szkołę Filmową, jest montażystą i nie rozstaje się z ręczną kamerą. On właśnie dokumentował wszystkie momenty sportowego wyczynu.

Krzysztof i Wojciech znali się „od szkoły”. Z łodzianinem spotkali się i zaprzyjaźnili na maratonach.

Celem wyprawy było nie tylko ustanowienie rekordu. Nasi wyczynowcy chcieli sprawdzić wytrzymałość i reakcje organizmów przy ekstremalnych wysiłkach. Służyło temu m.in. sporządzanie co kilka dni zapisu EKG (pod okiem Wojciecha, jako studenta medycyny). Ale miała też dzielna trójka cel ekologiczno-dydaktyczny: zainteresowanie mediów walorami mijanych regionów, zwrócenie uwagi na problemy przyrody Karpat. Nie uszło ich uwadze, że najbardziej chyba cierpi ona w obszarze Ukrainy – tam właśnie zobaczyli składowisko śmieci tuż przy parku narodowym…

Ich przedsięwzięcie – prócz bardzo długiego przygotowania kondycyjnego – wymagało też bardzo przemyślanej logistyki. Support wyczynowców dostarczał im w określone miejsca kajaki, (a potem je odbierał), kolejne partie żywności i ubrań.

Jeśli na pewnych odcinkach mieli to transportowe wsparcie, mogli sobie pozwolić na marszobieg tylko z kurtką przeciwdeszczową, dzienną racją jedzenia i picia w plecaku. A jeśli górskie szlaki musieli pokonywać bez wsparcia – waga plecaka powiększała się do 7 kilo.

Codzienność w trasie to jednak obdarte „do kości” stopy, przekłuwane co wieczór bąble i wyciągane kleszcze, skóra spalona słońcem, multum swędzących, puchnących ukąszeń komarów, zupki w proszku i szczupłe racje wody (ok. półtora litra na dzień), niebezpieczeństwo ciężkiego pogryzienia przez psy pasterskie. Tak było codziennie, przez 10 godzin. Potem – czas na zawsze za krótki odpoczynek. Nie zawsze sprawdzająca się nawigacja zmusiła ich jednego dnia do pokonania aż 70 km zamiast 45.

Nurt Dunaju w niektórych miejsach, np. w Bratysławie, okazał sie silniejszy i bardziej wartki niż sobie wyobrażali. Musieli się zmagać z metrowymi falami, potem z ruchem jednostek pływających, przed którymi na kajakach pozostawało jedynie umykać w pośpiechu. Nie uniknęli poparzeń słonecznych ani rozstroju żołądka. Stopy musieli smarować oliwą, by zmniejszyć macerację naskórka od wilgoci.

Prawie cały czas biegli i płynęli w palącym słońcu. Średnia temperatura sięgała 39 stopni. Na 57 dni wyprawy tylko 10 było bez słońca. Po drodze czasem siekł i deszcz i bił grad tak silny, że dziurawił peleryny.

Ale w rejonie słowackiej granicy udało się im np. spotkać ultramaratończyka, który pokonuje dystanse liczące 5 tys. km.

Każdy z nich – jak wyznali – miał trudne momenty, w których dręcząca stawała się myśl o odwrocie, jednak kiedy majaczył już na horyzoncie masyw Bieszczad, inny duch wstąpił w ekstremistów.

Niezwykle miłą niespodzianką – bo sądzili, że przemkną się po cichu – było huczne powitanie na mecie w Zakopanem.

Dwie sobotnie prelekcje z ich udziałem odbyły się w Miejskim Ośrodku Kultury i w siedzibie GOPR-u.

Teraz czeka ich jeszcze zrealizowanie filmu o tej wyprawie, a potem – myślą o maratonie, który zachęci do biegania mieszkańców Nowotarszczyzny.

Fot. z archiwum uczestników wyprawy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *