Kardynał Macharski – „bryła modlitwy”, mądrość, takt i realizm (z galerią zdjęć)

macharNOWY TARG. – Rzym ma swojego Franciszka, a Diecezja Małopolska – swojego… – rzekł Hubert Wołącewicz, autor niezwykłej książki „Kardynał Franciszek Macharski”. Niezwykłej, bo tytułowy bohater się w niej nie wypowiada. Mówią świadkowie wydarzeń, rodzina, przyjaciele, współpracownicy.

Promocja najnowszej publikacji poświęconej dostojnikowi-instytucji, zarazem chodzącej historii Kościoła Krakowskiego, odbyła się w Domu Katechetycznym przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. I nie bez powodu. Od roku 2000 kard. Franciszek Macharski jest Honorowym Obywatelem Nowego Targu. W tymże Domu Katechetycznym – jak przypominał gospodarz miejsca, ks. dziekan Stanisław Strojek – wciąż posiada swój apartament, choć z niego nie korzysta.

Z różnych względów wyjątkowy kardynał ma teraz 87 lat, nadwątlone siły, lecz niezmącony umysł. Telewizji co prawda nie ogląda (odstępstwo od tej zasady uczyniwszy jedynie dla transmisji z uroczystości kanonizacyjnych w Rzymie), ale wciąż korzysta z laptopa, jest pasjonatem muzyki, sztuki, architektury, przyjacielem artystów. Interesują go nowinki techniczne. Jest postacią barwną, obrosłą anegdotami i – mimo wielkiej erudycji, klasy, intelektu – niezaprzeczalnie skromną, bezpośrednią.

Takim starał się go ukazać autor pomnikowej książki, która prócz wypowiedzi świadków, efektów archiwalnej kwerendy w dokumentach Kurii Metropolitalnej i zdjęć użyczonych z domowego archiwum, zawiera także wybór fragmentów z homilii – dokonany tak, by obrazował charakterystyczny styl kardynała, ale też kwintesencje jego religijnych przesłań.

Książka wyszła drukiem z krakowskiego Wydawnictwa M i jego szef, Piotr Słabek, też był obecny na nowotarskiej promocji. Braknąć nie mogło ks. kanonika Andrzeja Fryźlewicza – sekretarza i kapelana kardynała Macharskiego, który był spiritus movens 200-stronicowej publikacji i pomagał autorowi zestawić listę rozmówców.

Z najbliższej rodziny kardynała przyjechali do Nowego Targu jego bratanek Piotr Macharski z przedstawicielem młodego pokolenia – synem Andrzejem.

Leokadia Baran – zaangażowana w wolontariat wspomagający krakowskie Hospicjum św. Łazarza – chciała nowotarżanom świadczyć o wielkim sercu kardynała dla ostatniego ziemskiego domu wielu chorych i pasji, z jaką wspomagał akcje Pól Nadziei.

Swoimi wykonaniami uświetniał promocję Chór „Echo Gorczańskie” pod dyrekcją Piotra Augustyna. Fragmenty książki czytał Piotr Cyrwus.

A pieśń przeplatała się z potokiem opowieści. Dlaczego opowieści o kardynale a nie opowieści samego kardynała? To wyjaśnił Hubert Wołącewicz, mówiąc:

– Nie udało mi się namówić kardynała na rozmowę…
Bohater książki znany jest z tego, że na pytania, czemu nie mówi o ważnych wydarzeniach ze swoim udziałem, sprawach, które udało mu się załatwić, zwłaszcza w czasie stanu wojennego i w roku 1989, odpowiada niezmiennie: „ – A po co?”.

Nawet, jeśli były to rzeczy wagi państwowej, bo nie bez przyczyny kard. Macharskiego otacza mir męża stanu.

– Sylwetka wyłoniona z opowieści, ukazana przez świadków, myślę, że jest sympatyczną i pogłębioną próbą przybliżenia życiorysu – mówił autor. – Będąc niewątpliwie intelektualistą, erudytą z solidnym, klasycznym wykształceniem, kardynał jednocześnie potrafi mieć wzrok serca skupiający się na człowieku, potrafi być wśród ludzi, dostrzega szczegóły, bawi się z dziećmi na czworakach. I takiego go widzimy.

Potwierdzali to najbliżsi krewni kardynała, mówiąc o „rodzinności” Wujka Franka, o bytnościach w domu przy Wyspiańskiego, o wspólnych wakacjach w Karwii, o telefonach do domu.

Ciekawym wątkiem jest jego znajomość i przyjaźń ze świętym już Janem Pawłem II. Piotr Macharski mówił:

– Nigdy nie słyszałem, by w sposób poufały wypowiadał się o Papieżu. – Dopiero trzy miesiące temu po raz pierwszy usłyszałem „Karol”, gdy mówił o Ojcu Świętym.

Do tego dochodzi niewytłumaczalna w racjonalny sposób paralelność losów, nawet chronologii chorób lub wypadków dotykających kardynała i Papieża, który wyszedł z Krakowa.

A syn bratanka wciąż jest pod wrażeniem rozmów toczonych z „wujkiem Frankiem”:

– Każde zdanie było znaczące. Po takiej rozmowie choć na chwilę stawał się człowiek mądrzejszym. A widać było też staranną konstrukcję, kosmetykę wypowiedzi.

Autor książki również podkreślał niezwykłość języka kardynała – metaforycznego, erudycyjnego, bardzo duchowego, z teologiczną głębią.

Ks. Andrzej – osobisty sekretarz kardynała – miał okazję obserwować w jego osobie to, co wielu widziało w Janie Pawle II, mówiąc „bryła modlitwy”. Ów czas odosobnienia to były dwie godziny dziennie, spędzane w kaplicy Domu Biskupiego zamkniętej od wewnątrz, przy tym samym stoliku, który służył i biskupowi Karolowi Wojtyle.

Homiletyczny dorobek kardynała to w tej chwili 27 tomów, a w każdym po ok. 300 kazań.

Przybyły też na promocje prof. Stanisław Hodorowicz, senator, uważa hierarchę-przyjaciela za „trudnego rozmówcę”, bo:

– Trzeba było w lot chwytać jego myśli, za którymi kryła się głęboka treść. Jego osoba to ogromna mądrość, takt i realizm; mądrość głęboko życiowa, jaką w każdej rozmowie odczuwałem.

 Niezwykła książka o niezwykłym kardynale

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *