PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Mirosławem Kalitą, trenerem Watry Białka Tatrzańska, wybranym przez podhaleregion.pl trenerem sezonu 2016/2017.
Doprowadził pan klub z Białki Tatrzańskiej do najlepszego w historii wyniku w IV lidze. Czuje się pan w pełni usatysfakcjonowany?
– Ciężko pracowaliśmy na ten wynik, choć zarówno ja jak i zawodnicy nie jesteśmy do końca zadowoleni bo paradoksalnie grając lepszą piłkę wiosną zdobyliśmy mniej punktów niż w rundzie jesiennej. Nikt nie może nam zarzucić, że w niektórych meczach mieliśmy szczęście zdobywając punkty raczej tego szczęścia nam cały czas brakowało. Mecze w Tymbarku, Borzęcinie czy u siebie z Muszyną powinniśmy wygrać. Do tego w trakcie sezonu za granicę wyjechał Grzesiek Bochnak, z gry zrezygnował Marcin Kowalczyk i Łukasz Remiasz. Praktycznie całą wiosnę graliśmy 12 -13 zawodnikami. Jednak ten zespół miał swój styl. Wiosną zaczęliśmy systematycznie punktować również na wyjazdach, a twierdza w Białce padła tylko raz z Barciczanką.
Kogoś wyróżniłby pan w swoim zespole?
– Nie lubię indywidualnych ocen, niemniej na pewno trzeba wspomnieć o kilku zawodnikach. Andrzej Rabiański nauczył się grać na pozycji „10”. Kuba Maciasz z Sebastianem Gąsiorkiem, świetnie się uzupełniali to warząc moim zdaniem najlepszą parę środkowych obrońców w lidze. Tomek Kołbon potwierdził, że jest rozgrywającym i egzekutorem „pełną gębą”. Sprowadzając zimą Konrada Bucia trafiliśmy w „dziesiątkę”. Wiosną zdobył 12 goli i dołożył 4 asysty. Rafał Kuchta mimo upływających lat biega i walczy tak, że zawstydziłby niejednego młodego zawodnika.
W nowym sezonie dalej będzie pan trenerem Watry?
– Dobrze się czuję na Podhalu. Prezes Watry zapewnia spokój i stabilizację. Oprócz drużyny seniorów prowadzę zajęcia z chłopcami z rocznika 2004-05 z którymi mam doskonały kontakt. W lipcu zabieram ich na obóz do Dębicy. Gdybym otrzymał propozycję pracy w innym klubie na pewno sentyment do Białki wziął by górę, no chyba że byłaby to praca asystenta w Ekstraklasie.
Marzy się więc panu poważna piłka?
– Poważną piłkę można zacząć robić na niższym szczeblu.
Z futbolem na najwyższym krajowym poziomie miał pan do czynienia jako zawodnik. Czuje się pan w tej roli spełniony?
– Rozegrałem blisko 200 występów na poziomie 2 ligi, czyli obecnej 1 ligi. W ekstraklasie zagrałem ponad 100 meczów, a trafiłem tam dopiero w wieku 25 lat. Mam w dorobku 2 Puchary Polski z Amicą, występy w Pucharze UEFA, dwa awanse dwa ekstraklasy ze Śląskiem i Radomakiem. Pewnie że jestem zadowolony.
A czegoś pan żałuje?
– Niczego nie żałuję, bo pewnie tak miało być. Wszystkiego co osiągnąłem w piłce jako zawodnik i trener zawdzięczam ciężkiej pracy, wyrzeczeniom, życiowemu fartowi i opatrzności.
A jakiś szczególny mecz utkwił panu w pamięci?
– Mecz Radomsko – ŁKS Łódź w przedostatniej kolejce sezonu 2000/2001. Mecz praktycznie o „pietruszkę”. My mieliśmy już pewny awans do ekstraklasy, a łodzianie bezpieczne utrzymanie. Cała Polska obstawiała w tym spotkaniu remis, łącznie z naszym prezesem. Była 93 minuta. Nikt nie chciał wykonać rzutu wolnego okolic środka boiska. Padło więc na mnie. Kopnąłem w kierunku bramki. Piłka minęła wszystkich i wpadła za plecy Wyparły.
Oberwało się panu od prezesa?
– Zaraz po meczu był wściekły, ale szybko mu przeszło. A ja trafiłem do najlepszej „11” sezonu.
W Radomsku miał pan też okazję gry z Igorem Sypniewskim. Podpisuje się pan pod stwierdzeniem, że był to jeden z największych talentów w polskim futbolu?
– Bezsprzecznie. Już na pierwszym treningu zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Dorzucał piłki z taką siłą, że strach było głowę nadstawiać. A to co wyprawiał z piłką w pełnym biegu najlepiej pytać obrońców Legii, których ośmieszał w meczu Pucharu Ligii. Prywatnie też fajny facet. Zresztą wtedy mieliśmy w Radomsku fajną paczkę. Oprócz Igora byli m.in. Sławek Wojciechowski, Adam Matysek, Zdzisiek Leszczyński, Marcin Bojarski, Darek Lewandowski, Jacek Trzeciak czy Olek Moskalewicz.
Czas płynie, a Mirosław Kalita mimo 46 lat na karku wciąż doskonale radzi sobie na boisku. Jaka jest metoda na tę piłkarską nieśmiertelność?
– Modlitwa, sportowy tryb życia, opieka medyczna żony i geny.
Jak długo jeszcze zamierza pan ubiegać się za futbolówką?
– Z sezonu na sezon ,,wygaszam piec”, ale kiedy wygaszę całkiem? Nie mam pojęcia
Rozmawiał Maciej Zubek