ZAKOPANE. Dość nietradycyjnie odbywają się tegoroczne „Jesienne Spotkania Muzyczne”, organizowane już od wielu lat przez Towarzystwo Muzyczne im. K. Szymanowskiego w okolicach 3 października, kiedy to przypada rocznica urodzin patrona – kompozytora, którego wielkość z roku na rok wydaje się nam coraz bardziej oczywista. W tym roku bowiem Towarzystwo rozłożyło imprezę na dwa weekendy, co ma oczywiście swoje dobre i złe strony.
W sobotę,
5 października
2013 w gościnnej i kolorowej Galerii Ryszarda Orskiego odbył się znakomity koncert, w pierwszych zapowiedziach anonsowany jako „recital wokalny”, w programie imprezy będący „koncertem kameralnym”, ale tak naprawdę był to recital fortepianowy z udziałem partii wokalnej. Wystąpili młodzi, ale już mocno utytułowani absolwenci katowickiej Akademii Muzycznej: pianista Piotr Sałajczyk i śpiewaczka Dagmara Świtacz (sopran), a w programie były utwory dwóch gigantów: Ludwiga van Beethovena i Karola Szymanowskiego.
Wydawałoby się, że wszystko ich dzieli, ale – jak wykazał prowadzący koncert dr Karol Bula, honorowy prezes Towarzystwa Muzycznego im. K. Szymanowskiego – obaj prekursorzy, obaj niedoceniani za życia, obaj po śmierci zdobywający coraz większą pozycję. Żaden nie dożył sześćdziesiątki: Beethoven zmarł w Wiedniu w wieku 57 lat w 1827 r., Szymanowski 110 lat później w Lozannie w wieku 55 lat…
Zaczął Piotr Sałajczyk, prezentując Sonatę fortepianową c-moll nr 32 op. 111 Beethovena, skomponowaną w 1822 r. jako jedno z ostatnich dzieł na fortepian, stworzone przez kompletnie już głuchego mistrza. Jest to jeden z najgenialniejszych utworów światowej literatury fortepianowej. Pierwsza część patetyczna, wręcz majestatyczna (maestoso – allegro con brio ed appasionato), krótka, zaledwie kilkuminutowa, ogromnie kontrastuje z blisko 20-minutową częścią drugą (arietta: adagio molto, semplice e cantabile), mającą charakter tematu z wariacjami. Byliśmy świadkami jednego z najlepszych, wprost rewelacyjnych wykonań tego utworu, przy czym wariacja trzecia, od siódmej minuty drugiej części zagrana była tak, że wszyscy byliśmy zdumieni: czy aby jest to na pewno Beethoven? Bo zabrzmiał nam autentyczny, synkopowany jazz, momentami brzmiący jak ragtime Scotta Joplina, chwilami zaś jak boogie-woogie czy wczesny rock and roll Chucka Berry’ego. Ale to był wciąż nasz stary, głuchy mistrz klasyki wiedeńskiej, który genialnie przewidział muzykę o cztery-pięć epok do przodu i równie genialnie został wykonany. Przesłuchałem w domu kilka wykonań tego utworu: trochę podobnie grał ten kawałek Glenn Gould, ale Piotr Sałajczyk pobił go o kilka długości.
W drugiej części Dagmara Świtacz (sopran) z Sałajczykiem przy fortepianie zaprezentowała cały cykl dwunastu Pieśni kurpiowskich op. 58 Karola Szymanowskiego, skomponowanych w zakopiańskiej „Atmie”, według etnomuzykologicznych notacji księdza Władysława Skierkowskiego. Szymanowski zachował całą ciekawą strukturę melodyczną kurpiowskiego folkloru i jego niezwykłą gwarę, dorabiając do tego rewelacyjny podkład fortepianowy, który sam sobie jest arcydziełem pianistycznym. Piotr Sałajczyk wydobył całą maestrię tej sztuki, ale grając przy otwartym skrzydle fortepianu zdominował wykonanie tak, że kapitalnie śpiewająca Dagmara Świtacz momentami nie mogła się przebić przez ciężką fakturę akompaniamentu.
Na zakończenie koncertu usłyszeliśmy (zamiast zapowiedzianej Pieśni siuhajów) prześliczną Pieśń Roksany z opery Król Roger Szymanowskiego. Tutaj z kolei otwarte skrzydło fortepianu posłużyło do uzyskania świetnego efektu echa głosu artystki: w momentach, gdy akompaniament milczał, Piotr Sałajczyk przytrzymywał prawy pedał, a echo śpiewu odbijało się od fortepianu i niosło hen, pod strzelisty dach Galerii Orskiego. Kapitalne wrażenie, skwitowane ogromnym aplauzem nielicznej, zaledwie dwudziestoosobowej publiczności.
Dzień przed rozpoczęciem „Jesiennych Spotkań Muzycznych”, 3 X 2013 odbył się w Atmie koncert w 131 rocznicę urodzin Karola Szymanowskiego. Wystąpili skrzypaczka Maria Sławek i pianista Piotr Różański. Dotychczasową tradycją było, że urodzinowy koncert, organizowany przez Muzeum Narodowe w Krakowie, otwierał jesienne triduum muzyczne i wchodził w skład imprezy Towarzystwa Muzycznego, znajdując się na wspólnym afiszu całego festiwalu. Tym razem tak się nie stało. Jak widać, po modernizacji „Atmy” i ta tradycja odeszła do lamusa, a na imprezie w „Atmie” starano się „zamilczeć” działanie partnera na terenie poza „Atmą”.
Kolejny koncert „Jesiennych Spotkań Muzycznych” odbędzie się w „Atmie” w sobotę, 12 października o 17-tej. Wystąpi pianista Arnold Gniwek.
Fot. Renata Piżanowska