Jak król życia, ale nie w porę…(aktualizacja)

Andrzej Stoch Fot. Anna SzopińskaTakiego górala na schwał jak Jędrek Stoch daleko byłoby na Podhalu szukać. I takiego zamiłowanego regionalisty – z temperamentem, humorem, drygiem do gadki, tańca i muzyki. To, że już nie weźmie w rękę konferansjerskiego mikrofonu, nie „zaujka” radośnie, nie klaśnie w ręce, nie trzaśnie podeszwą w sceniczne deski, nie wywiedzie dziewczyny do tańca – w głowie się nie mieści…

Między góralkami Fot. Anna SzopińskaNie znacie dnia ani Ze Stasią Trebunią-Staszel zakładali Młode Podhale Fot. Anna Szopińskagodziny… Zginął pod Przy prezentacji Fot. Anna SzopińskaTIR-em na drodze w Po gazdowsku Fot. Anna SzopińskaOstrowsku. Na Między swoimi Fot. Anna Szopińskanic się zdały Jako konferansjer Fot. Anna Szopińskawysiłki rZ Młodym Podhalem przy tegorocznej inauguracji w PPWSZ Fot. Anna Szopińskaatowników.

Śmiertelny wypadek wyrwał go z roztańczenia, zabiegania, z wiru pracy i tego, co mu radowało duszę. Kiedy mógł się cieszyć wspaniałą rodziną, kiedy córki wyrosły na piękne i mądre dziewczyny, kiedy razem ze Stasią Trebunią-Staszel rozhulał akademicki zespół „Młode Podhale”.

Jeszcze brzmi ludziom uszach jego śpiew w góralskiej operze, jeszcze śmiech słychać, jeszcze go mamy przed oczami w baranicy, w kapeluszu „z kostkami”, odzianego „paradnie” albo „po gazdowsku”, bo – ze słuszną posturą i zgrabnym sposobem poruszania się – nieraz służył za modela przy prezentacjach regionalnych ubiorów w historycznym przekroju; nieraz był konferansjerem przy góralskich imprezach.

Jako etnograf, regionalista z zamiłowaniem do historii, nauczyciel i instruktor tańca, aktor w góralskich widowiskach (dość wspomnieć spektakl „Ojciec Święty Jan Paweł II na Podhalu”) – znany był szeroko w obszarze góralszczyzny. A i lubiany, bo zawsze witał ludzi szerokim, wąsatym uśmiechem spod cienia kapelusza; bo dla każdego miał dobre słowo – dobywane gdzieś z głębi pogodnej duszy.

Rodzina Stochów wywodzi się z Zębu, ale Andrzej urodził się w Ustrzykach Dolnych, bo jego ojciec, Stanisław, jako młody chłopak, nabył duże gospodarstwo „na Ukrainie”, jak wówczas mówiono wśród górali. Tam poznał swoją przyszłą żonę i postawił dużą chałupę góralskim stylu. Gospodarstwo istnieje do dzisiaj i prowadzi je brat ś.p. Andrzeja.

Lata podstawówki Andrzej Stoch o przydomku rodowym Symuniok (od imienia pradziada Szymona) spędził jeszcze w Bieszczadach, ale gdy dostał się do „zakopiańskiej „budowlanki” – zamieszkał w Zębie u stryja, potem – w internacie. Już wtedy ciągnęło go do zespołów – był i w zakopiańskich „Bartusiach”, i w Budorzach”. A kiedy zaczął studiować etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim – nie mógł nie przystać do „Skalnych”.

Po studiach wyjechał na krótko do Stanów, pracował jako nauczyciel w Maruszynie, potem w zakopiańskim Ośrodku Swojszczyzny, wreszcie, mieszkając już żoną Kasią w Nowym Targu – w Straży Granicznej.

– Andrzeja poznałem około 1992 r., kiedy ze Związku Podhalan chodziliśmy po kolędzie i taki wysoki, postawny chłopak tańczył na jakiejś imprezie… – wspomina Marcin Kudasik, sam instruktor-regionalista i kierownik „Śwarnych”. – Pytałem, kto to taki, a ktoś powiedział, że nie góral, tylko się w „Skalnych” nauczył tańczyć po góralsku… Przez wiele lat wiele rzeczy zrobiliśmy razem. Jędrek występował z nami we wszystkich przedstawieniach „Śwarnych”, razem zdobywaliśmy pamiętną Złotą Ciupagę na zakopiańskim Festiwalu. Ponieważ do „Śwarnych” trafiło kilku jego byłych uczniów z Maruszyny, gdzie też prowadził zespół, a różnica wieku była spora, zaczęli o nim mówić „wuj Stoch”. Widzę go radosnego, pełnego werwy i tak już pewnie zostanie…

Takiego chwata, górala co się zowie, śmierć zabrała nagle i niespodziewanie. W całym rozkwicie, w najlepszych latach, z wieloma dobrymi rzeczami, których zrobić nie zdążył i z wieloma, których dokonał. Odszedł jak król życia, tylko że nazbyt tu jeszcze potrzebny. I na ludzki sposób pojąć się tego nie da…

                  * * * 

Fot. Piotr Rayski-PawlikRazem z Fot. Piotr Rayski-Pawlikrodziną tłum Fot. Piotr Rayski-Pawlik przyjaciół i Fot. Piotr Rayski-Pawlik współpracowników żegnał na nowotarskim cmentarzu ppłk. Andrzeja Stocha – góralskie muzyki, kompania reprezentacyjna i orkiestra Straży Granicznej. W ostatniej drodze towarzyszyli regionaliście m.in. senator prof. Stanisława Hodorowicz i dr Stanisława Trebunia-Staszel, z którą zakładali akademicki zespół „Mode Podhale”. Mowę głosił Bartłomiej Koszarek – szef Domu Ludowego w Bukowinie Tatrzańskiej, też krzątający się wokół zachowania podhalańskiej kultury. Pogranicznicy oddali salwę honorową nad trumną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *